Światowe media aż huczą od plotek, ale tym razem to nie są zwykłe spekulacje, a porażające fakty prosto z ust człowieka, który wiedział wszystko. Legendarny szef brytyjskiego wywiadu przerwał milczenie i zrzucił bombę informacyjną, która wstrząsnęła posadami Kremla, potwierdzając najczarniejsze scenariusze. To, co przez lata szeptano w ciemnych korytarzach Moskwy, okazało się przerażającą prawdą, którą władza za wszelką cenę chciała zatuszować.
Czy człowiek, którego widzimy w telewizji, to naprawdę Władimir Putin, czy może jego marionetka sterowana przez służby specjalne? Przygotujcie się na mocne nerwy, bo szczegóły tej tajnej operacji mrożą krew w żyłach i zmieniają absolutnie wszystko, co myśleliście o prezydencie Rosji. Koniecznie przeczytajcie ten materiał do końca, aby dowiedzieć się, jak rozpoznać fałszywego przywódcę!
Szokująca prawda wyszła na jaw! Kreml już nie uciszy tych plotek
Sir Richard Dearlove, ikona brytyjskiego wywiadu MI-6, postanowił ostatecznie rozwiać wszelkie wątpliwości i wstrząsnąć opinią publiczną swoim wyznaniem dla „The Sun”. Jego słowa padły jak grom z jasnego nieba, potwierdzając to, co od lat było jedynie domeną teorii spiskowych i szeptanych rozmów przy moskiewskich stołach. Doświadczony szpieg nie bawił się w dyplomację i wprost stwierdził, że Władimir Putin regularnie korzysta z usług sobowtórów, co w świecie rosyjskiej polityki jest niemal koniecznością.
Dla wielu obserwatorów sceny politycznej może to brzmieć jak scenariusz taniego filmu sensacyjnego, ale Dearlove tłumaczy to w sposób niezwykle logiczny i chłodny. W kręgach władzy na Kremlu zabójstwa polityczne są tak powszechną metodą rozwiązywania sporów, że posiadanie „dublera” to polisa na życie dla każdego dyktatora. Prezydent Rosji doskonale zdaje sobie sprawę, że w każdej chwili może stać się celem zamachu, dlatego wysyłanie sobowtóra w niebezpieczne miejsca jest dla niego standardową procedurą bezpieczeństwa.
Ekspert brytyjskiego wywiadu precyzyjnie wskazał sytuacje, w których niemal na pewno nie oglądamy prawdziwego Putina, lecz jego wierną kopię. Chodzi głównie o wizyty w fabrykach, spacerowanie po placach budowy czy inne wydarzenia w plenerze, gdzie trudno o pełną kontrolę nad otoczeniem i zagrożeniem ze strony dronów. Prawdziwy Putin, paranoicznie dbający o swoje życie, nigdy nie zaryzykowałby tak bliskiego kontaktu z przypadkowym tłumem, w przeciwieństwie do swoich odważnych dublerów.
Mają swoje ksywki i role! Przerażająca lista „zastępców” dyktatora
Sprawa sobowtórów to nie jest nowy wymysł zachodnich mediów, bo pierwsze sygnały o tej mistyfikacji pojawiały się na Kremlu już ponad dwie dekady temu. Rosyjscy blogerzy i informatorzy dotarli do sensacyjnych wieści, że już w 2010 roku szefostwo FSB skutecznie namówiło Putina do „klonowania” swojej obecności publicznej. Proces rekrutacji był podobno koszmarem logistycznym, a wymagania tak wyśrubowane, że przez lata udało się znaleźć zaledwie dwóch kandydatów gotowych poświęcić swoją twarz dla wodza.
Najbardziej fascynujące w tej historii są doniesienia o tym, że poszczególni sobowtórowie mają swoje specyficzne pseudonimy i przypisane konkretne zadania aktorskie. Mieszkańcy Moskwy plotkują o „Dyplomacie”, który czyta nudne przemówienia, oraz o wesołym „Bankietowym”, który uwielbia ściskać dłonie i pić szampana z ludem. Wyróżnia się także tajemniczego „Udmurta” o charakterystycznych kościach policzkowych, co tylko potwierdza, że chirurgia plastyczna na usługach Kremla pracuje na najwyższych obrotach.
Szczególnie podejrzana była słynna nocna wizyta prezydenta w zrujnowanym Mariupolu, która wywołała lawinę komentarzy na całym świecie. Zachowanie tamtego człowieka, jego swoboda i wygląd tak drastycznie różniły się od znanego z ostrożności Putina, że eksperci niemal jednogłośnie orzekli fałszerstwo. To właśnie takie wpadki wizerunkowe sprawiają, że nawet zagorzali zwolennicy prezydenta zaczynają wątpić, kogo tak naprawdę oglądają w wieczornych wiadomościach.
Uszy zdradzają wszystko? Eksperci nie mają złudzeń co do oszustwa
Ukraiński wywiad wojskowy, z generałem Kyryło Budanowem na czele, poszedł o krok dalej i twierdzi, że posiada twarde dowody na istnienie co najmniej trzech kopii rosyjskiego przywódcy. Kluczem do rozwiązania tej zagadki nie są wcale operacje plastyczne twarzy, ale detale anatomiczne, których nie da się tak łatwo podrobić skalpelem. Chodzi przede wszystkim o unikalny kształt małżowiny usznej, który dla każdego człowieka jest tak niepowtarzalny jak linie papilarne na opuszkach palców.
Specjaliści od analizy wizerunku zwracają również uwagę na inne, z pozoru błahe szczegóły, jak rozstaw oczu czy specyficzny sposób poruszania się, który u dublerów bywa nienaturalny. Choć sobowtórowie przechodzą mordercze szkolenia z gestykulacji i mimiki Putina, pewnych biologicznych cech po prostu nie da się oszukać przed kamerami wysokiej rozdzielczości. To właśnie te niuanse pozwalają służbom wywiadowczym z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, kiedy Kreml próbuje nas nabrać.
Mimo to, rosyjska propaganda idzie w zaparte i z uporem maniaka dementuje wszelkie doniesienia o dublerach, co paradoksalnie tylko podsyca atmosferę sensacji. Im głośniej rzecznik pieskow krzyczy, że sobowtórów nie ma, tym bardziej zwykli Rosjanie są przekonani, że władza ukrywa przed nimi prawdę o stanie zdrowia i bezpieczeństwie prezydenta. Wygląda na to, że ta gra pozorów będzie trwać tak długo, jak długo Kreml będzie potrzebował iluzji wszechobecnego i niezniszczalnego lidera.









