Trzęsienie ziemi na Węgrzech po wyborach. Péter Magyar uderza w ludzi Orbána i mówi o miliardach z UE

Na Węgrzech doszło do politycznego zwrotu, który może odbić się echem w całej Europie. Péter Magyar, lider dotychczas opozycyjnej Tiszy, po zdecydowanym zwycięstwie wyborczym nie ograniczył się do spokojnych podziękowań. Od razu zapowiedział ruchy, które uderzają w najważniejsze filary dotychczasowego układu władzy.

W tle są miliardy euro z Unii Europejskiej, Bruksela, NATO i ostre wezwanie skierowane do urzędników kojarzonych z erą Viktora Orbána. To moment, w którym Budapeszt patrzy nie tylko na wyniki, ale też na to, kto pierwszy straci stanowisko.

Magyar ogłasza nowy kurs i już wskazuje pierwsze cele

Péter Magyar wystąpił w centrum Budapesztu przed tysiącami zwolenników po zwycięstwie Tiszy nad Fideszem Viktora Orbána. Przekaz był mocny, bo przyszły premier zapowiedział, że Węgry mają wrócić do roli silnego sojusznika w Europie i NATO. Podkreślał, że miejsce jego kraju jest w Europie, a to zdanie zabrzmiało jak polityczne odcięcie od poprzedniego etapu.

Najbardziej elektryzująca okazała się zapowiedź pierwszych zagranicznych kierunków. Magyar wskazał Warszawę i Wiedeń, a potem Brukselę, gdzie chce rozmawiać o odblokowaniu zamrożonych funduszy unijnych. W jego przekazie pieniądze z UE nie są dodatkiem do kampanijnej narracji, lecz jednym z najpilniejszych symboli zmiany.

Lider Tiszy obiecał, że sprowadzi do kraju fundusze, które – jak mówił – należą się narodowi węgierskiemu. W tym samym pakiecie pojawiła się zapowiedź dołączenia do Prokuratury Europejskiej. To ważny sygnał, bo Magyar przedstawia odzyskanie pieniędzy razem z przywróceniem kontroli, równowagi i zaufania do instytucji.

Padło wezwanie do odejścia. Takich słów obóz Orbána nie mógł zignorować

Po wyborach Magyar zwrócił się nie tylko do swoich wyborców, ale też do ludzi zajmujących kluczowe stanowiska w państwie. Wezwał prezydenta Tamása Sulyoka, aby poprosił zwycięzcę o utworzenie rządu, a następnie opuścił urząd. Ten apel nie był odosobniony, bo podobny komunikat skierował do najważniejszych urzędników mianowanych za rządów Viktora Orbána.

W kampanii Tisza oskarżała tych urzędników o reprezentowanie interesów partii. Teraz Magyar wymieniał między innymi szefów sądownictwa, Sądu Najwyższego, Trybunału Konstytucyjnego, Urzędu Kontroli Państwowej, Urzędu Konkurencji Gospodarczej oraz mediów. W politycznym języku powyborczego wieczoru brzmiało to jak zapowiedź bardzo szybkiego rozliczenia układu władzy.

Najostrzejszy fragment wystąpienia dotyczył osób nazwanych przez Magyara marionetkami. Przyszły premier wezwał je, by odeszły same i nie czekały, aż zostaną odesłane. To nie była techniczna zapowiedź kadrowych zmian, tylko publiczny sygnał, że nowa większość chce przejąć stery bez przeciągania okresu przejściowego.

Orbán dostał sygnał, który pokazuje skalę presji

Magyar pochwalił zwycięstwo Tiszy jako historyczny mandat i jednocześnie zwrócił się do Viktora Orbána. Zaapelował, aby odchodzący premier nie podejmował działań, które ograniczyłyby kompetencje nowego rządu. W tle tej wypowiedzi widać napięcie typowe dla momentu, w którym wynik wyborów jest już politycznie oczywisty, ale pełne przejęcie władzy jeszcze się nie dokonało.

Przyszły premier zasugerował też, że w okresie przejściowym ważne decyzje powinny być z nim konsultowane. Jego przekaz był prosty: jeżeli pojawi się poważna sprawa dotycząca narodu, Orbán ma do niego zadzwonić. Taki ton pokazuje, jak szybko Magyar chce narzucić reguły gry po zwycięstwie.

To właśnie ta część wystąpienia może najmocniej podgrzać atmosferę w Budapeszcie. Z jednej strony mamy apel o demokratyczne funkcjonowanie państwa, z drugiej bardzo twarde żądania wobec ludzi poprzedniej władzy. Dla wyborców oznacza to, że powyborcze napięcie nie kończy się na samej nocy liczenia głosów.

Wyniki wciąż nie są pełne, ale obraz jest dla Fideszu bolesny

Po przeliczeniu prawie 99 procent głosów Tisza była na drodze do zdobycia wygodnej większości dwóch trzecich, czyli 138 miejsc w 199-osobowym parlamencie. To wynik, który daje Magyarowi ogromną polityczną siłę, jeżeli zostanie potwierdzony w końcowym rozliczeniu. Fidesz Viktora Orbána według danych Państwowej Komisji Wyborczej może utrzymać 55 mandatów.

Do parlamentu ma też wejść skrajnie prawicowy Ruch Naszej Ojczyzny, który jest na drodze do zdobycia sześciu miejsc. Ten układ pokazuje, że po latach dominacji Orbána scena polityczna na Węgrzech wchodzi w nowy, znacznie bardziej nerwowy etap. Największe pytanie brzmi teraz nie tylko, kto będzie rządził, ale jak szybko zostaną przeprowadzone pierwsze decyzje.

Na pełne wyniki trzeba jeszcze poczekać, bo do podliczenia zostały głosy oddane za granicą oraz przez osoby głosujące poza oficjalnym miejscem zamieszkania. Chodzi o ponad 90 tysięcy Węgrów w lokalach za granicą i około 224 tysiące głosujących w innym miejscu niż adres zamieszkania. To oznacza, że polityczna zmiana już wybrzmiała, ale formalny finał nadal może trzymać kraj w napięciu przez najbliższe dni.

Udostępnij to 👇