Tusk nie wytrzymał i wybuchnął! „Zakute łby” — te słowa wstrząsnęły polską polityką. Co tak naprawdę się stało?

Tego nie spodziewał się absolutnie nikt. Polska zbrojeniówka znalazła się w samym centrum europejskiej gry o miliardy, a premier Donald Tusk publicznie stracił cierpliwość i użył słów, które odbiły się echem w całym kraju. Atmosfera wokół gigantycznych pieniędzy z Brukseli zagotowała się do granic możliwości.

Niemal 200 miliardów złotych ma trafić do polskich fabryk broni — kwota, która może zmienić wszystko. Ale zamiast świętowania, rozpętała się polityczna burza, jakiej dawno nie widzieliśmy. Musisz poznać kulisy tej sprawy, bo stawka jest kolosalna — chodzi o bezpieczeństwo całego kontynentu i przyszłość polskiego przemysłu.

Tajemnicza wizyta europarlamentarzystów w polskich fabrykach broni — co tam zobaczyli?

Kiedy delegacja europejskich parlamentarzystów z Komisji Bezpieczeństwa i Obrony niespodziewanie wylądowała w Polsce, branża obronna zamarła w oczekiwaniu. To nie była zwykła kurtuazyjna wycieczka z uściskami dłoni i pozowaniem do zdjęć. Europosłowie przyjechali, żeby na własne oczy sprawdzić, czy polskie zakłady zbrojeniowe są w stanie udźwignąć finansowy tsunami, które nadciąga z Brukseli.

Odwiedzili kilka strategicznych fabryk, a ich obserwacje mogą zaważyć na przyszłości całej europejskiej polityki obronnej. To, co zobaczyli na halach produkcyjnych, wywołało u nich mieszane uczucia — z jednej strony zachwyt nad polskimi technologiami, z drugiej niepokój związany z przestarzałym parkiem maszynowym. Polska stanęła przed historyczną szansą, ale też przed pytaniem, czy jest w stanie ją wykorzystać.

Marta Wcisło, członkini komisji SEDE, po wizytach w fabrykach nie owijała w bawełnę. Podkreślała, że odwiedzane zakłady desperacko potrzebują nowych maszyn i nowoczesnych linii produkcyjnych. Wskazywała między innymi na produkcję legendarnych już rakiet przeciwlotniczych Piorun, których popyt dawno przerósł możliwości wytwórcze. Jej słowa brzmiały jak alarm — bez natychmiastowych inwestycji Polska może zmarnować szansę pokolenia.

200 miliardów złotych i 139 tajnych projektów — oto skala, która powala na kolana

Liczby, które wyciekły do mediów, brzmią jak scenariusz filmu sensacyjnego. Program SAFE, warty łącznie 150 miliardów euro w formie preferencyjnych pożyczek, ma odmienić oblicze europejskiego przemysłu obronnego. Polska złożyła wniosek o niemal jedną trzecią całej dostępnej puli i ostatecznie ma otrzymać 44 miliardy euro — w przeliczeniu to prawie 200 miliardów złotych, czyli kwota absolutnie bezprecedensowa.

Warunki finansowania brzmią niemal zbyt dobrze, żeby były prawdziwe. Dziesięcioletnia karencja w spłacie oznacza, że przez dekadę Polska nie musi oddać ani złotówki. Minimalne oprocentowanie wynika z najwyższego ratingu kredytowego Unii Europejskiej, co sprawia, że żaden komercyjny bank nie jest w stanie zaproponować czegoś nawet zbliżonego. To finansowanie, o którym polscy producenci broni mogli dotąd jedynie pomarzyć.

Najciekawsze jest jednak to, czego oficjalnie nie wiemy. Polskie środki mają zostać rozdysponowane na 139 projektów obronnych, ale ich szczegółowa lista pozostaje ściśle tajna. Resort obrony tłumaczy utajnienie wymogami bezpieczeństwa narodowego oraz ustaleniami poczynionymi bezpośrednio z Komisją Europejską. Obiecano wprawdzie, że po zakończeniu procedur formalnych wykaz zostanie udostępniony publicznie, ale w wersji pozbawionej wrażliwych danych technicznych — co w praktyce może oznaczać, że najciekawszych szczegółów i tak się nie dowiemy.

Pioruny, Kraby i Borsuki — polskie fabryki broni szykują się na rewolucję

Zakłady Mesko, producent przenośnych zestawów przeciwlotniczych Piorun, stały się symbolem polskiego sukcesu eksportowego. Te rakiety trafiły już do Estonii, Norwegii i Szwecji, a ich śmiercionośną skuteczność potwierdziły warunki bojowe w Ukrainie. Problem polega na tym, że obecne moce produkcyjne są dramatycznie niewystarczające — zamówienia rosną lawinowo, a fabryka fizycznie nie nadąża z produkcją.

Jeszcze większe pieniądze mogą popłynąć do Huty Stalowa Wola, która stała się prawdziwą gwiazdą całego programu. Według danych Agencji Uzbrojenia ten jeden zakład może otrzymać nawet 20 miliardów złotych z programu SAFE — kwotę, która jeszcze kilka lat temu wydawałaby się absolutną fantastyką. Pieniądze wesprą produkcję legendarnych armatohaubic Krab, nowoczesnych bojowych wozów piechoty Borsuk oraz moździerzy samobieżnych Rak. Dla całego regionu Podkarpacia to oznacza potężny impuls gospodarczy — nowe miejsca pracy, rozbudowę infrastruktury i wzmocnienie łańcuchów dostaw na niespotykaną dotąd skalę.

Ale to nie koniec zaskoczeń. Część środków z programu SAFE trafi na budowę systemu SAN, który ma być największym europejskim projektem antydronowym w historii. MON podpisało umowę z konsorcjum Polskiej Grupy Zbrojeniowej i norweskiego Kongsberg Defence & Aerospace, a skala przedsięwzięcia zapiera dech — 18 baterii antydronowych, 52 plutony ogniowe, 18 plutonów dowodzenia i aż 703 pojazdy. Do tego dochodzi jeszcze 26 projektów związanych ze wzmocnieniem wschodniej granicy w ramach ambitnego programu Tarcza Wschód.

Tusk eksplodował! „Zakute łby” — premier nie przebierał w słowach

Program SAFE, zamiast jednoczyć polską scenę polityczną wokół wspólnego celu, stał się areną jednego z najostrzejszych sporów ostatnich miesięcy. Opozycja z PiS-em na czele rzuciła się do ataku, kwestionując zasadność zaciągania pożyczek i podnosząc widmo uzależnienia Polski od kapryśnych decyzji Brukseli. Szef klubu PiS Mariusz Błaszczak podczas konwencji programowej partii — ironicznie zorganizowanej właśnie w Stalowej Woli — ostrzegał, że program może ograniczyć suwerenność państw prowadzących samodzielną politykę obronną.

Reakcja premiera Donalda Tuska przeszła najśmielsze oczekiwania. Szef rządu nagrał oświadczenie, które opublikował w mediach społecznościowych, i trudno jego ton nazwać choćby w przybliżeniu dyplomatycznym. Tusk wprost odniósł się do protestów opozycji, przypominając, że same zakłady w Stalowej Woli — tym mieście, w którym PiS urządziło sobie konwencję — mają otrzymać 20 miliardów złotych. Jego komentarz zakończył się słowami, które natychmiast obiegły internet — „Dotarło, zakute łby?” — dając do zrozumienia, że cierpliwość premiera do politycznych gier na temat bezpieczeństwa narodowego właśnie się skończyła.

Niezależnie od tego, po której stronie barykady politycznej stoi czytelnik, fakty mówią same za siebie z brutalną jasnością. Polskie zakłady zbrojeniowe rozpaczliwie potrzebują modernizacji, popyt na polską broń rośnie w tempie, którego nikt nie przewidywał, a unijne środki oferują finansowanie na warunkach absolutnie nieosiągalnych na rynku komercyjnym. Pytanie, czy Polska wykorzysta tę historyczną szansę, czy zmarnuje ją w politycznych przepychankach, pozostaje na razie bez odpowiedzi — ale jedno jest pewne: stawka nigdy nie była tak wysoka.

Udostępnij to 👇