Donald Tusk ostro uderzył w środowisko PiS i Karola Nawrockiego po wypowiedzi Marcina Przydacza o sytuacji wokół Iranu. Premier zasugerował, że jego przeciwnicy chcą wciągnąć Polskę w bliskowschodni konflikt. To mocny zarzut, bo dotyka bezpieczeństwa państwa i granic sojuszniczej solidarności.
W tle jest blokada cieśniny Ormuz, oczekiwania Donalda Trumpa i pytanie, czy Zachód powinien militarnie wesprzeć Amerykanów. Przydacz mówił, że Polska nie powinna angażować się wojskowo, ale partnerzy z odpowiednią flotą mogliby pomóc. Zobacz, jak z takiej wypowiedzi zrobiła się polityczna awantura.
Jedno zdanie wystarczyło, by ruszyła lawina
Punktem zapalnym była wypowiedź Marcina Przydacza, szefa Prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej. Odnosił się on do blokady cieśniny Ormuz przez Iran oraz oczekiwań Donalda Trumpa wobec sojuszników. Zaznaczał, że Polska nie powinna angażować się militarnie, ale zachodni partnerzy dysponujący odpowiednią flotą mogliby wesprzeć Amerykanów.
Przydacz argumentował, że odblokowanie cieśniny mogłoby przełożyć się na spadek cen energii. Jednocześnie mówił o solidarności euroatlantyckiej, ale podkreślał, że ani prezydent, ani większość Polaków nie chcą polskiego zaangażowania wojskowego. W Kancelarii Premiera te słowa odczytano jednak jako sygnał znacznie groźniejszy.
Tusk odpowiedział ostrym wpisem, w którym zarzucił środowisku PiS i Nawrockiego dążenie do wplątania Polski w bliskowschodni konflikt. Dodał, że na to nie pozwoli, a przeciwnikom przydałby się kubeł zimnej wody na głowę. Tak doszło do starcia, w którym krajowa polityka nagle zderzyła się z jednym z najbardziej zapalnych punktów świata.
Iran zmienił temperaturę polskiego sporu
Premier już wcześniej wykluczał wysłanie polskich wojsk do Iranu. Mówił zarówno o wojskach lądowych, jak i powietrznych oraz morskich, podkreślając, że Polska ma inne zobowiązania w NATO. Według tego stanowiska konflikt irański nie zagraża bezpośrednio polskiemu bezpieczeństwu.
Tło sporu jest wyjątkowo napięte. Według opisywanego scenariusza 28 lutego Izrael wspólnie ze Stanami Zjednoczonymi przeprowadził naloty na Iran, w których zginął Ali Chamenei oraz inni przedstawiciele reżimu. Teheran miał odpowiedzieć atakami na amerykańskie bazy w regionie i na Izrael, a potem zablokować cieśninę Ormuz.
W takim kontekście każde słowo o wsparciu sojuszników brzmi dużo mocniej niż zwykła wypowiedź ekspercka. Dla Tuska to pretekst, by pokazać się jako polityk stawiający granicę polskiemu udziałowi w odległej wojnie. Dla otoczenia Nawrockiego to z kolei może być spór o to, czym naprawdę jest solidarność euroatlantycka w momencie globalnego kryzysu.









