To miało być spotkanie na szczycie, które rozwiąże największy spór o bezpieczeństwo Polski. Zamiast tego – atmosfera gęsta jak przed burzą, wymiana ciosów i frustracja, jakiej dawno nie widziano na szczytach władzy. Premier wyszedł z Pałacu Prezydenckiego wyraźnie wstrząśnięty, a jego współpracownicy nie kryli przerażenia.
Co tak naprawdę wydarzyło się za zamkniętymi drzwiami? Kto kogo przechytrzył i dlaczego rząd „spodziewa się najgorszego”? Szczegóły tego starcia mrożą krew w żyłach – czytaj dalej, bo to, co wyszło na jaw, zmienia obraz polskiej polityki!
Kurtuazja trwała chwilę – potem zaczęło się prawdziwe starcie
Spotkanie prezydenta Karola Nawrockiego z premierem Donaldem Tuskiem zaczęło się od wymiany uprzejmości, ale jak zdradza anonimowe źródło cytowane przez Onet, pozory grzeczności rozwiały się błyskawicznie. „Dość szybko panowie przeszli do właściwego tematu” – relacjonuje informator. To, co rozegrało się później, przerosło najśmielsze oczekiwania obserwatorów polskiej sceny politycznej.
Napięcie wisiało w powietrzu od pierwszych minut rozmowy. Premier Donald Tusk niemal natychmiast zapytał wprost, czy Nawrocki zamierza zawetować ustawę umożliwiającą Polsce skorzystanie z unijnego programu SAFE. Prezydent miał odpowiedzieć wymijająco, twierdząc, że decyzji jeszcze nie podjął. Jednak nikt przy stole w tę wersję nie uwierzył.
Sam premier, a także generałowie Wiesław Kukuła i Artur Kuptel, którzy wcześniej spotkali się z Nawrockim w Pałacu Prezydenckim, byli już przekonani, że weto jest przesądzone. Atmosfera spotkania z każdą minutą stawała się coraz bardziej napięta. To, co działo się za zamkniętymi drzwiami, miało swoje konsekwencje widoczne gołym okiem jeszcze tego samego dnia na konferencji prasowej.
Tusk „wysadził plan Nawrockiego w powietrze” – ale sam wyszedł roztrzęsiony
Jak ujawnia ważny urzędnik powiązany z rządem, premier miał pokrzyżować szyki prezydentowi, który planował ogłosić weto jeszcze w środę. Informacje o tych zamiarach docierały do otoczenia Tuska, co tylko podsycało i tak napiętą atmosferę. Nawrocki w trakcie rozmowy lawirował, prosząc o dodatkowy czas do namysłu, ale jednocześnie dawał wyraźne sygnały, że unijny SAFE w obecnym kształcie jest dla niego nie do przyjęcia.
Problem w tym, że – jak podkreślają rozmówcy Onetu – innej formuły programu po prostu nie będzie. Premier wielokrotnie dopytywał o źródła finansowania alternatywnego funduszu na zbrojenia, proponowanego przez prezydenta. Ani Nawrocki, ani prezes NBP Adam Glapiński nie potrafili przedstawić konkretnych, wiarygodnych wyliczeń. Plan opierał się na zysku Narodowego Banku Polskiego, który w większości i tak standardowo trafia do budżetu państwa.
Przedstawiciele rządu opuścili Pałac Prezydencki z poczuciem głębokiej frustracji i zawodu. Jeden z ministrów w rozmowie z Onetem nie przebierał w słowach: „Kierownik był roztrzęsiony, co widać było na konferencji prasowej”. Dodał, że wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz nie jest w stanie pojąć, dlaczego kwestia bezpieczeństwa narodowego stała się przedmiotem politycznych rozgrywek. Słowa „spodziewamy się najgorszego” zabrzmiały jak polityczny alarm najwyższego stopnia.
150 miliardów euro dla Europy, a Polska może zostać z niczym
Stawka tego sporu jest gigantyczna i dotyczy bezpieczeństwa milionów Polaków. Unijny instrument SAFE to program o łącznej wartości 150 miliardów euro, stworzony z myślą o wzmocnieniu obronności państw członkowskich. Obejmuje między innymi niskooprocentowane pożyczki przeznaczone przede wszystkim na zakup sprzętu wojskowego, ze szczególnym uwzględnieniem produkcji europejskiej.
Polska miała być największym beneficjentem tego programu w całej Unii Europejskiej – to szansa, która może się już nie powtórzyć. W obliczu rosnącego zagrożenia ze strony Rosji politycy koalicji rządzącej przekonują, że odrzucenie tych funduszy byłoby katastrofalnym błędem. Program SAFE mógłby w znaczącym stopniu wzmocnić polskie zdolności obronne w najbardziej niebezpiecznym momencie od dekad.
Tymczasem wykorzystaniu unijnych funduszy sprzeciwiają się zarówno Prawo i Sprawiedliwość, jak i Konfederacja. To właśnie te partie stanowią polityczne zaplecze prezydenta Nawrockiego, co sprawia, że jego decyzja w sprawie weta wydaje się coraz bardziej przesądzona. Pytanie, które zadaje sobie teraz cała Polska, brzmi: czy polityczna kalkulacja weźmie górę nad bezpieczeństwem narodowym?
Nawrocki stawia na „Polski SAFE zero procent” – Tusk ripostuje: „SAFE zero złotych”
Po spotkaniu z premierem szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki i prezydencki doradca Leszek Skiba przedstawili projekt ustawy wdrażającej tak zwany „Polski SAFE 0 proc.”. To alternatywa opracowana wspólnie z prezesem NBP Adamem Glapińskim, która zakłada pozyskanie około 185 miliardów złotych z zysków banku centralnego. Pieniądze miałyby pochodzić ze wzrostu wartości rezerw złota – albo poprzez sprzedaż i natychmiastowy odkup kruszcu, albo przez zmianę ustawy pozwalającą zaksięgować ten wzrost jako zysk.
Aż 95 procent tak uzyskanych środków miałoby trafić do Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych. Plan brzmi ambitnie na papierze, ale premier nie zostawił na nim suchej nitki. Na konferencji prasowej Tusk stwierdził, że cała inicjatywa prezydenta ma jeden cel – „wytłumaczyć Nawrockiego z weta”. Dodał kategorycznie, że na taką „akcję” się nie zgodzi, choć jednocześnie nie zamyka żadnej furtki.
Premier wyraził gotowość do wykorzystania ewentualnych dodatkowych funduszy z NBP, ale nie jako zamiennika dla unijnej pożyczki, która mogłaby trafić do Polski znacznie wcześniej. „Jeśli pojawią się pieniądze z NBP, to one mogą trafić natychmiast do budżetu – nie trzeba żadnych ustaw” – mówił Tusk. Jednocześnie z zabójczą ironią podsumował propozycję Nawrockiego: to nie jest „SAFE zero procent”, lecz „SAFE zero złotych”, bo na razie tych pieniędzy po prostu nie ma. Rząd odmówił także ekspresowego procedowania prezydenckiego projektu w Sejmie, co tylko pogłębia impas w jednym z najważniejszych sporów ostatnich lat.
Źródło: WP / Onet









