Wydawało się, że temat jest martwy. Donald Tusk osobiście go zablokował, a koalicjanci odetchnęli z ulgą. Nic bardziej mylnego – kontrowersyjna reforma właśnie wróciła jak bumerang i grozi prawdziwym trzęsieniem ziemi na rynku pracy!
Setki tysięcy osób pracujących na B2B i umowach cywilnoprawnych mogą obudzić się w zupełnie nowej rzeczywistości. Inspektorzy PIP z prawem do przekształcania kontraktów w etaty, koalicja skłócona do granic możliwości, a sondaże pokazują coś, czego nikt się nie spodziewał. Sprawdź, co dokładnie kryje się w nowej wersji projektu – szczegóły mrożą krew w żyłach!
Tusk zablokował, a resort i tak poszedł na całość. Nowa wersja dokumentu już na biurku rządu!
Zaledwie kilka tygodni temu premier stanowczo zatrzymał prace nad reformą Państwowej Inspekcji Pracy. Wydawało się, że sprawa została zamieciona pod dywan na długie miesiące. Tymczasem resort Agnieszki Dziemianowicz-Bąk ewidentnie nie zamierzał odpuszczać – nowa wersja dokumentu cicho trafiła do Rządowego Centrum Legislacji.
Przypomnijmy, co się wydarzyło na początku stycznia. Donald Tusk podczas konferencji po szczycie w Paryżu powiedział wprost, że nadmierne kompetencje urzędników decydujących o formie zatrudnienia mogą być destrukcyjne dla przedsiębiorców. Szczególnie ostra krytyka spadła na pomysł administracyjnego przekształcania umów cywilnoprawnych w stosunki pracy – bez pytania o zgodę którejkolwiek ze stron. Wydawało się, że to koniec tej historii.
Ale to nie koniec! Szefowa Rządowego Centrum Legislacji, dr Joanna Knapińska, w rozmowie z Business Insider Polska przyznała, że osobiście ostrzegała premiera przed nieprzewidywalnością skutków tej regulacji. Nazwała ten projekt najtrudniejszym, z jakim RCL zetknęło się w ciągu ostatnich dwóch lat. Mimo tych alarmujących sygnałów dokument wraca na agendę i ma ponownie trafić pod obrady Stałego Komitetu Rady Ministrów – a to oznacza, że gra toczy się na nowo.
Inspektorzy z nową bronią! Najpierw polecenie, potem decyzja, a na końcu sąd. Jak to ma działać?
Nowa wersja projektu, datowana na 28 stycznia 2026 roku, wprowadza mechanizm, który ma być odpowiedzią na lawinę krytyki. Zamiast natychmiastowej decyzji administracyjnej o istnieniu stosunku pracy, inspektorzy PIP najpierw wydadzą polecenie usunięcia naruszeń. Polecenie to obejmie sytuacje, gdy umowa cywilnoprawna funkcjonuje w warunkach odpowiadających klasycznemu etatowi w rozumieniu Kodeksu pracy.
Dopiero gdy pracodawca zignoruje polecenie, inspektor okręgowy sięgnie po cięższą broń – decyzję stwierdzającą istnienie stosunku pracy. I tu pojawia się kluczowa zmiana wobec wcześniejszych wersji: decyzja stanie się wykonalna dopiero po uprawomocnieniu orzeczenia sądu, a nie z chwilą jej wydania. Wprowadzono także instytucję zabezpieczenia oraz przepisy mające zapobiegać przewlekłości postępowań sądowych.
Ale to nie wszystko, co kryje nowy dokument. Okręgowy inspektor pracy zyska prawo do wytaczania powództw na rzecz obywateli o ustalenie istnienia stosunku pracy, a nawet do wstępowania do już toczących się postępowań sądowych na każdym etapie. Wszczęcie postępowania przez inspektora przerwie bieg przedawnienia roszczeń pracowniczych – co oznacza, że rozliczenia mogą sięgać daleko wstecz. Konsekwencje takiej decyzji będą daleko idące i dotkną prawa pracy, prawa podatkowego, ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych.
Interpretacja za 40 złotych? Ten element projektu zaskoczył absolutnie wszystkich!
Wśród wielu kontrowersyjnych zapisów nowego projektu jeden budzi szczególne zdumienie. Resort pracy zaproponował instytucję interpretacji indywidualnych wydawanych przez Głównego Inspektora Pracy – wzorowanych na interpretacjach podatkowych znanych z ordynacji podatkowej. Za symboliczną opłatą 40 złotych pracodawca będzie mógł złożyć wniosek z opisem stanu faktycznego i w ciągu 30 dni otrzymać wiążącą interpretację dotyczącą charakteru łączącego go stosunku prawnego.
Kto zastosuje się do takiej interpretacji, zyska ochronę przed sankcjami administracyjnymi, karami i podwyższonymi daninami. Wniosek będzie musiał zawierać opis stanu faktycznego, stanowisko wnioskodawcy oraz dowód uiszczenia opłaty. Brzmi jak tarcza ochronna dla przedsiębiorców, ale jest jeden haczyk – ochrona nie zadziała, jeśli rzeczywisty stan faktyczny okaże się odmienny od tego opisanego we wniosku.
To rozwiązanie może okazać się mieczem obosiecznym. Z jednej strony daje firmom pewne poczucie bezpieczeństwa – mogą sprawdzić, czy ich model współpracy jest w porządku. Z drugiej strony krytycy wskazują, że 40 złotych za interpretację to kwota wręcz podejrzanie niska, a organy inspekcji zachowają pełne prawo do kontroli, jeśli uznają, że rzeczywistość odbiega od papierowego opisu. W praktyce może się więc okazać, że interpretacja da złudne poczucie bezpieczeństwa, a inspektor i tak zapuka do drzwi.
Koalicja się sypie! PSL w otwartym buncie, Polska 2050 stawia warunki, a eksperci biją na alarm
Reforma PIP obnażyła głębokie pęknięcia w koalicji rządowej, które z każdym dniem stają się coraz trudniejsze do ukrycia. Polskie Stronnictwo Ludowe organizowało sejmowe konferencje z udziałem przedstawicieli środowisk biznesowych, jasno dając do zrozumienia, że staje po stronie przedsiębiorców. Szef klubu ludowców Krzysztof Paszyk nie owijał w bawełnę – jego zdaniem żadne kosmetyczne poprawki nie zmienią negatywnego odbioru projektu wśród firm.
Polska 2050 próbowała balansować między obydwoma obozami, ale również stawiała twarde warunki. Szef klubu Paweł Śliz podkreślał, że reforma musi być rozsądna, wyważona i zgodna z kamieniami milowymi Krajowego Planu Odbudowy. To oznacza, że partia Szymona Hołowni nie da się wciągnąć w ślepą uliczkę bez gwarancji, że ustawa nie stanie się polityczną bombą tuż przed wyborami.
Eksperci z kolei wskazują na systemowy problem, który może okazać się groźniejszy niż same zapisy ustawy. Prof. Grażyna Spytek-Bandurska z Federacji Przedsiębiorców Polskich ostrzegała wprost, że przy takim modelu organ kontrolno-nadzorczy mógłby jednocześnie pełnić funkcję egzekutora i sądu. To mieszanie ról, które w demokratycznym państwie prawa budzi poważne wątpliwości konstytucyjne. Jeśli te głosy nie zostaną usłyszane, koalicja może stanąć w obliczu kryzysu, którego konsekwencje będą odczuwalne daleko poza murami parlamentu.
Sondaże nie kłamią! Nawet wyborcy lewicy mówią „nie”. Te liczby powinny zaniepokoić Tuska
Badanie opinii publicznej zlecone przez Polski Związek Pracodawców Ochrona przyniosło wyniki, które musiały wywołać szok w gabinetach rządzących. Możliwość jednostronnego przekształcania umów przez inspektora PIP odrzuciło aż 61 procent wyborców Koalicji Obywatelskiej – a więc ludzi, którzy teoretycznie powinni ufać decyzjom własnego rządu. To potężny cios wizerunkowy dla obozu Tuska.
Ale prawdziwa bomba kryje się gdzie indziej. Aż 68 procent wyborców Nowej Lewicy – partii, której minister przygotowała ten projekt – nie popiera tego pomysłu. Nawet wśród elektoratu Partii Razem, ugrupowania oficjalnie wspierającego reformę, sprzeciw wyraziło 51 procent ankietowanych. Ponad połowa wyborców KO uważa, że faktycznym celem ustawy nie jest troska o prawa pracowników, lecz dodatkowe wpływy do budżetu państwa.
Większość respondentów przewidywała również, że przekształcenie kontraktu B2B lub zlecenia w etat oznaczałoby spadek wynagrodzenia netto – a to argument, który przemawia do wyobraźni każdego, kto pracuje w tym modelu. Zgodnie z projektem ustawa miałaby wejść w życie trzy miesiące po ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw. Biorąc pod uwagę temperaturę politycznego sporu, głębokość podziałów wewnątrz koalicji i druzgocące sondaże, droga do uchwalenia tej ustawy zapowiada się niezwykle burzliwie – a Donald Tusk stoi przed jednym z najtrudniejszych dylematów swojej kadencji.









