To nie miało być o czołgach ani o rakietach. Program SAFE, który miał rzekomo wzmocnić polską armię, w rzeczywistości służył zupełnie innemu celowi – twierdzi poseł PiS Zbigniew Kuźmiuk. Jego słowa wywróciły debatę do góry nogami, a skala ujawnionych liczb może przyprawić o zawrót głowy.
Prezydenckie weto rozpętało polityczne piekło, jakiego dawno nie widzieliśmy. Ministrowie rzucają oskarżeniami o zdradę, a atmosfera w Sejmie gęstnieje z każdą godziną. Ale czy za tą furią nie kryje się coś, o czym rząd wolałby milczeć? Przeczytaj i oceń sam!
Rząd szaleje po wecie, ale to jego reakcja zdradza najwięcej
Kosiniak-Kamysz, Sikorski, Gawkowski, Kierwiński – lista ministrów, którzy rzucili się do mikrofonów z oskarżeniami, robi piorunujące wrażenie. Każdy z nich użył niemal identycznej retoryki, nazywając weto prezydenta aktem zdrady narodowej. Skala synchronizacji tych wypowiedzi sprawiła, że nawet wytrawni komentatorzy polityczni przecierali oczy ze zdumienia.
Tyle że im głośniej rząd krzyczy, tym bardziej podejrzliwie zaczynają się przyglądać ci, którzy dotąd nie wnikali w szczegóły programu SAFE. Bo jeśli chodziło wyłącznie o bezpieczeństwo kraju, to dlaczego reakcja przypomina panikę, a nie rzeczową dyskusję? To pytanie zadaje sobie coraz więcej osób po obu stronach politycznej barykady.
Odpowiedź, którą proponuje dr Zbigniew Kuźmiuk, wieloletni parlamentarzysta PiS i ekonomista, brzmi jak polityczna bomba. Jego zdaniem cała ta histeria ma jedno źródło – rząd Tuska właśnie stracił narzędzie, które miało uratować go przed kompromitacją finansową na niespotykaną dotąd skalę. I kiedy poznaje się liczby, które przytacza poseł, trudno nie przyznać, że ta teza ma mocne fundamenty.
760 miliardów dziury i miliard złotych długu dziennie – oto prawdziwa twarz rządów Tuska
Liczby, które Kuźmiuk ujawnił na łamach portalu wPolityce.pl, mogą przyprawić o dreszcze nawet osoby zahartowane w bojach z polskimi finansami publicznymi. Suma deficytów budżetowych za cały okres rządów koalicji Tuska – wliczając już zaplanowany budżet na 2026 rok – sięga astronomicznych 760 miliardów złotych. To kwota, która jeszcze kilka lat temu wydawałaby się abstrakcją rodem z politycznej satyry.
Powiązany z tymi deficytami dług publiczny zbliża się do granicy 1,1 biliona złotych, a tempo jego narastania rośnie w zastraszającym tempie. W 2024 roku Polska zadłużała się w tempie 0,9 miliarda złotych dziennie – wystarczy powtórzyć to na głos, żeby poczuć wagę tych słów. W 2025 roku przekroczono magiczną granicę miliarda na dobę, a na 2026 rok prognozy wskazują już ponad 1,2 miliarda złotych zadłużenia każdego dnia.
Co w tym wszystkim najbardziej szokuje? Te horrendalne liczby powstają nie w czasach kryzysu czy recesji, ale przy wzroście gospodarczym przekraczającym 3 procent PKB rocznie. Mimo przyzwoitej koniunktury pieniędzy brakuje dosłownie wszędzie – w służbie zdrowia, w oświacie, w infrastrukturze. To tak, jakby ktoś zarabiał coraz więcej, a jednocześnie tonął w długach po uszy, bo wydaje jeszcze szybciej, niż zarabia.
SAFE jako finansowy kamuflaż – tak miało to działać
Zdaniem Kuźmiuka dodatkowa pożyczka w ramach programu SAFE opiewająca na 185 miliardów złotych miała pełnić rolę gigantycznego parasola, pod którym rząd mógłby ukryć prawdziwą skalę finansowej katastrofy. Mechanizm był prosty i cyniczny jednocześnie – pieniądze z europejskiej pożyczki pozwoliłyby odciążyć istniejący Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych, a uwolnione w ten sposób środki mogłyby łatać dziury w innych częściach budżetu. Oficjalnie wszystko wyglądałoby jak inwestycja w obronność, a w praktyce byłby to kolejny zastrzyk gotówki dla tonącego budżetu.
To trochę jak z rodziną, która bierze kredyt na remont domu, ale tak naprawdę przeznacza go na spłatę wcześniejszych długów i bieżące rachunki. Fasada wygląda pięknie – nowe okna, świeża elewacja – ale fundamenty wciąż się sypią. Kuźmiuk twierdzi, że dokładnie na takiej zasadzie rząd Tuska planował wykorzystać program SAFE, prezentując go opinii publicznej jako patriotyczny akt wzmacniania armii.
Jeśli ta teza jest choćby w połowie prawdziwa, to weto prezydenta nie tylko nie było aktem zdrady – było wręcz aktem odpowiedzialności fiskalnej. Zablokowało bowiem mechanizm, który pozwalałby rządowi dalej ukrywać skalę zadłużenia przed wyborcami. I właśnie dlatego, zdaniem posła PiS, reakcja koalicji rządzącej była tak histeryczna – bo uderzyła w sam rdzeń strategii przetrwania politycznego obozu Tuska.
Wybory 2027 – SAFE jako bat na wyborców
Ale Kuźmiuk idzie jeszcze dalej i odsłania drugi, równie niepokojący motyw stojący za desperackim przywiązaniem rządu do programu SAFE. Jego zdaniem koalicja planowała wykorzystać tę pożyczkę jako potężne narzędzie kampanijne przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku. Scenariusz miał być banalnie prosty – straszyć Polaków, że głos oddany na PiS oznacza utratę kolejnych transz europejskich pieniędzy w latach 2028-2030.
Poseł przypomina, że ten schemat nie jest żadną nowością – został już raz z powodzeniem przetestowany na żywym organizmie polskiej demokracji. Politycy Platformy Obywatelskiej, będąc jeszcze w opozycji i dysponując potężnymi wpływami w Europejskiej Partii Ludowej, skutecznie doprowadzili do zablokowania środków z Krajowego Planu Odbudowy. Następnie w kampanii wyborczej 2023 roku obiecywali ich natychmiastowe odblokowanie po dojściu do władzy – i rzeczywiście to zrobili.
Co pikantne, Komisja Europejska odmroziła fundusze KPO decyzją czysto polityczną, choć rząd Tuska nie zmienił ani jednego przepisu dotyczącego wymiaru sprawiedliwości, który rzekomo był przyczyną blokady. To dowodzi, zdaniem Kuźmiuka, że cały mechanizm od początku do końca był instrumentem nacisku politycznego, a nie rzeczywistej troski o praworządność. I teraz dokładnie ten sam patent miał zostać zastosowany z programem SAFE.
Weto Nawrockiego wywróciło stolik – i oto dlaczego rząd panikuje
Decyzja prezydenta Nawrockiego o zawetowaniu ratyfikacji programu SAFE jednym ruchem przekreśliła oba starannie przygotowane scenariusze koalicji rządzącej. Nie będzie finansowego parasola na budżetową dziurę i nie będzie straszaka na wyborców przed 2027 rokiem. Dwa filary strategii politycznej Tuska runęły w jedną noc, a odbudowanie ich w tak krótkim czasie wydaje się niemożliwe.
Stąd właśnie, jak tłumaczy Kuźmiuk, bierze się bezprecedensowa fala ataków na głowę państwa i na polityków Prawa i Sprawiedliwości. To nie jest zwykła polityczna przepychanka – to panika ludzi, którym właśnie wyrwano z rąk kluczowe narzędzie. Oskarżenia o zdradę, porównania do wrogów państwa, apokaliptyczne wizje bezbronnej Polski – wszystko to ma odwrócić uwagę od niewygodnego pytania o prawdziwy cel programu SAFE.
Poseł PiS przewiduje, że ten festiwal wzajemnych oskarżeń ze strony koalicji 13 grudnia potrwa jeszcze bardzo długo, bo stawka okazała się znacznie wyższa, niż ktokolwiek z zewnątrz mógł przypuszczać. Nie chodzi bowiem o pojedynczą pożyczkę ani nawet o bezpieczeństwo militarne – chodzi o polityczne przetrwanie obozu władzy, który został przyłapany z ręką w budżetowej kieszeni. A to już zupełnie inna historia niż ta, którą serwują nam rządowe media.









