To nie miało być o wojsku. To nie miało być o bezpieczeństwie. Program SAFE, który wywołał największą polityczną burzę ostatnich miesięcy, miał służyć zupełnie innemu celowi – twierdzi poseł PiS Zbigniew Kuźmiuk.
Jego słowa to polityczna bomba, która może zmienić sposób, w jaki Polacy patrzą na decyzje rządu Tuska. Prezydenckie weto obnażyło coś, o czym koalicja rządząca wolałaby milczeć – a liczby, które padają, mrożą krew w żyłach. Przeczytaj, zanim media głównego nurtu zdążą to przykryć!
Ministrowie wpadli w szał po wecie prezydenta – co tak naprawdę ich zabolało?
Kiedy prezydent postawił weto wobec unijnego programu SAFE, reakcja rządu przeszła najśmielsze oczekiwania. Kosiniak-Kamysz, Sikorski, Gawkowski, Kierwiński – wszyscy jak jeden mąż rzucili się do mikrofonów z oskarżeniami o zdradę. Padały słowa, jakich polska polityka dawno nie słyszała, a temperatura sporu rosła z godziny na godzinę.
Ale właśnie ta nieproporcjonalna reakcja wzbudziła podejrzenia u wielu obserwatorów sceny politycznej. Skoro chodziło „tylko” o program zbrojeniowy, dlaczego rząd zareagował tak, jakby ktoś podpalił mu dom? Im więcej krzyku dobiegało z ław rządowych, tym głośniej brzmiało jedno pytanie – co tak naprawdę kryje się za tym programem?
Odpowiedź, którą proponuje dr Zbigniew Kuźmiuk, może przewrócić do góry nogami całą narrację obozu rządzącego. Poseł PiS nie owija w bawełnę i stawia tezę, od której dosłownie zapiera dech – SAFE nigdy nie miał być tarczą obronną dla Polski, lecz parawanem dla finansowej katastrofy rządu Tuska.
760 miliardów dziury w kasie – oto prawdziwe oblicze rządów koalicji Tuska
Liczby, które przytacza Kuźmiuk w swoim komentarzu na portalu wPolityce.pl, działają jak kubeł zimnej wody. Suma deficytów budżetowych za cały okres rządów obecnej koalicji – wliczając planowany budżet na 2026 rok – sięga astronomicznych 760 miliardów złotych. To kwota, która przyprawia o zawrót głowy nawet doświadczonych ekonomistów.
Ale to dopiero początek złych wiadomości. Dług publiczny powiązany z tymi deficytami zbliża się już do niewyobrażalnej granicy 1,1 biliona złotych. Tempo zadłużania rośnie w zastraszającym tempie – w 2024 roku Polska zadłużała się o 0,9 miliarda złotych dziennie, w 2025 to już okrągły miliard na dobę, a w 2026 roku ma przekroczyć 1,2 miliarda złotych każdego dnia.
Co najbardziej niepokoi, to fakt, że te horrendalne liczby pojawiają się przy całkiem przyzwoitym wzroście gospodarczym, który w ostatnich trzech latach średnio przekracza 3 procent PKB. Pieniędzy mimo to brakuje dosłownie wszędzie – w służbie zdrowia, edukacji, infrastrukturze. Dodatkowa pożyczka w ramach SAFE, opiewająca na 185 miliardów złotych, miała według Kuźmiuka posłużyć jako gigantyczny plaster na tę krwawiącą ranę polskich finansów publicznych.
SAFE jako tajna broń Tuska na wybory w 2027 roku – schemat, który już raz zadziałał
Poseł PiS ujawnia jednak drugi, być może jeszcze bardziej cyniczny motyw stojący za desperacką obroną programu SAFE przez rząd. Zdaniem Kuźmiuka koalicja Tuska planowała wykorzystać tę pożyczkę jako potężne narzędzie kampanijne przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku. Mechanizm miał być banalnie prosty – wyborcom wmawiano by, że głos oddany na PiS oznacza utratę kolejnych transz unijnych pieniędzy w latach 2028-2030.
I tu pojawia się najbardziej gorzka pigułka dla zwolenników koalicji rządzącej. Kuźmiuk przypomina bowiem, że ten dokładnie ten sam schemat zadziałał już w przeszłości – i to perfekcyjnie. Politycy Platformy Obywatelskiej, wykorzystując swoje wpływy w Europejskiej Partii Ludowej, doprowadzili do zablokowania środków z KPO, a potem w kampanii 2023 roku obiecywali ich odblokowanie po dojściu do władzy. Komisja Europejska odmroziła fundusze decyzją czysto polityczną, choć rząd Tuska nie zmienił ani jednego przepisu dotyczącego wymiaru sprawiedliwości.
Weto prezydenta Nawrockiego jednym ruchem przekreśliło oba te scenariusze – zarówno finansowy, jak i wyborczy. Dlatego właśnie, twierdzi Kuźmiuk, koalicja rządząca zareagowała z tak bezprecedensową furią na decyzję głowy państwa. Poseł PiS przewiduje, że festiwal wzajemnych ataków i oskarżeń ze strony obozu Tuska potrwa jeszcze bardzo długo, bo stawka polityczna okazała się znacznie wyższa, niż ktokolwiek mógł sobie wyobrazić – i to nie chodzi tu o żadne czołgi ani rakiety, lecz o przetrwanie polityczne całej koalicji.









