Tusk wszedł na mównicę i TAK nazwał Kaczyńskiego! Posłowie oniemieli

W Sejmie zawrzało jak nigdy dotąd! Premier Donald Tusk postanowił rozprawić się z opozycją w sposób, jakiego nikt się nie spodziewał. Padły słowa, które na długo zapadną w pamięć — zarówno politykom, jak i milionom Polaków oglądających transmisję.

To, co wydarzyło się podczas debaty nad wotum nieufności, przeszło najśmielsze oczekiwania. Szef rządu nie tylko obronił swojego ministra, ale też nadał liderom PiS przydomki, które już żyją własnym życiem w internecie. Musicie to przeczytać — takich scen w polskim parlamencie dawno nie było!

„Jarosław Mercosur Kaczyński” — premier nie miał litości dla prezesa PiS

Kiedy Donald Tusk stanął za sejmową mównicą, atmosfera na sali plenarnej była już napięta do granic możliwości. Debata nad odwołaniem ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego zapowiadała się na polityczną rutynę, ale premier miał zupełnie inny plan. Nikt nie spodziewał się, że szef rządu sięgnie po broń, która w sekundę zelektryzuje całą salę — i pół Polski przed telewizorami.

Tusk zwrócił się bezpośrednio do ław opozycji i bez mrugnięcia okiem użył określeń, które natychmiast obiegły media społecznościowe. „Jarosław Mercosur Kaczyński” i „Mateusz Mercosur Morawiecki” — tak premier ochrzcił dwóch najważniejszych polityków Prawa i Sprawiedliwości. Te przydomki to oczywiście nawiązanie do kontrowersyjnej umowy handlowej między Unią Europejską a krajami Ameryki Południowej, którą — zdaniem Tuska — to właśnie PiS chciał podpisać, gdy był u władzy.

Co szczególnie uderzające, ani Kaczyński, ani Morawiecki nie pojawili się na sali plenarnej podczas tej kluczowej debaty. Premier nie omieszkał tego wypunktować, sugerując, że obaj liderzy opozycji zwyczajnie uciekają od odpowiedzialności za własne decyzje. Puste fotele w ławach PiS mówiły więcej niż tysiąc słów — a Tusk doskonale wiedział, jak to wykorzystać.

Wyciągnął dokumenty sprzed lat i zrobiło się naprawdę gorąco

Premier nie poprzestał na efektownych przydomkach — sięgnął po coś znacznie bardziej bolesnego dla opozycji. Z mównicy przytoczył konkretne cytaty ministra rolnictwa z rządu PiS, pochodzące z 2019 roku. Wynikało z nich jednoznacznie, że ówczesna władza nie tylko nie sprzeciwiała się umowie Mercosur, ale wręcz otwarcie deklarowała chęć jej zawarcia. Twarz polityków opozycji w tym momencie trzeba było widzieć.

„Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą” — tymi słowami Tusk podsumował strategię klubu PiS w tej debacie. Według premiera cały wniosek o wotum nieufności opierał się na dwóch filarach: umowie Mercosur i ukraińskim zbożu. Problem w tym, że oba te tematy — jak udowadniał szef rządu — to konsekwencje działań i zaniechań poprzedniej ekipy rządzącej. To był cios poniżej pasa, z którego opozycja nie mogła się łatwo podnieść.

Szczególnie mocno zabrzmiało jedno zdanie, które premier wygłosił z charakterystyczną dla siebie ironią. „Nie wiem, co gorsze dla polskiego rolnictwa, wasze rządy czy powódź” — powiedział Tusk, patrząc prosto w stronę posłów PiS. Na sali zapanowała chwilowa cisza, po której rozległy się oklaski z ław koalicji. To porównanie ośmioletnich rządów do klęski żywiołowej z pewnością jeszcze długo będzie cytowane w politycznych dyskusjach.

Tusk postawił sprawę jasno — minister nigdzie się nie rusza

Kulminacją całego wystąpienia była deklaracja, na którą czekali zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy rządu. Donald Tusk nie owijał w bawełnę i jednym zdaniem zamknął wszelkie spekulacje na temat przyszłości Stefana Krajewskiego w resorcie rolnictwa. „Minister Stefan Krajewski to przyzwoity, silny człowiek, dobrze służy Rzeczpospolitej i będzie dalej ministrem, czy wam się to podoba, czy nie” — oświadczył premier tonem nieznoszącym sprzeciwu.

To była wiadomość skierowana nie tylko do opozycji, ale także do ewentualnych sceptyków wewnątrz koalicji rządzącej. Tusk stanął murem za swoim ministrem, mimo że PiS zarzucał Krajewskiemu dopuszczenie do podpisania niekorzystnych umów międzynarodowych. Premier dał jasno do zrozumienia, że nie zamierza ulegać presji i nie pozwoli, by opozycja decydowała o składzie jego gabinetu. To był pokaz siły w czystej postaci.

Warto dodać, że wniosek o wotum nieufności wobec ministra rolnictwa został wcześniej negatywnie zaopiniowany przez sejmową komisję rolnictwa, co dodatkowo osłabiało pozycję wnioskodawców. Głosowanie w Sejmie było więc w zasadzie formalnością, ale Tusk wykorzystał debatę jako platformę do totalnego rozliczenia z polityką PiS wobec polskiej wsi. Opozycja chciała odwołać ministra, a dostała polityczną lekcję, której się nie spodziewała — i przydomki, które przylgną do Kaczyńskiego i Morawieckiego na długie miesiące.

Udostępnij to 👇