Wiek emerytalny znów wraca jak polityczna bomba. Tusk ma hamować debatę, ale padła nowa propozycja

Temat emerytur ponownie wchodzi do centrum politycznej awantury, choć rządzący doskonale wiedzą, jak kosztowna może być taka dyskusja. Katarzyna Kotula przyznała, że dziś nie ma zgody na rozpoczęcie prac nad podniesieniem wieku emerytalnego, a Donald Tusk ma być przeciwny otwieraniu tej sprawy. Mimo to padł pomysł, który może mocno podzielić Polaków.

Chodzi o rozwiązanie łączące emerytury z rodzicielstwem: dwa dodatkowe lata za każde dziecko przy ustalaniu prawa do świadczenia. Jedni zobaczą w tym próbę docenienia matek, inni początek nowej batalii o zrównanie wieku kobiet i mężczyzn. Sondaże pokazują, że społeczeństwo chce zmian, ale niekoniecznie takich, które oznaczają dłuższą pracę.

Tusk ma nie chcieć otwierać starej rany

Dyskusja o wieku emerytalnym wraca regularnie, ale dla polityków pozostaje jednym z najbardziej ryzykownych tematów. W pamięci wyborców nadal żywe są poprzednie reformy i ich polityczne konsekwencje. Dlatego każda wypowiedź o dłuższej pracy natychmiast uruchamia podejrzenia, że rząd szykuje niepopularne zmiany.

Katarzyna Kotula, pełnomocniczka rządu ds. równości, przyznała, że obecnie nie ma zgody na rozpoczęcie prac nad podniesieniem wieku emerytalnego. Według jej relacji premier Donald Tusk ma być przeciwny otwieraniu takiej debaty. Powodem mają być doświadczenia z przeszłości i polityczny ciężar tematu, który potrafi zdominować całą kampanię.

To nie oznacza jednak, że sprawa znika. Starzenie się społeczeństwa, demografia i pytania o przyszłe świadczenia sprawiają, że politycy coraz częściej wracają do emerytur bocznymi drzwiami. Zamiast prostego hasła o podniesieniu wieku pojawiają się więc propozycje bardziej złożone i trudniejsze do jednoznacznej oceny.

Kotula proponuje dwa lata za każde dziecko

Największe emocje wywołała propozycja Katarzyny Kotuli dotycząca kobiet wychowujących dzieci. Według jej pomysłu za każde dziecko kobieta mogłaby otrzymywać dwa dodatkowe lata zaliczane przy ustalaniu prawa do emerytury. Rozwiązanie miałoby łączyć politykę rodzinną z próbą naprawienia nierówności w systemie świadczeń.

Kotula wskazywała, że kobiety częściej otrzymują niższe emerytury, między innymi przez przerwy i ograniczenia w aktywności zawodowej związane z macierzyństwem. Z drugiej strony zwracała uwagę, że obecny system dotyka także mężczyzn, którzy żyją krócej i krócej pobierają świadczenia. W jej ujęciu sama płeć nie powinna być najważniejszym kryterium przechodzenia na emeryturę.

Polityczka Lewicy mówiła, że znaczenie powinny mieć długość aktywności zawodowej, rodzaj wykonywanej pracy oraz liczba wychowanych dzieci. Nie przesądziła jednak, czy ta propozycja stanie się oficjalnym elementem programu wyborczego ugrupowania. Już sam fakt, że taki pomysł padł, pokazuje jednak, że spór o emerytury wraca w nowej formule.

Coraz głośniej o zrównaniu wieku kobiet i mężczyzn

Do debaty włączyła się również Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Minister funduszy i polityki regionalnej mówiła podczas wydarzenia Impact o potrzebie bardziej odpowiedzialnego podejścia do systemu emerytalnego. W jej ocenie reforma może być kluczowa przede wszystkim dla młodszych pokoleń.

Pełczyńska-Nałęcz wskazywała na solidarność międzypokoleniową oraz przyszłe bezpieczeństwo finansowe państwa. Jej wypowiedzi wpisują się w coraz częściej powracający temat zrównania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. To dla rządu szczególnie trudne, bo sama debata może zostać odebrana jako przygotowanie gruntu pod podwyżkę wieku.

Obecnie kobiety mogą przechodzić na emeryturę w wieku 60 lat, a mężczyźni pięć lat później. Część polityków uważa, że taki model nie odpowiada już współczesnym realiom społecznym. Problem polega na tym, że każda zmiana dotykająca daty przejścia na emeryturę natychmiast zderza się z bardzo silnymi emocjami społecznymi.

Polacy chcą równości, ale niekoniecznie dłuższej pracy

Sondaż IBRiS dla „Rzeczpospolitej” pokazuje, jak delikatny jest ten temat. Ponad połowa ankietowanych popiera jakąś formę zrównania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. Największa grupa chce jednak wyrównania w dół, czyli emerytury dla obu płci od 60. roku życia.

Za takim wariantem opowiedziało się 21,9 proc. respondentów. Część badanych wskazała także wspólny wiek 63 lat, ale rozwiązania zakładające podniesienie wieku popiera łącznie tylko 14,2 proc. ankietowanych. To bardzo czytelny sygnał dla polityków: sama idea równości może mieć poparcie, ale dłuższa praca już znacznie mniej.

Aż 37 proc. respondentów uważa, że nie ma potrzeby zrównywania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. Badanie przeprowadzono na próbie 1067 osób i pokazuje ono brak jednego dominującego stanowiska. Dlatego Tusk może hamować oficjalną debatę, lecz presja demografii, pieniędzy i poczucia sprawiedliwości sprawia, że temat emerytur będzie wracał coraz mocniej.

Udostępnij to 👇