Myślisz, że Twój samochód jest tylko Twój? Nic bardziej mylnego! Polskie prawo daje wojsku prawo do zarekwirowania Twojego pojazdu – i to nawet wtedy, gdy żadna wojna się nie toczy. Brzmi jak scenariusz z filmu sensacyjnego, ale to brutalna rzeczywistość zapisana czarno na białym w ustawie.
Tysiące Polaków nie zdaje sobie sprawy, że ich auto może w każdej chwili trafić w ręce armii. Sprawdź, czy Twój pojazd jest na celowniku wojska i co dokładnie Ci za to zapłacą. Te cztery sytuacje mogą spotkać dosłownie każdego!
Twoje auto na liście wojska? Lepiej usiądź, zanim przeczytasz
Wielu kierowców żyje w błogiej nieświadomości, przekonanych, że ich samochód jest nietykalna własność prywatna. Tymczasem Ustawa o obronie Ojczyzny mówi jasno – armia ma pełne prawo sięgnąć po Twój pojazd. Nie potrzebuje do tego Twojej zgody, a jedynie spełnienia określonych warunków.
Co więcej, rekwizycja auta może nastąpić nie tylko w czasie wojny czy mobilizacji. Nawet w czasach głębokiego pokoju istnieją cztery konkretne scenariusze, w których żołnierze mogą zapukać do Twoich drzwi i zażądać kluczyków. I wtedy nie pomoże żadne tłumaczenie ani protest.
Najgorsze jest to, że wiele osób dowiaduje się o tym dopiero w momencie, gdy dostaną oficjalne wezwanie. Wtedy jest już za późno na jakiekolwiek działania. Prawo jest bezlitosne i nie zostawia właścicielom żadnego pola manewru.
Jakie auta wojsko bierze na cel? Właściciele tych pojazdów powinni się bać
Armia nie jest zainteresowana byle jakim miejskim autkiem do jeżdżenia po zakupy. Wojsko ma bardzo konkretne preferencje i celuje przede wszystkim w pojazdy, które mogą realnie wspomóc działania obronne. Na szczycie listy najbardziej pożądanych znajdują się ciężarówki, autobusy, samochody terenowe oraz maszyny budowlane, w tym koparki i spychacze.
Właściciele firm budowlanych i transportowych mogą więc spać wyjątkowo niespokojnie. To właśnie ich floty pojazdów są dla armii na wagę złota. Jeden telefon, jedno pismo – i cała logistyka firmy może stanąć na głowie, bo kluczowe pojazdy trafią do koszar.
Jest jednak pewien warunek, który decyduje o wszystkim. Pojazd musi znajdować się w specjalnej ewidencji wojskowej, aby armia mogła po niego sięgnąć. Jeśli Twoje auto figuruje w tym rejestrze, wojsko może zgłosić się po nie praktycznie w dowolnym momencie – a Ty będziesz musiał je oddać bez dyskusji.
Oto cztery sytuacje, w których wojsko zabiera Twoje auto. Ostatnia jest najbardziej przerażająca
Pierwsza sytuacja to ćwiczenia w obronie cywilnej. W tym przypadku wojsko może zająć Twój pojazd na maksymalnie 24 godziny, ale uwaga – może to zrobić aż trzy razy w ciągu roku. Choć doba to niewiele, to wyobraź sobie, że tracisz auto akurat wtedy, gdy jest Ci najbardziej potrzebne.
Druga i trzecia sytuacja dotyczą sprawdzania gotowości mobilizacyjnej oraz ćwiczeń wojskowych. Przy kontroli mobilizacyjnej armia może zatrzymać pojazd na 48 godzin, również trzy razy w roku. Natomiast podczas ćwiczeń wojskowych Twoje auto może zniknąć na całe siedem dni – choć ta opcja jest ograniczona do jednego razu rocznie.
Czwarta sytuacja jest zdecydowanie najbardziej niepokojąca i to właśnie ona powinna spędzać sen z powiek. Chodzi o stan wyższej konieczności, który może zostać wprowadzony z powodu klęski żywiołowej, epidemii lub innego zagrożenia. W tym przypadku nie obowiązują absolutnie żadne ograniczenia czasowe – wojsko może trzymać Twoje auto tak długo, jak uzna to za konieczne, bez żadnego terminu zwrotu.
Tyle zapłaci Ci wojsko za zabranie auta. Kwoty mogą zaskoczyć
Właściciele zarekwirowanych pojazdów mogą liczyć na rekompensatę finansową, choć jej wysokość budzi mieszane uczucia. Za samochód osobowy z silnikiem do 900 cm³ wojsko zwróci zaledwie 52 grosze za każdy przejechany kilometr. Przy większym silniku, powyżej 900 cm³, stawka wzrasta do niecałych 84 groszy za kilometr – wciąż nie jest to kwota, która robi wrażenie.
Znacznie lepiej wyglądają stawki dla pojazdów ciężarowych, gdzie rozliczenie odbywa się na zasadzie dobowej. Ciężarówka o ładowności do 2 ton to prawie 157 złotych za dobę użytkowania. Pojazdy o ładowności od 2 do 8 ton przyniosą właścicielowi blisko 273 złote dziennie, a te największe – powyżej 8 ton – niemal 396 złotych za każdą dobę w rękach wojska.
Ale prawdziwa bomba czeka na osoby korzystające z leasingu. Nowelizacja ustawy o obronie Ojczyzny sprawiła, że wojsko może teraz zarekwirować również samochód leasingowy – czego wcześniej robić nie mogło. Właściciele jednoosobowych działalności gospodarczych, którzy leasingują swoje auta firmowe, mogą więc znaleźć się w podwójnie kłopotliwej sytuacji – bez samochodu i z ratami do spłacenia.









