Minął dokładnie rok od chwili, gdy Beata Klimek rozpłynęła się w powietrzu, pozostawiając trójkę dzieci i pogrążoną w rozpaczy rodzinę. Choć poszukiwania nie przyniosły dotąd przełomu, a sprawa wydaje się tkwić w martwym punkcie, mąż kobiety zdecydował się na porażającą szczerość w najnowszej rozmowie z mediami. Mężczyzna ujawnił, co usłyszał od funkcjonariuszy pracujących przy tej tajemniczej sprawie i te doniesienia mogą wywrócić całe śledztwo do góry nogami.
Czy śledczy wiedzą już najgorsze i ukrywają prawdę przed opinią publiczną, czekając jedynie na żelazne dowody zbrodni? Atmosfera wokół Jana K. gęstnieje z minuty na minutę, a ostatnie, desperackie działania policji na jego posesji budzą jeszcze więcej pytań bez odpowiedzi. Koniecznie przeczytajcie, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami tego dramatu, bo nowe fakty są po prostu wstrząsające!
Mąż przerywa milczenie: „Powiedzieli, że ona nie żyje”
Mija dwanaście miesięcy pełnych bólu, niepewności i strachu, odkąd Beata Klimek zniknęła bez śladu po odprowadzeniu dzieci na autobus szkolny. Oczy całej Polski oraz podejrzenia zrozpaczonej rodziny od początku skierowane są na jej męża, z którym kobieta była w trakcie burzliwego rozwodu. Jan K. w rozmowie z dziennikarzami postanowił rzucić nowe światło na działania policji, dzieląc się informacją, która brzmi jak wyrok. Mężczyzna wyznał, że jeden z funkcjonariuszy przekazał mu wstrząsającą wiadomość: śledczy w Szczecinie rzekomo wiedzą, że Beata już nie żyje.
Słowa te padły w kontekście nieustannych wizyt służb na terenie jego posesji, co sugeruje, że pętla wokół sprawy zaczyna się zaciskać. Jan K. relacjonuje, że policja pojawia się u niego regularnie, a ostatnio ich celem znów stało się przydomowe szambo, mimo że było ono już wcześniej dokładnie sprawdzane. Mężczyzna twierdzi, że nie wie, czy policja posiada jakiekolwiek konkretne dowody na potwierdzenie tezy o śmierci żony, czy jest to jedynie gra operacyjna. Podkreśla jednak z całą stanowczością, że udostępnia funkcjonariuszom każdy zakamarek swojej posiadłości, bo – jak sam zapewnia – nie ma absolutnie nic do ukrycia.
Wizyta mundurowych i ponowne przeszukiwanie nieczystości może świadczyć o tym, że ktoś złożył nowe doniesienie lub pojawił się nowy trop w tej makabrycznej układance. Mąż zaginionej sugeruje, że działania te mogą być efektem donosów, ale zachowuje przy tym zaskakujący spokój, twierdząc, że „niech przyjeżdżają i sprawdzają”. Mimo że zgadza się na rozmowy z mediami, wciąż dba o swoją anonimowość, prosząc o niepublikowanie wizerunku oraz nazwiska. Czy ten spokój jest oznaką niewinności, czy może maską przybraną na potrzeby obrony przed oskarżeniami lokalnej społeczności?
Tajemnica wariografu i dziwne zachowanie Jana K.
Sprawa zaginięcia Beaty Klimek budzi ogromne emocje również ze względu na kwestię badań wariografem, które mogłyby raz na zawsze uciąć wszelkie spekulacje. Rodzice Jana K. oraz jego obecna partnerka, Agnieszka B., poddali się już prokuratorskiemu badaniu na wykrywaczu kłamstw, chcąc oczyścić się z podejrzeń. Niestety, mąż zaginionej wciąż zwleka z podjęciem tej kluczowej decyzji, co tylko podsyca plotki i nieufność ze strony rodziny Beaty. Mężczyzna tłumaczy swoją opieszałość zamieszaniem, jakie wynikło po jego udziale w prywatnym badaniu dla jednego z kanałów internetowych.
Jan K. twierdzi, że do dnia dzisiejszego nie otrzymał wyników tamtego eksperymentu, co skutecznie zniechęciło go do dalszej współpracy w tym zakresie. Zapowiada buńczucznie, że podda się oficjalnemu, prokuratorskiemu badaniu dopiero wtedy, gdy sam uzna to za stosowne i konieczne. Taka postawa jest trudna do zrozumienia dla osób postronnych, zwłaszcza że zaraz po zaginięciu żony sam rzekomo domagał się takiego testu od policji. Czyżby strach przed tym, co może wykazać maszyna, był silniejszy niż chęć oczyszczenia swojego imienia w oczach opinii publicznej?
Tymczasem prokuratura nie zasypia gruszek w popiele i oficjalnie przedłużyła śledztwo do połowy listopada, co oznacza, że sprawa jest wciąż traktowana priorytetowo. Rzeczniczka szczecińskiej prokuratury potwierdziła, że na posesji męża wciąż trwają intensywne czynności, choć dla dobra śledztwa nie ujawnia się żadnych szczegółów. Brak nowych informacji od prokuratora prowadzącego może być ciszą przed burzą, która wkrótce wstrząśnie całą Polską. Jan K. pozostaje więc pod stałą obserwacją, a każde jego słowo jest analizowane przez śledczych pod mikroskopem.
Ucieczka do Niemiec czy zbrodnia doskonała? Rodzina nie ma złudzeń
W tle tych dramatycznych wydarzeń wciąż przewija się teoria, którą od początku forsował mąż zaginionej oraz jego partnerka. Sugerowali oni, że Beata Klimek mogła uciec do Niemiec, zostawiając za sobą całe dotychczasowe życie, a dowodem na to miał być znaleziony w jej aucie niemiecki dokument. Jan K. w najnowszej wypowiedzi próbuje jednak odciąć się od spekulacji, twierdząc, że chce po prostu „spokojnie żyć” i nie zastanawiać się, czy żona uciekła, czy stało się coś gorszego. Jego chłodne podejście do losu matki swoich dzieci, z którą spędził 26 lat, jest dla wielu obserwatorów wręcz szokujące.
Rodzina zaginionej kobiety kategorycznie odrzuca scenariusz o dobrowolnej ucieczce, wskazując na ogromną miłość Beaty do trójki adoptowanych dzieci. Bliscy podkreślają, że maluchy były dla niej całym światem i nigdy w życiu nie skazałaby ich na taką traumę, porzucając je bez słowa pożegnania. Ola Klimek, siostrzenica zaginionej, nazywa te insynuacje absurdem i przypomina, jak bardzo Beata walczyła o stworzenie im ciepłego domu. To właśnie ten matczyny instynkt jest najmocniejszym argumentem przeciwko teorii o ucieczce za granicę.
Ostatnie chwile przed zaginięciem to gotowy scenariusz na thriller: kobieta odprowadza dzieci, wraca w stronę domu, a potem nagle znika z radarów. Telefon milknie, monitoring w domu zostaje tajemniczo wyłączony, a w samochodzie pozostaje torebka i dokumenty. Jan K. twierdzi, że widział jak wychodzili, ale nie widział powrotu żony, bo zajęty był pracami w ogrodzie na tyłach domu. Dziś, rok po tych wydarzeniach, wciąż nie wiemy, co stało się za bramą w Poradzu, a dramat dzieci czekających na mamę trwa w najlepsze.









