To brzmi jak ponury żart, ale urzędnicy stawiają sprawę jasno: koniec z marnowaniem publicznych pieniędzy na przelewy, które kosztują podatników więcej niż sama wypłata trafiająca do kieszeni seniora! Zakład Ubezpieczeń Społecznych ma już dość tej absurdalnej sytuacji i szykuje prawdziwą rewolucję, która może bezpowrotnie odciąć od świadczeń spore grono Polaków. Czyżby urzędnicza machina wreszcie powiedziała stanowcze „dość” rozdawnictwu za grosze, które od lat irytuje ekspertów?
Sytuacja jest niezwykle napięta, a w kuluarach coraz głośniej mówi się o drastycznych cięciach, które mają uzdrowić dziurawy budżet instytucji, eliminując z systemu najbardziej kuriozalne przypadki. Jeśli myślałeś, że twoja emerytura jest święta i nienaruszalna, musisz koniecznie sprawdzić, co knują decydenci, bo te zmiany mogą wstrząsnąć systemem emerytalnym w posadach. Przeczytaj koniecznie do końca i dowiedz się, czy znalazłeś się na celowniku ZUS-u!
Szokujące plany giganta! Urzędnicy łapią się za głowy przez ten absurdalny przepis
Zakład Ubezpieczeń Społecznych zamierza raz na zawsze posprzątać w papierach i pozbyć się problemu, który od lat jest kulą u nogi polskiego systemu emerytalnego. Okazuje się, że urzędnicy mają po dziurki w nosie obsługiwania tak zwanych emerytur groszowych, które są istnym pośmiewiskiem w skali Europy. Plan jest prosty i brutalny: instytucja chce wstrzymać wypłacanie świadczeń, których obsługa jest droższa niż wartość pieniędzy, jakie realnie otrzymuje senior.
Trudno w to uwierzyć, ale w naszym kraju wciąż funkcjonują przepisy, które pozwalają na wypłacanie ludziom dosłownie kilku groszy miesięcznie, co generuje gigantyczne i niepotrzebne koszty administracyjne. Wyobraźcie sobie sytuację, w której znaczek pocztowy lub przelew bankowy kosztuje państwo kilka złotych, tylko po to, by na konto emeryta trafiły symboliczne dwa grosze. To nie jest scena z kabaretu, ale szara rzeczywistość, z którą ZUS postanowił wreszcie skończyć, nie patrząc na sentymenty.
Gertruda Uścińska, która jeszcze do niedawna trzymała stery w ZUS-ie, wielokrotnie grzmiała, że ten patologiczny stan rzeczy powinien zostać zlikwidowany już lata temu. Jej zdaniem, utrzymywanie przy życiu martwych przepisów to wyrzucanie pieniędzy w błoto, bo sytuacja finansowa emeryta dostającego grosze i tak nie ulega żadnej poprawie. Dziś wystarczy przepracować legalnie zaledwie jeden dzień w życiu, by do końca swoich dni domagać się od państwa comiesięcznego przelewu, co doprowadza urzędników do białej gorączki.
Lawina groszowych wypłat zalewa Polskę. Liczby są wprost przerażające!
Problem narasta z każdym rokiem niczym tocząca się kula śnieżna i jeśli nikt nie zaciągnie hamulca ręcznego, wkrótce utoniemy w morzu bezwartościowych przekazów pieniężnych. Była szefowa Zakładu Ubezpieczeń Społecznych nie owijała w bawełnę twierdząc, że rządzący już dawno powinni wprowadzić radykalne zmiany, zamiast chować głowę w piasek. Niestety, statystyki są nieubłagane i pokazują czarno na białym, jak wielka jest skala tego emerytalnego absurdu.
Jeszcze w 2020 roku emeryturę niższą niż minimalna kwota ustawowa pobierało ponad 330 tysięcy osób, a ta liczba niebezpiecznie rośnie z każdym kolejnym rocznikiem wchodzącym w wiek senioralny. To potężna armia ludzi, którym system obiecał wsparcie, ale w praktyce otrzymują oni kwoty, za które nie kupią nawet jednej bułki w osiedlowym sklepie. Seniorzy w Polsce i tak nie mają lekkiego życia, a czternasta emerytura to tylko kropla w morzu potrzeb przy tak niskich świadczeniach podstawowych.
Eksperci alarmują, że obecny system jest dziurawy jak szwajcarski ser i pozwala na generowanie kosztów, które nie mają żadnego logicznego uzasadnienia ekonomicznego. Każdy taki groszowy przelew to praca urzędników, zużycie papieru, energii i systemów informatycznych, za co ostatecznie płacimy my wszyscy w naszych składkach. Nic dziwnego, że w ZUS-ie zagotowało się na tyle, by głośno powiedzieć o konieczności natychmiastowego ucięcia tego procederu.
Czy to koniec darmowych pieniędzy? Nowe zasady mogą wywrócić system do góry nogami
Propozycja, która leży na stole, jest jasna i wzorowana na rozwiązaniach, które od lat z powodzeniem funkcjonują w innych krajach Unii Europejskiej. Chodzi o to, aby prawo do jakiejkolwiek emerytury otwierał konkretny staż pracy, na przykład 5, 10 lub nawet 15 lat, a nie jeden przypadkowy dzień zatrudnienia. Wymóg zgromadzenia minimalnego kapitału emerytalnego miałby być skutecznym sitem, które oddzieli osoby realnie pracujące od tych, które tylko „liznęły” systemu.
Pojawia się jednak pytanie, co z osobami, które już teraz otrzymują te nieszczęsne dwa grosze i czy mogą spać spokojnie, czy powinny zacząć się pakować? Była prezes Uścińska uspokajała, że prawa nabyte mają zostać zachowane, co oznacza, że obecni „groszowi emeryci” teoretycznie nie stracą swoich mikroskopijnych przelewów. Chodziłoby przede wszystkim o uszczelnienie systemu na przyszłość, aby nie pojawiały się w nim nowe osoby z roszczeniami o wypłatę kwot niegodnych nawet jałmużny.
Mimo tych zapewnień, atmosfera wokół tematu jest gęsta, a nowa ekipa rządząca może mieć zupełnie inne, bardziej radykalne spojrzenie na szukanie oszczędności. Czy zdecydują się na ostre cięcie i ostateczne rozprawienie się z groszowymi świadczeniami, ryzykując gniew części społeczeństwa? Czas pokaże, czy ZUS rzeczywiście odważy się na ten krok, ale jedno jest pewne: dni emerytur za jeden dzień pracy są już policzone.









