Prace ekshumacyjne w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej odsłaniają kolejne fragmenty jednej z najboleśniejszych kart polskiej historii. Mariusz Pilis, dyrektor programowy Telewizji wPolsce24, opisał to, co zobaczył w miejscach pochówku ofiar rzezi wołyńskiej. Jego relacja nie jest suchym sprawozdaniem, lecz świadectwem spotkania z ogromem przemocy sprzed ponad ośmiu dekad.
Według Pilisa obecne odkrycia zrobiły na nim większe wrażenie niż wcześniejsza wizyta w Hucie Pieniackiej. Mówił o otwartym dole grobowym, porozbijanych czaszkach i szczątkach spoczywających w nieładzie. Te obrazy ponownie stawiają pytanie o pamięć, godny pochówek i pełne udokumentowanie zbrodni dokonanych na Polakach przez OUN-UPA w 1943 roku.
Ekshumacje w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej
Na Wołyniu trwają prace w miejscach, gdzie spoczywają polskie ofiary zbrodni z 1943 roku. Chodzi o Ostrówki i Wolę Ostrowiecką, czyli miejscowości szczególnie mocno związane z tragedią polskiej ludności cywilnej.
Mariusz Pilis odwiedził teren badań i opowiedział o swoich wrażeniach w rozmowie z Tadeuszem Płużańskim. Podkreślał, że tym razem nie chodziło wyłącznie o symboliczne miejsce pamięci, lecz o fizyczne otwarcie masowego grobu i wydobywanie szczątków.
W relacji pojawia się obraz porozbijanych czaszek oraz ludzkich szczątków zalegających w kompletnym chaosie. To szczegół, który najmocniej pokazuje brutalność zbrodni i sposób, w jaki ofiarom odebrano nie tylko życie, ale także godny pochówek.
Pilis porównał to z Hutą Pieniacką
Pilis przyznał, że na Wołyń jechał już z doświadczeniem wcześniejszych wizyt w miejscach kaźni. Wspominał Hutę Pieniacką, gdzie również zetknął się z dramatem polskich ofiar.
Mimo tego przygotowania obecne odkrycia miały okazać się dla niego jeszcze bardziej wstrząsające. Różnica polegała na bezpośrednim zetknięciu z masowym grobem w chwili, gdy rozpoczęto prace wydobywcze.
To właśnie dlatego jego słowa odbiły się szerokim echem. Nie opisują odległej historii z podręcznika, lecz realne ślady zbrodni, które przez dekady pozostawały pod ziemią.
Jak mordowano Polaków
Szczególnie poruszający jest opis wydarzeń z Woli Ostrowieckiej. Według relacji Pilisa polskich mężczyzn spędzano do stodoły pod pretekstem badań lekarskich lub rzekomej organizacji oddziału polsko-ukraińskiego.
Po rozebraniu wyprowadzano ich tylnymi wrotami i mordowano przy użyciu drągów, siekier oraz specjalnych młotów służących pierwotnie do zabijania zwierząt. Ten detal ma w relacji znaczenie kluczowe, bo pokazuje zaplanowany i skrajnie okrutny charakter przemocy.
Ofiarami rzezi wołyńskiej byli nie tylko mężczyźni. Historycy przypominają, że w atakach OUN-UPA ginęli również kobiety, dzieci i osoby starsze. Ekshumacje są więc nie tylko pracą archeologiczną, ale częścią przywracania imion i godności zamordowanym.
Pamięć wymaga dalszych prac
W Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej ekshumacje prowadzono już wcześniej, między innymi w latach 1992, 2011 i 2015. Wydobywano wtedy szczątki setek osób, ale nowe prace pokazują, że nie wszystkie mogiły zostały odnalezione.
Znaczenie tych działań jest podwójne. Z jednej strony pozwalają rodzinom i państwu polskiemu godnie pochować ofiary. Z drugiej dokumentują skalę zbrodni i utrudniają jej relatywizowanie.
Relacja Pilisa przypomina, że Wołyń nie jest zamkniętym rozdziałem. Dopóki istnieją nieodnalezione groby, temat wraca nie jako polityczny spór, lecz jako obowiązek wobec ludzi, którym przez lata odmawiano nawet podstawowego prawa do pamięci.
Historia wraca przez konkretne szczątki
Najmocniejsze w tych pracach jest to, że abstrakcyjne liczby zamieniają się w ślady pojedynczych ludzi. Każdy odnaleziony fragment oznacza czyjąś rodzinę, przerwane życie i miejsce, które przez lata nie mogło zostać nazwane grobem.
Dlatego ekshumacje na Wołyniu budzą tak silne emocje. Nie są tylko zadaniem historyków i prokuratorów, ale częścią spóźnionego aktu sprawiedliwości wobec ofiar.









