Donald Tusk zapowiedział program „Nasza kolej”, który ma zmienić sposób podróżowania po Polsce. Rząd mówi o tysiącach kilometrów nowych i zmodernizowanych tras oraz o Kolejach Dużych Prędkości osiągających do 350 km/h. Najmocniejsza deklaracja brzmi jak polityczna obietnica z najwyższej półki: przejazd przez całą Polskę ma zająć maksymalnie trzy godziny.
Program przedstawiono na dworcu Warszawa Zachodnia z udziałem premiera, ministra infrastruktury Dariusza Klimczaka oraz pełnomocnika rządu ds. CPK Piotra Malepszaka. Tusk przekonuje, że Polska może zbudować najnowocześniejszą sieć kolejową w Europie. Skala planu jest ogromna, ale teraz najważniejsze pytanie brzmi, ile z tej zapowiedzi stanie się realną inwestycją.
„Nasza kolej” jako nowy symbol rządu
Konferencja na Warszawie Zachodniej miała pokazać, że kolej staje się jednym z kluczowych projektów obecnego rządu. Donald Tusk podkreślał, że nazwa programu nie jest przypadkowa.
Według premiera „Nasza kolej” ma symbolizować sieć dostępną dla całego kraju, a nie tylko dla największych miast. Rząd chce przedstawić projekt jako cywilizacyjną zmianę podobną do wcześniejszej budowy autostrad i dróg ekspresowych.
Tusk przypominał, że tamte deklaracje udało się zrealizować. Teraz podobny efekt ma zostać osiągnięty w transporcie kolejowym.
Tysiące kilometrów torów
Założenia programu są bardzo szerokie. Rząd mówi o budowie około 2700 kilometrów linii Kolei Dużych Prędkości, ponad 2000 kilometrów nowych linii konwencjonalnych oraz modernizacji około 5600 kilometrów istniejących tras.
Każdy powiat ma zostać włączony do sieci połączeń dalekobieżnych. To szczególnie istotne dla mieszkańców mniejszych miast, którzy dziś często są uzależnieni od samochodu lub połączeń autobusowych.
Koleje Dużych Prędkości mają osiągać maksymalnie 350 km/h. Taki standard ma skrócić czasy przejazdu i zwiększyć atrakcyjność pociągów.
Trzy godziny przez całą Polskę
Najgłośniejsza obietnica dotyczy czasu podróży. Premier zapowiedział, że po zakończeniu budowy zintegrowanej sieci kolejowej przejazd przez Polskę ze wschodu na zachód lub z północy na południe zajmie maksymalnie trzy godziny.
To deklaracja, która działa na wyobraźnię, ale też natychmiast rodzi pytania o koszty, terminy i realność harmonogramu.
Rząd zakłada, że liczba pasażerów kolei może wzrosnąć do około 800 milionów rocznie. Oznaczałoby to radykalną zmianę w codziennych wyborach transportowych Polaków.
Obietnica, którą trzeba będzie dowieźć
Program „Nasza kolej” ma ogromny potencjał polityczny. Jeśli się uda, może stać się jednym z najważniejszych projektów infrastrukturalnych dekady.
Jeśli jednak utknie w procedurach, sporach i przesuwanych terminach, wróci jako przykład zbyt wielkiej obietnicy. Przy deklaracji o trzech godzinach przez Polskę margines na rozczarowanie jest bardzo duży.
Na razie rząd złożył zapowiedź, która brzmi imponująco. Teraz zaczyna się trudniejszy etap: pokazanie map, pieniędzy, terminów i konkretnych odcinków, które rzeczywiście powstaną.
Najwięcej zyskają miejsca poza głównymi trasami
Jeśli program obejmie każdy powiat, największą zmianę mogą odczuć nie mieszkańcy największych metropolii, lecz mniejsze miasta. To tam brak połączeń kolejowych często oznacza realne wykluczenie komunikacyjne.
Dlatego powodzenie projektu będzie mierzone nie tylko rekordową prędkością pociągów, ale także tym, czy kolej wróci tam, gdzie przez lata znikała z codziennego życia.









