Raport „Budżetowy SOS” wywołał mocną reakcję, bo jego autorzy proponują zmiany dotykające milionów rodzin, seniorów i pracowników. Wśród postulatów znalazły się kryterium dochodowe w 800 plus, likwidacja trzynastej i czternastej emerytury oraz przywrócenie wieku emerytalnego 67 lat dla kobiet i mężczyzn. To nie są uchwalone przepisy, lecz propozycje przedstawione przez środowiska ekonomiczne.
Dokument przygotowany przez Forum Obywatelskiego Rozwoju oraz Warsaw Enterprise Institute diagnozuje stan finansów publicznych jako alarmujący. Autorzy przekonują, że bez ostrych cięć wydatków państwo będzie coraz mocniej pogrążać się w deficycie i długu. Krytycy odpowiadają, że tak drastyczne reformy nie są konieczne i mogą uderzyć w społeczne bezpieczeństwo.
Raport, który dotyka najbardziej wrażliwych świadczeń
Źródłowy materiał opisuje raport zatytułowany „Budżetowy SOS”. Dokument powstał we współpracy Forum Obywatelskiego Rozwoju, założonego przez Leszka Balcerowicza, oraz Warsaw Enterprise Institute. Obie organizacje od lat kojarzone są z liberalnym podejściem do gospodarki, ograniczaniem wydatków publicznych i naciskiem na dyscyplinę finansów państwa.
Tym razem postulaty są wyjątkowo mocne, bo dotyczą świadczeń powszechnie znanych i politycznie bardzo wrażliwych. Autorzy raportu wskazują na program 800 plus, trzynastą i czternastą emeryturę, wiek emerytalny, wynagrodzenia w budżetówce, prywatyzację oraz cyfryzację administracji.
Najważniejsze zastrzeżenie brzmi: nie jest to projekt ustawy ani decyzja rządu. To propozycja zmian przedstawiona przez ekspertów i organizacje ekonomiczne. Mimo to dokument wywołał debatę, bo pokazuje wariant bardzo twardej konsolidacji finansów publicznych.
800 plus tylko dla części rodzin?
Jednym z głównych postulatów raportu jest odejście od powszechnego charakteru programu 800 plus. Autorzy chcieliby wprowadzenia kryterium dochodowego, które ograniczyłoby wypłaty do rodzin spełniających określone warunki. W praktyce oznaczałoby to, że zamożniejsze gospodarstwa domowe mogłyby stracić świadczenie.
Zwolennicy takiego rozwiązania argumentują, że państwo powinno kierować pomoc przede wszystkim do osób, które faktycznie jej potrzebują. W ich ocenie świadczenia powszechne są kosztowne i mniej precyzyjne niż system oparty na dochodach. Taki model pozwalałby ograniczyć wydatki bez całkowitego usuwania wsparcia.
Przeciwnicy podobnego podejścia zwracają jednak uwagę, że programy powszechne mają jedną dużą zaletę: są proste i nie wymagają rozbudowanego sprawdzania dochodów. Wprowadzenie progu oznaczałoby dodatkowe procedury, spory o granice uprawnień i ryzyko wykluczenia części rodzin znajdujących się tuż nad limitem.
Największa bomba dotyczy seniorów
Najmocniejsze emocje budzą propozycje dotyczące emerytur. Autorzy raportu proponują całkowitą likwidację trzynastej i czternastej emerytury. Według przytoczonych w źródle wyliczeń rezygnacja z trzynastek miałaby przynieść około 32 mld zł oszczędności, a likwidacja czternastek kolejne 12 mld zł.
Dla finansów państwa byłyby to duże kwoty. Dla seniorów oznaczałyby jednak utratę świadczeń, które w ostatnich latach stały się stałym elementem budżetu wielu gospodarstw domowych. To właśnie dlatego ten punkt raportu jest politycznie najbardziej wybuchowy.
Autorzy dokumentu patrzą na trzynastą i czternastą emeryturę jak na kosztowny dodatek konsumpcyjny. Ich zdaniem państwo powinno ograniczać takie wydatki, jeśli chce zatrzymać wzrost deficytu. Społeczny odbiór może być jednak zupełnie inny, bo dla części emerytów dodatkowe przelewy są realnym wsparciem przy rosnących kosztach życia.
Powrót wieku emerytalnego 67 lat
Kolejnym elementem raportu jest przywrócenie wieku emerytalnego na poziomie 67 lat dla kobiet i mężczyzn. Obecnie kobiety mogą przechodzić na emeryturę w wieku 60 lat, a mężczyźni w wieku 65 lat. Powrót do wyższego progu oznaczałby więc dla wielu osób konieczność dłuższej pracy.
Autorzy raportu przekonują, że dłuższa aktywność zawodowa mogłaby w przyszłości przełożyć się na wyższe świadczenia. Według przytoczonych wyliczeń połączenie dłuższej pracy z lepszą waloryzacją miałoby zwiększyć realne emerytury o 30 do 40 proc. w perspektywie piętnastu lat.
To argument ekonomiczny, ale społecznie bardzo trudny do sprzedania. Wiek emerytalny należy w Polsce do najbardziej drażliwych tematów. Dla części osób dłuższa praca może oznaczać wyższe świadczenie, ale dla innych jest realnym problemem zdrowotnym, zawodowym i rodzinnym.
Harmonogram rozpisany na lata
Raport zakłada wprowadzanie zmian w kilku etapach. Pierwsza faza miałaby polegać na hamowaniu wydatków. W źródłowym materiale wymieniono między innymi zamrożenie wynagrodzeń w sferze budżetowej z wyjątkiem służb mundurowych i personelu medycznego, wstrzymanie wypłaty czternastej emerytury oraz wprowadzenie progu dochodowego w programie 800 plus.
Rok 2027 miałby być fazą strukturalną. Według autorów wtedy mogłaby zniknąć trzynasta emerytura, ruszyłby proces dużej prywatyzacji, a państwowy monopol na hazard internetowy zostałby zniesiony. W latach 2028–2029 przewidziano fazę stabilizacji, głębsze reformy systemowe i pełniejszą cyfryzację administracji.
Plan obejmuje również sprzedaż spółek Skarbu Państwa, które nie mają charakteru strategicznego, oraz zniesienie moratorium na sprzedaż ziemi państwowej. W zamyśle autorów takie działania miałyby pozwolić na oddłużenie kraju bez wprowadzania nowych podatków.
Oszczędności liczone w setkach miliardów
Według źródła efekty finansowe raportu miałyby być bardzo duże. W wariancie łagodniejszym oszczędności sięgnęłyby 241,7 mld zł, a w ostrzejszym przekroczyłyby 345 mld zł. Deficyt budżetowy miałby maleć o 0,8 do 1 punktu procentowego PKB rocznie.
Autorzy przekonują, że odpowiedzialna polityka fiskalna wzmocniłaby złotego i obniżyła presję inflacyjną. W ich ocenie problemem jest przede wszystkim zbyt szybki wzrost wydatków, który wymaga zdecydowanej reakcji. Raport stawia więc na cięcia zamiast podnoszenia podatków.
To właśnie tutaj zaczyna się zasadniczy spór. Jedna strona uważa, że państwo musi ograniczyć wydatki, zanim dług wymknie się spod kontroli. Druga odpowiada, że zbyt szybkie cięcia mogą zahamować rozwój, pogorszyć sytuację wielu gospodarstw domowych i osłabić zaufanie do państwa.
Ekonomiści nie mówią jednym głosem
Raport spotkał się z polemiką. Dr hab. Bożena Ryszawska z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu zwraca uwagę, że wiele krajów Unii Europejskiej utrzymuje zadłużenie powyżej limitu 60 proc. PKB i nadal się rozwija. Według niej obligacje skarbowe znajdujące się w rękach obywateli mogą być formą współfinansowania inwestycji publicznych.
Podobne stanowisko przedstawił Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. W jego ocenie Polska jako kraj rozwijający się może pozwolić sobie na wyższe wydatki związane ze wzrostem zadłużenia. Jego zdaniem sytuacja pozostaje pod kontrolą i nie wymaga tak drastycznych działań, jak proponują autorzy raportu.
Debata będzie więc dotyczyć nie tylko konkretnych świadczeń, ale też samej diagnozy. Jeśli finanse publiczne są na granicy kryzysu, cięcia mogą wydawać się konieczne. Jeśli jednak sytuacja jest trudna, ale stabilna, tak ostre reformy mogą zostać uznane za politycznie i społecznie zbyt kosztowne.
Na razie dokument „Budżetowy SOS” jest propozycją, nie decyzją. Jego znaczenie polega jednak na tym, że pokazuje możliwy kierunek debaty o pieniądzach państwa. A ponieważ dotyka 800 plus, trzynastej i czternastej emerytury oraz wieku emerytalnego, trudno oczekiwać, by przeszedł bez politycznej burzy.









