„Albo żniwa, albo w kamasze”. Łukaszenka grozi wojskiem za problemy w polu

Na Białorusi kampania żniwna zamieniła się w polityczny pokaz dyscypliny. Alaksandr Łukaszenka po zapoznaniu się z raportem Komitetu Kontroli Państwowej zapowiedział ostre konsekwencje dla osób, które nie wywiązują się z obowiązków przy zbiorach. W grę wchodzi nie tylko przymusowa praca, ale nawet skierowanie do wojska.

Białoruski przywódca polecił, by osoby odpowiedzialne za zaniedbania nie trafiały do aresztów, lecz na południową granicę kraju. Tam miałyby pełnić służbę u boku sił operacji specjalnych. Groźby objęły nie tylko pracowników rolnych, ale również urzędników, którzy mają uzupełniać braki kadrowe w gospodarstwach.

Raport o problemach przy żniwach

Białoruskie media państwowe poinformowały, że Łukaszenka zapoznał się z raportem dotyczącym przebiegu tegorocznych żniw. Dokument przygotował Komitet Kontroli Państwowej.

W raporcie wskazano liczne problemy organizacyjne. Chodziło między innymi o braki sprzętu, zbyt małą liczbę operatorów maszyn rolniczych oraz uchybienia pracowników.

Kontrolerzy opisali także nieprawidłowości przy transporcie zboża i przygotowywaniu pasz. Według władz takie błędy wpływają na efektywność całej kampanii.

Wojsko zamiast aresztu

Reakcja Łukaszenki była bardzo ostra. Przywódca Białorusi stwierdził, że osoby, które nie potrafią właściwie pracować, nie powinny trafiać do aresztów.

Zamiast tego polecił ministrowi obrony Wiktorowi Chreninowi kierować je do wojska. Miałyby zostać wysłane na południową granicę Białorusi i pełnić służbę razem z siłami operacji specjalnych.

Łukaszenka przekonywał, że nie chodzi o przygotowania do ataku na inne państwo, lecz o bezpieczeństwo kraju. Jednocześnie opisywał trudne warunki służby w lesie, wspominając o komarach, muchach i meszkach.

Urzędnicy też mają iść do pracy

Groźby nie ograniczyły się do rolników. Łukaszenka zapowiedział, że braki kadrowe w gospodarstwach mają być uzupełniane przez urzędników różnych szczebli.

Przedstawiciele administracji państwowej, regionalnej i powiatowej mogą zostać skierowani do pracy przy traktorach oraz kombajnach. Według białoruskiego przywódcy każdy powinien zaangażować się w żniwa.

Jednocześnie ostrzegł, że niewykonanie poleceń może skończyć się służbą wojskową. W jego słowach pobrzmiewała prosta alternatywa: praca w polu albo „kamasze”.

Państwowe rolnictwo pod presją

Białoruskie rolnictwo w dużej mierze pozostaje oparte na państwowej własności ziemi. Według źródła do władz należy około 90 procent gruntów rolnych.

Organizacja żniw nadal przypomina model znany z dawnych kołchozów i sowchozów. Problemy z efektywnością władza próbuje rozwiązywać przede wszystkim przymusem i dyscypliną.

Zapowiedzi Łukaszenki pokazują, że państwo chce mobilizować ludzi nie zachętą, lecz groźbą. W praktyce żniwa stają się kolejnym obszarem, w którym białoruski system pokazuje swój autorytarny charakter.

Udostępnij to 👇