Chorzy na raka odsyłani do 2027 roku? Lekarze alarmują o zapaści w onkologii

Pacjenci onkologiczni w Łodzi mają zderzać się z sytuacją, która brzmi jak najgorszy scenariusz dla chorego człowieka. Według informacji opisywanych przez „Rzeczpospolitą” CSK UMED wstrzymał przyjmowanie nowych chorych do programów lekowych. To właśnie tam powinni trafiać pacjenci, gdy mniejsze szpitale nie mają dla nich odpowiednich terapii.

Lekarze ostrzegają, że problem jest systemowy i dotyczy całego województwa. NFZ wskazuje inne placówki, ale medycy odpowiadają, że mniejsze szpitale są przepełnione i nie mają gdzie przyjmować dodatkowych osób. W onkologii każdy miesiąc zwłoki może oznaczać gorsze rokowania, dlatego sprawa wywołała polityczną burzę.

Wiodący ośrodek wstrzymał nowych pacjentów

Według opisywanych informacji CSK UMED w Łodzi wstrzymał przyjmowanie nowych chorych do programów lekowych. To szczególnie poważne, bo programy lekowe obejmują nowoczesne terapie, które dla wielu pacjentów są realną szansą na dłuższe i lepsze życie.

Do takiego ośrodka powinni trafiać chorzy, gdy mniejsze szpitale nie mają dla nich odpowiednich możliwości terapeutycznych. Tymczasem według lekarzy droga pacjenta zaczyna działać odwrotnie.

Adam Miller, sekretarz Okręgowej Rady Lekarskiej w Łodzi, podkreśla, że problem ma charakter systemowy i dotyczy całego województwa. To nie brzmi jak jednorazowa organizacyjna wpadka.

NFZ wskazuje placówki, lekarze mówią o braku miejsc

NFZ zapewnia, że programy onkologiczne realizuje kilka placówek w Łodzi i regionie. W praktyce lekarze wskazują jednak, że mniejsze szpitale są przepełnione i nie mają możliwości przyjmowania dodatkowych pacjentów.

To tworzy dramatyczną sytuację dla chorych. Pacjent słyszy, że leczenie formalnie istnieje, ale w praktyce może nie znaleźć miejsca tam, gdzie powinien zostać przyjęty.

W przypadku raka taka zwłoka nie jest zwykłą niedogodnością. Opóźnienie leczenia może oznaczać postęp choroby, gorsze rokowania i większy stres dla całej rodziny.

Szpitale kredytują system

Od początku roku NFZ przekazał łódzkiemu szpitalowi 45 mln zł na programy lekowe i chemioterapię. Mimo to placówka ma problem z nadwykonaniami, czyli świadczeniami wykonanymi ponad limit kontraktu.

Za świadczenia z pierwszego i drugiego kwartału Fundusz miał nadal nie zapłacić około 3 mln zł. Programy lekowe są limitowane, a płatność za nadwykonania zależy od dostępności dodatkowych środków.

Były wiceminister zdrowia Maciej Miłkowski wyjaśniał, że NFZ działa według restrykcyjnych przepisów o finansach publicznych i nie może zaciągać zobowiązań ponad plan finansowy. W praktyce szpitale udzielają państwu nieoprocentowanego kredytu, ponosząc koszty drogich terapii.

Cieszyński wzywa do dymisji

Były wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński ostro skrytykował obecną szefową resortu Jolantę Sobierańską-Grendę. Na platformie X napisał, że odsyłane pacjentki chore na raka piersi są najlepszym podsumowaniem roku minister w resorcie i wezwał ją do dymisji.

To polityczny komentarz, ale jego siła wynika z realnego lęku pacjentów. Gdy chorzy słyszą, że leczenie może przesunąć się o miesiące, a nawet dalej, dyskusja przestaje być tylko sporem partyjnym.

System musi odpowiedzieć na najprostsze pytanie: gdzie ma trafić pacjent, którego mniejszy szpital nie może leczyć, a większy ośrodek nie przyjmuje nowych chorych. Bez tej odpowiedzi każdy komunikat o dostępności terapii będzie brzmiał jak papierowa obietnica.

Dla pacjentów liczy się termin, nie komunikat

W onkologii czas nie jest abstrakcyjną kategorią administracyjną. Każdy miesiąc oczekiwania oznacza dla chorego i jego rodziny stres, niepewność oraz obawę, że leczenie zacznie się za późno.

Dlatego ta sprawa wybrzmiewa tak mocno. Nie chodzi wyłącznie o spór między szpitalem, NFZ i ministerstwem, lecz o sytuację ludzi, którzy potrzebują jasnej ścieżki leczenia teraz, a nie dopiero po dopisaniu kolejnych pieniędzy do planu.

Udostępnij to 👇