Mołdawia wraca w centrum uwagi zachodnich służb i mediów, bo według ustaleń „The New York Times” to właśnie tam Rosja miała prowadzić jedną z najważniejszych operacji wpływu w regionie. Chodzi nie tylko o małe państwo położone między Ukrainą a Rumunią, ale o miejsce, w którym przecinają się interesy Moskwy, Kijowa i całego Zachodu. Według relacji cytowanych przez amerykański dziennik Władimir Putin miał uznać przejęcie kontroli nad Mołdawią za jeden z kluczowych celów po podporządkowaniu Ukrainy.
Kreml zaprzecza takim oskarżeniom, ale opisane działania tworzą znacznie szerszy obraz niż zwykła walka polityczna. W materiale pojawiają się szkolenia za granicą, pieniądze dla aktywistów, presja energetyczna, działania w internecie i próby wpływania na wybory. Jeśli te ustalenia są trafne, Mołdawia stała się dla Rosji poligonem do osłabiania NATO i Unii Europejskiej od środka.
Mały kraj, wielka stawka
Według „The New York Times” Władimir Putin miał podczas tajnej odprawy z rosyjskimi dowódcami pod koniec 2025 roku wskazać główne cele Kremla na kolejny rok. Źródła dziennika, związane z władzami dwóch państw znających szczegóły spotkania, twierdzą, że jednym z założeń miało być osłabianie zachodnich struktur od wewnątrz. W tym kontekście pojawiły się NATO, Unia Europejska i Mołdawia.
Na pierwszy rzut oka może to zaskakiwać. Mołdawia liczy około 3 mln mieszkańców i nie jest militarną potęgą. Jej znaczenie wynika jednak z położenia. Kraj leży między Ukrainą a Rumunią, a Rumunia należy zarówno do NATO, jak i Unii Europejskiej. To sprawia, że destabilizacja Mołdawii mogłaby mieć skutki dużo szersze niż lokalny kryzys polityczny.
Z ustaleń przywoływanych przez amerykański dziennik wynika, że podporządkowanie Ukrainy pozostaje dla Kremla najważniejszym celem. Mołdawia miała znaleźć się tuż za nią. Zachodni urzędnicy i przedstawiciele służb wskazują, że Moskwa mogłaby traktować ten kraj jako przyczółek do dalszych działań przeciw Ukrainie i Zachodowi.
Mołdawski doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Stanisław Secrieru oceniał, że Rosja chce uczynić z Mołdawii punkt oparcia dla operacji wymierzonych w Ukrainę oraz Unię Europejską. To właśnie dlatego niewielkie państwo stało się tak ważne w analizach zachodnich obserwatorów. Nie chodzi wyłącznie o Kiszyniów, lecz o całą geopolityczną linię styku między Rosją, Ukrainą i strukturami zachodnimi.
Kreml zaprzecza, ale lista zarzutów jest długa
Rosyjskie władze zdecydowanie odrzucają przedstawiane oskarżenia. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow stwierdził, że zarzuty są nieprawdziwe i pozbawione podstaw. Problem w tym, że „The New York Times” opisał nie jedną izolowaną sytuację, lecz cały zestaw działań, które miały być prowadzone na wielu poziomach jednocześnie.
W materiale pojawiają się szkolenia poza granicami Mołdawii, próby wywołania zamieszek, operacje finansowe, działania propagandowe w sieci, wpływanie na duchownych i presja na infrastrukturę energetyczną. Taki zestaw narzędzi dobrze pasuje do scenariusza destabilizacji, w którym nie chodzi o otwarty atak wojskowy, ale o stopniowe podważanie zaufania do państwa i jego proeuropejskiego kursu.
Według ustaleń dziennika rosyjscy operacyjni mieli w 2025 roku organizować obóz w zachodniej Serbii. Uczestniczyć w nim mieli głównie obywatele Mołdawii, którym oferowano po 400 dolarów za trzy- lub czterodniowe szkolenie. Część programu miała wyglądać jak zwykły wyjazd, ale za tą fasadą miały kryć się ćwiczenia o zupełnie innym charakterze.
Uczestników miano uczyć między innymi przełamywania policyjnych kordonów, podpalania budynków i posługiwania się bronią. Instruktorzy, według informacji przytaczanych przez „NYT”, mieli być związani z rosyjskim wywiadem wojskowym GRU. Podobne szkolenia miały odbywać się również w Bośni oraz w okolicach Moskwy.
W tle wybory i plan wywołania chaosu
Mołdawska prokuratura informowała, że ponad 100 młodych obywateli kraju szkolono w przygotowywaniu środków zapalających, domowych materiałów wybuchowych oraz obsłudze dronów zdolnych do przenoszenia ładunków. Według prokuratora Sergiu Zamy do zakłócenia wyborów nie potrzeba było ogromnej liczby osób. Wystarczyć miał impuls, który uruchomiłby dalsze zamieszanie.
Kulminacja tych działań miała przypaść na wybory parlamentarne zaplanowane na 28 września 2025 roku. Z relacji opisanej przez amerykański dziennik wynika, że część szkolonych osób miała być przygotowywana do wywoływania chaosu w Kiszyniowie i innych miejscowościach. Mołdawskie służby zareagowały przed głosowaniem, przeprowadzając setki przeszukań i zatrzymań.
Równolegle, przy wsparciu zachodnich partnerów, miało udać się udaremnić cyberataki wymierzone w Centralną Komisję Wyborczą. To ważny element całej sprawy, bo pokazuje, że stawką nie była wyłącznie ulica. Walka miała toczyć się również o system wyborczy, komunikację państwa i zdolność władz do przeprowadzenia głosowania bez paraliżu.
Ostatecznie partia PAS, wspierająca prezydent Maię Sandu i proeuropejski kierunek Mołdawii, zdobyła w wyborach nieco ponad 50 proc. głosów. Znaczenie miało także poparcie mołdawskiej diaspory. Wynik wyborów oznaczał, że opisywane działania nie doprowadziły do politycznego przejęcia kontroli nad krajem, ale mołdawskie władze nie uznały sprawy za zamkniętą.
Pieniądze, Telegram i wpływ na nastroje społeczne
„The New York Times” opisał również operację związaną z kupowaniem wpływów politycznych i społecznych. Według dziennika za jej organizację miał odpowiadać Ilan Sor, izraelsko-mołdawski oligarcha mieszkający w Rosji. Sor opuścił Mołdawię w 2019 roku po postawieniu mu zarzutów dotyczących wyprowadzenia około miliarda dolarów z mołdawskich banków.
Zachodni urzędnicy wywiadu twierdzą, że jego obecne działania są koordynowane z rosyjską administracją. Z dokumentów analizowanych przez dziennik ma wynikać, że sieć powiązana z Sorem zrekrutowała ponad 150 tys. osób. Przez Telegram proponowano pieniądze za udział w demonstracjach, publikowanie treści w mediach społecznościowych i prowadzenie agitacji przeciw prezydent Sandu, partii PAS oraz integracji Mołdawii z Unią Europejską.
Skala finansowa tej operacji miała być bardzo duża. W ciągu czterech miesięcy przed referendum dotyczącym europejskiej przyszłości kraju w 2024 roku blisko 20 mln dolarów miało trafić do 38 tys. aktywistów. To pokazuje, że wpływanie na sytuację w Mołdawii nie miało ograniczać się do pojedynczych haseł czy spontanicznych protestów. Według opisu gazety chodziło o systematyczne budowanie sieci ludzi, którzy mieli wzmacniać przekaz korzystny dla Moskwy.
W ustaleniach pojawia się także wątek duchownych prawosławnych. Od lata 2024 roku setki mołdawskich księży miały wyjeżdżać do Rosji, gdzie odwiedzały miejsca kultu i spotykały się z przedstawicielami Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego. Przed powrotem do kraju mieli otrzymywać karty płatnicze Promswiazbanku, powiązanego z rosyjskim resortem obrony. W zamian za około tysiąc dolarów mieli zachęcać wiernych do odrzucenia proeuropejskiej polityki władz.
Presja na prąd, wodę i bezpieczeństwo państwa
Opis działań wobec Mołdawii obejmuje również energetykę. Według amerykańskiego dziennika rosyjski atak na ukraińską elektrownię wodną w pobliżu granicy z Mołdawią miał doprowadzić do zanieczyszczenia wody na części obszarów obu państw. Innym razem rosyjskie drony miały uderzyć w linię wysokiego napięcia w zachodniej Ukrainie, która dostarczała znaczną część energii elektrycznej do Mołdawii.
Skutkiem były przerwy w dostawach prądu. To pokazuje, dlaczego Mołdawia jest tak podatna na presję. Państwo znajdujące się przy granicy wojny, zależne od zewnętrznych szlaków energetycznych i jednocześnie poddawane presji politycznej, może być destabilizowane bez formalnego wypowiedzenia wojny.
Szef mołdawskiej Agencji Cyberbezpieczeństwa Mihai Lupașcu oceniał po wyborach, że zagrożenie nadal istnieje. W jego ujęciu Mołdawia zdołała odeprzeć konkretną próbę, ale szersza walka o bezpieczeństwo państwa wciąż trwa. To zdanie dobrze podsumowuje cały problem: zwycięstwo w jednym głosowaniu nie kończy rywalizacji o kierunek kraju.
Dlaczego Zachód patrzy na Mołdawię z niepokojem
Jeśli ustalenia „The New York Times” są trafne, Mołdawia stała się jednym z najważniejszych punktów rosyjskiej strategii na 2026 rok. Według źródeł cytowanych przez gazetę Kreml miał łączyć dążenie do podporządkowania Ukrainy z próbą zdobycia politycznych wpływów w sąsiednim państwie. W dalszej perspektywie celem miałoby być osłabienie NATO i Unii Europejskiej od środka.
To właśnie dlatego sprawa niewielkiej Mołdawii ma znaczenie dla całej Europy. Kontrola nad tym krajem mogłaby zwiększyć presję na Ukrainę, stworzyć nowe napięcia przy granicy Rumunii i dać Moskwie kolejne narzędzie do wpływania na nastroje w regionie. Kreml zaprzecza oskarżeniom, ale mołdawskie służby wskazują na konkretne działania, którym próbowały przeciwdziałać przed wyborami.
Na razie proeuropejski obóz w Mołdawii utrzymał władzę. Z opisu zachodnich źródeł wynika jednak, że to nie musi oznaczać końca rosyjskiej presji. Mołdawia pozostaje małym krajem w bardzo niebezpiecznym miejscu na mapie, a jej polityczna przyszłość może mieć skutki znacznie większe, niż sugerowałaby sama liczba mieszkańców.









