Rząd chce uporządkować zasady wynagradzania lekarzy i wprowadzić górny limit stawek. Premier Donald Tusk poinformował, że po zmianach maksymalne wynagrodzenie miałoby wynosić 76 800 zł brutto miesięcznie. Kwota wynika z planowanej stawki 240 zł brutto za godzinę pracy i limitu na poziomie szesnastokrotności płacy minimalnej.
Szef rządu przekonuje, że taki pułap nadal oznacza bardzo wysokie zarobki, a jednocześnie ma zatrzymać najbardziej skrajne przypadki wynagrodzeń w ochronie zdrowia. Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda przedstawiła informacje o postępie prac nad pakietem reform. Projekty rozporządzeń są na etapie konsultacji, więc ostateczny kształt zmian nie jest jeszcze przesądzony.
Limit zamiast niekontrolowanych stawek
Donald Tusk zapowiedział, że po wprowadzeniu zmian lekarze będą mogli zarobić maksymalnie 76 800 zł brutto miesięcznie. To kwota wyliczona na podstawie limitu 240 zł brutto za godzinę.
Premier wskazał, że górna granica ma odpowiadać szesnastokrotności płacy minimalnej. W jego ocenie taki poziom jest wystarczająco wysoki i nie można mówić o biedzie wśród lekarzy objętych tym limitem.
Jednocześnie Tusk podkreślił, że obecnie część medyków osiąga jeszcze wyższe dochody. Według niego dotyczy to niewielkiej grupy korzystającej z systemu, który wymaga uporządkowania.
Reforma ochrony zdrowia wchodzi w kolejny etap
Informacje o limitach są częścią szerszych prac nad zmianami w ochronie zdrowia. Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda ma przedstawić Radzie Ministrów stan przygotowań do reform.
Resort opracował projekty czterech rozporządzeń, które trafiły do konsultacji publicznych. Oznacza to, że propozycje mogą jeszcze zostać zmienione po uwagach zainteresowanych stron.
Rząd przedstawia zmiany jako próbę uporządkowania systemu, w którym różnice w wynagrodzeniach potrafiły budzić ogromne emocje społeczne.
Lekarze nadal powyżej średniej europejskiej
Premier przekonywał, że nawet po wprowadzeniu limitu polscy medycy będą zarabiać więcej niż wynosi średnia europejska. Ten argument ma pokazać, że rząd nie zamierza obniżać prestiżu zawodu, lecz ograniczyć najbardziej skrajne przypadki.
Spór o wynagrodzenia lekarzy jest jednak szczególnie delikatny. Z jednej strony pacjenci słyszą o problemach szpitali, kolejkach i brakach kadrowych. Z drugiej pojawiają się informacje o bardzo wysokich kontraktach części specjalistów.
Właśnie dlatego rząd próbuje przedstawić limit jako kompromis między sprawiedliwością społeczną a potrzebą utrzymania lekarzy w publicznym systemie.
Ostateczne decyzje dopiero przed rządem
Na razie nie są to jeszcze obowiązujące przepisy. Projekty muszą przejść konsultacje i kolejne etapy prac.
Dla lekarzy, dyrektorów szpitali i pacjentów najważniejsze będzie to, czy limit nie pogłębi problemów kadrowych. Jeśli część specjalistów uzna nowe stawki za nieatrakcyjne, placówki mogą mieć kłopot z obsadzeniem dyżurów.
Rząd gra więc o trudną równowagę: chce zatrzymać skrajne wynagrodzenia, ale nie może doprowadzić do odpływu lekarzy z miejsc, w których i tak brakuje personelu.









