WOT postawiono w gotowości, ale za wichurami kryje się większy problem. Polska może wejść w czarną strefę

Gwałtowne burze i silny wiatr doprowadziły do tysięcy interwencji straży pożarnej, a Wojska Obrony Terytorialnej postawiono w stan podwyższonej gotowości. Najwięcej zgłoszeń napływało z Mazowsza, ale ostrzeżenia i skutki niebezpiecznej pogody objęły znacznie większą część kraju. Terytorialsi mają być gotowi do wsparcia administracji i służb, jeśli sytuacja zacznie wymagać dodatkowych sił.

Za nagłymi zniszczeniami po wichurach kryje się jednak problem, który nie zniknie po przejściu frontu. Polska nadal zmaga się z długotrwałym niedoborem wody, a gwałtowne ulewy nie odbudowują zasobów podziemnych tak, jak wielu osobom mogłoby się wydawać. Jeśli jesień okaże się sucha, kraj może wejść w kolejny etap kryzysu wodnego.

Strażacy ruszyli do setek zgłoszeń już od rana

Według informacji przekazanych przez bryg. Karola Krocia z Państwowej Straży Pożarnej do godziny 8.00 odnotowano ponad 1900 interwencji związanych z przejściem burzowego frontu. Najwięcej zgłoszeń pochodziło z Mazowsza. Skala zdarzeń szybko pokazała, że nie był to lokalny problem, lecz sytuacja wymagająca mobilizacji służb w wielu regionach.

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej ostrzegł w sobotę przed burzami na południowym zachodzie Polski. Ostrzeżenia dotyczące silnego wiatru objęły województwa podlaskie, mazowieckie, łódzkie i warmińsko-mazurskie. Wiatr dawał się we znaki także mieszkańcom Warmii i Mazur, Pomorza, województwa świętokrzyskiego oraz Lubelszczyzny.

To oznaczało, że zagrożenie pogodowe rozlało się na znaczną część kraju. Połamane drzewa, uszkodzenia infrastruktury i lokalne utrudnienia wystarczyły, by służby musiały działać w trybie podwyższonej intensywności. W takich sytuacjach liczy się nie tylko liczba zgłoszeń, ale też możliwość szybkiego przerzucenia ludzi i sprzętu tam, gdzie szkody okażą się największe.

WOT ma być gotowy do pomocy

Około godziny 10.00 wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował o podwyższonej gotowości Wojsk Obrony Terytorialnej. Żołnierze mają pozostawać w gotowości do wsparcia administracji publicznej oraz służb usuwających skutki niebezpiecznych zjawisk pogodowych.

Minister zaznaczył, że alert gotowości nie oznacza automatycznego wysłania żołnierzy w teren. Chodzi o skrócenie czasu reakcji i przygotowanie brygad na wypadek, gdyby sytuacja w konkretnych miejscach zaczęła wymagać pomocy wojska.

W ciągu sześciu godzin do działań może zostać przygotowanych trzynaście brygad WOT. Źródło wymienia między innymi jednostki z Mazowsza, Dolnego Śląska, Śląska, Łodzi, Opolszczyzny, Podlasia i Lubelszczyzny. W ciągu 24 godzin gotowość mogą osiągnąć żołnierze z kolejnych siedmiu brygad, w tym z Podkarpacia, Pomorza i Małopolski.

Alert wprowadzono na 48 godzin i ma obowiązywać do godziny 9.00 w poniedziałek. Taki tryb pozwala wcześniej przygotować ludzi oraz sprzęt, zanim zapadnie decyzja o ich faktycznym użyciu. Ostatecznie to skala zniszczeń i potrzeby zgłaszane przez administrację mają zdecydować, czy terytorialsi otrzymają konkretne zadania.

Paradoks pogody: burze są groźne, ale suszy nie kończą

Największe emocje wywołują wichury, nagłe ulewy i rosnąca liczba interwencji. Źródłowy materiał zwraca jednak uwagę na paradoks, który coraz częściej wraca w polskiej pogodzie. Gwałtowny deszcz może powodować szkody i podtopienia, ale nie oznacza automatycznie końca suszy.

Problem polega na tym, że twarda i przesuszona gleba słabo przyjmuje wodę spadającą nagle w dużej ilości. Zamiast spokojnie wsiąkać w ziemię, znaczna część opadu szybko spływa do rzek i odpływa dalej. Krótkotrwałe podniesienie poziomu wód powierzchniowych nie przekłada się więc na trwałą poprawę bilansu wodnego.

Najważniejsze są zasoby podziemne. To one zasilają studnie i stanowią jeden z kluczowych magazynów wody. Ich odbudowa trwa bardzo długo, a przy długotrwałym niedoborze opadów nie wystarczy kilka gwałtownych burz, by sytuacja wróciła do normy.

Polska wysycha od lat

Źródło wskazuje, że okres niedoboru opadów w Polsce trwa od 2013 roku, czyli od czasu ostatniej mocno śnieżnej i mroźnej zimy. Oznacza to trzynasty rok, w którym sumy opadów pozostają poniżej normy. Szczególne nasilenie problemu ma utrzymywać się od grudnia ubiegłego roku.

Amerykański model numeryczny ostrzega przed możliwością poważnej sytuacji kryzysowej jesienią, jeśli w Polsce nie pojawią się częste i obfite opady. Chodzi nie tylko o rzeki, których poziomy potrafią spaść do bardzo niskich wartości. Coraz ważniejszy staje się stan wód gruntowych, bo ich niedobór uderza w rolnictwo, studnie i odporność całego systemu wodnego.

Advertisement

Prognozy sezonowe nie dają na razie pewnego uspokojenia. Wrzesień i październik mają być bardzo suche, a temperatury mogą być o 1 do 2 stopni wyższe od normy. Cieplejsza jesień oznacza większą utratę wilgoci przez roślinność i glebę, nawet jeśli dla części osób taka pogoda wydaje się przyjemna.

Najbliższe miesiące mogą zdecydować o skali kryzysu

Według prognoz częstsze i silniejsze opady mogą pojawić się dopiero w listopadzie lub grudniu. Problem w tym, że do odbudowy podziemnych zasobów wody potrzebne są przede wszystkim regularne, spokojne opady o słabym albo umiarkowanym natężeniu. Ziemia musi dostawać wodę stopniowo, aby mogła ją skutecznie wchłonąć.

Jeden bardzo intensywny deszcz, nawet jeśli robi ogromne wrażenie, nie rozwiązuje problemu. Może wręcz zwiększyć lokalne szkody, bo woda spływa zbyt szybko i nie zostaje tam, gdzie jest najbardziej potrzebna. Dlatego w tej samej Polsce mogą jednocześnie występować wichury, podtopienia i długotrwała susza.

Dalszy rozwój sytuacji będzie zależał także od zimy. Jeśli nie przyniesie ona dużej ilości opadów, zwłaszcza śniegu, kolejna wiosna może rozpocząć się w bardzo trudnych warunkach. Szczególnie mocno odczułoby to rolnictwo na starcie nowego sezonu.

Europa także może mieć problem

Podobny scenariusz nie dotyczy wyłącznie Polski. Według prognoz amerykańskiego modelu CFS we wrześniu niedostatek opadów ma objąć dużą część Europy. W październiku problem może utrzymywać się w krajach zachodniej, centralnej i wschodniej części kontynentu. Więcej deszczu ma pojawić się głównie na południu.

To oznacza, że Polska znajduje się w szerszym pasie ryzyka, a nie w całkowicie odosobnionej sytuacji. Wichury wymagają szybkiej reakcji tu i teraz, dlatego służby oraz WOT pozostają w gotowości. Równocześnie jednak najpoważniejsze skutki mogą ujawniać się wolniej: w rzekach, glebie, studniach i uprawach.

Najbliższe miesiące pokażą, czy regularne opady zatrzymają pogłębianie się problemu. Na razie kraj mierzy się z trudnym połączeniem dwóch zjawisk: gwałtownych frontów burzowych oraz długotrwałego wysychania. I właśnie dlatego alert WOT jest tylko najbardziej widoczną częścią znacznie większej historii.

Udostępnij to 👇