Lech Wałęsa znów opowiedział historię, która brzmi jak polityczna anegdota z ogromnymi konsekwencjami. Były prezydent Polski stwierdził w Strasbourgu, że czuje się „trochę winny”, bo kiedyś miał zachęcić Donalda Trumpa do walki o prezydenturę. Według jego relacji wystarczyła rozmowa na Florydzie i jedno porównanie: skoro elektryk mógł zostać prezydentem, to dlaczego miliarder miałby nie spróbować.
Wałęsa twierdzi, że Trump uwierzył, wystartował i wygrał. Dziś były lider „Solidarności” mówi o tym z mieszaniną satysfakcji, żalu i przekonania, że później próbował odwrócić skutki tamtej zachęty.
Były prezydent wrócił do spotkania z Trumpem
Lech Wałęsa mówił o Donaldzie Trumpie podczas rozmowy z zagranicznymi dziennikarzami w Strasbourgu. Przyznał, że czuje się trochę winny, bo miał kiedyś zachęcić amerykańskiego biznesmena do wejścia w politykę prezydencką. To wyznanie natychmiast przyciąga uwagę, bo Wałęsa przedstawił siebie jako jedną z osób, które mogły popchnąć Trumpa do najważniejszej decyzji w karierze.
Według relacji byłego prezydenta do rozmowy doszło na posesji Trumpa na Florydzie, jeszcze przed pierwszą kampanią. Trump miał wypytywać Wałęsę o drogę od robotnika i elektryka do urzędu prezydenta. Dla amerykańskiego miliardera miała to być historia człowieka, który przeszedł drogę z zupełnie innego świata do politycznego szczytu.
Wałęsa miał wtedy powiedzieć Trumpowi, że skoro on sam był elektrykiem, robotnikiem i został prezydentem, to Trump także może spróbować. Według opowieści byłego prezydenta te słowa mocno zadziałały na przyszłego przywódcę USA. Trump miał uwierzyć, wystartować i wygrać.
„Próbowałem to odkręcać”
Najciekawsze w wypowiedzi Wałęsy jest to, że nie przedstawia tej historii wyłącznie jako powodu do dumy. Były prezydent mówi o poczuciu winy i dodaje, że później próbował „to odkręcać”. Chodziło o krytykę części pomysłów Trumpa, które Wałęsa oceniał negatywnie.
Taki zwrot nadaje całej historii bardziej osobisty ton. Wałęsa nie mówi tylko: spotkałem Trumpa i dałem mu radę. Sugeruje raczej, że jedno zdanie wypowiedziane w prywatnej rozmowie mogło uruchomić proces, którego później nie dało się zatrzymać.
Oczywiście relacja Wałęsy jest jego własną opowieścią o tamtym spotkaniu. Źródło nie przesądza, jak duży realny wpływ miała ta rozmowa na decyzję Trumpa. Politycznie znaczące jest jednak to, że były prezydent Polski sam wraca do tej historii i opisuje ją jako moment, który mógł mieć poważne skutki.
Spotkanie na Florydzie wraca jak polityczny symbol
Historia kontaktów Wałęsy z Trumpem nie pojawiła się po raz pierwszy. Były prezydent wielokrotnie opowiadał o kolacji lub obiedzie w klubie Trumpa w Miami. Wspólne zdjęcie z tamtego spotkania krąży w internecie i bywa przywoływane jako dowód osobistej relacji między liderem „Solidarności” a późniejszym prezydentem USA.
W Strasbourgu Wałęsa zachęcał dziennikarzy, by sami odnaleźli to zdjęcie. Ten szczegół dobrze pasuje do jego stylu opowiadania o własnej roli w historii. Były prezydent często łączy osobiste wspomnienia z ocenami wielkiej polityki, przez co jego wypowiedzi szybko stają się tematem komentarzy.
W tej opowieści zderzają się dwa życiorysy, które trudno byłoby zestawić w standardowym politycznym scenariuszu. Z jednej strony polski robotnik, noblista i były prezydent. Z drugiej amerykański miliarder, który później stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych przywódców świata.
Słowa Wałęsy wywołały komentarze
Wypowiedź o poczuciu winy musiała wywołać reakcje, bo Trump od lat dzieli opinię publiczną. Dla jednych jest symbolem politycznej skuteczności i sprzeciwu wobec elit. Dla innych stał się postacią budzącą głęboki sprzeciw i obawy o kierunek amerykańskiej polityki.
Wałęsa znalazł się w środku tej symbolicznej układanki. Jeśli wierzyć jego relacji, powiedział Trumpowi coś, co miało wzmocnić jego wiarę w możliwość zwycięstwa. Później jednak sam miał krytykować niektóre pomysły amerykańskiego lidera i próbować dystansować się od skutków tej dawnej zachęty.
To właśnie ten kontrast sprawia, że historia wraca z taką siłą. Wałęsa nie opowiada o zwykłym spotkaniu z celebrytą ani o kurtuazyjnej rozmowie. Opowiada o momencie, który przedstawia jako impuls dla kariery politycznej człowieka, który dwukrotnie wygrał wybory prezydenckie w USA.
Jedna anegdota i ciężar wielkiej polityki
Nie da się na podstawie tej historii stwierdzić, że to Wałęsa „stworzył” prezydenta Trumpa. Można jednak powiedzieć, że były prezydent Polski sam wpisał się w opowieść o początku jego politycznej drogi. I zrobił to w sposób, który natychmiast budzi emocje.
Słowa o poczuciu winy są najmocniejsze, bo zmieniają ton całej anegdoty. To nie jest tylko przechwałka o wpływach na świecie. To raczej opowieść człowieka, który patrzy na późniejsze wydarzenia i zastanawia się, czy jedno zdanie wypowiedziane lata temu nie miało większych konsekwencji, niż wtedy przypuszczał.
Dlatego wypowiedź Wałęsy będzie jeszcze komentowana. Łączy Trumpa, Florydę, polską transformację, osobisty styl byłego prezydenta i pytanie o to, jak przypadkowe rozmowy potrafią później obrastać legendą. A Wałęsa, jak często wcześniej, znów znalazł się w centrum historii większej niż sama anegdota.









