Zbigniew Bogucki mocno skomentował kolejny etap kryzysu między Warszawą a Kijowem. Szef Kancelarii Prezydenta RP ocenił, że problem nie zaczął się od decyzji Karola Nawrockiego wobec Wołodymyra Zełenskiego, lecz od lekceważenia polskiej pamięci historycznej. Najbardziej uderzył w gesty ukraińskich polityków, którzy oddają polskie odznaczenia.
W tle jest pytanie, które coraz głośniej wraca w polskiej debacie. Jak długo można jednocześnie oczekiwać ogromnej pomocy od Polski i nie liczyć się z jej wrażliwością wobec Wołynia oraz UPA?
Bogucki przesuwa winę za kryzys na stronę Kijowa
Zbigniew Bogucki, szef Kancelarii Prezydenta RP, w Porannej rozmowie RMF FM ocenił, że kryzys na linii Warszawa-Kijów nie wynika z decyzji prezydenta Karola Nawrockiego o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Jego zdaniem odpowiedzialność leży po stronie ukraińskiej, która zlekceważyła polską pamięć o ofiarach i wcześniejsze ustalenia z Warszawą. To ważne odwrócenie akcentów, bo w ukraińskiej narracji ciężar sporu często spada na polską decyzję o orderze.
Bogucki podkreślił, że kanały dyplomatyczne nadal działają, ale relacje są w złym stanie. Nie mówił więc o całkowitym zerwaniu rozmów, tylko o poważnym pogorszeniu atmosfery. Taki ton sugeruje, że Pałac Prezydencki chce zostawić drogę do dialogu, ale nie zamierza wycofywać się z twardego stanowiska historycznego.
Najmocniej wybrzmiała sprawa nadania ukraińskiej jednostce imienia Bohaterów UPA. Bogucki nazwał tę decyzję niedopuszczalną z punktu widzenia polskiej polityki historycznej i krzywdzącą dla pamięci ofiar rzezi wołyńskiej. Właśnie ten punkt ma tłumaczyć, dlaczego konflikt eksplodował tak gwałtownie.
„Oddają odznaczenia” i przypominają o polskiej pomocy
Bogucki zareagował także na postawę ukraińskich władz i polityków, którzy po decyzji Nawrockiego zaczęli oddawać polskie odznaczenia. W tym kontekście padły słowa o tym, że „oddają odznaczenia i wciąż wyciągają ręce po pomoc”. To krótka fraza, ale politycznie bardzo ostra, bo zestawia symboliczny protest Kijowa z realnym wsparciem, jakie Ukraina otrzymywała od Polski.
Szef Kancelarii Prezydenta RP zwrócił uwagę, że te same ręce, które lekką ręką zwracają ordery, wcześniej były wyciągnięte po wielomiliardową pomoc. Chodzi nie tylko o działania rządu, lecz także samorządów, organizacji pozarządowych i milionów zwykłych Polaków. Taki argument ma pokazać, że wdzięczność i szacunek nie są w tej sprawie pustymi hasłami.
Po decyzji Nawrockiego Zełenski odesłał Order Orła Białego, a w jego ślad poszli kolejni ukraińscy politycy, w tym gen. Kyryło Budanow. Bogucki odczytuje te gesty jako dowód braku wdzięczności wobec ogromnego polskiego wsparcia od początku rosyjskiej agresji. To oskarżenie może mocno wybrzmieć wśród Polaków, którzy realnie pomagali uchodźcom i wspierali Ukrainę finansowo lub organizacyjnie.
Pałac Prezydencki mówi o czasie na refleksję
Według Boguckiego strona polska dała Ukrainie czas na refleksję. Miały być próby kontaktów, także na poziomie prezydentów, ale Kijów nie wycofał się z kontrowersyjnej decyzji dotyczącej UPA. Ten element jest istotny, bo Pałac Prezydencki chce pokazać, że decyzja Nawrockiego nie była impulsem ani nagłym gestem wymierzonym w Ukrainę.
Szef Kancelarii Prezydenta zaznaczył, że Polska nie planowała eskalacji przed rocznicą wołyńską. W jego ocenie to działania ukraińskie sprowokowały kryzys i zmusiły Warszawę do reakcji. Jeśli taka interpretacja utrwali się w debacie publicznej, Kijów może mieć problem z przekonaniem Polaków, że to Polska niepotrzebnie zaostrza sytuację.
Bogucki wyraził też nadzieję, że decyzja o nazwie ukraińskiej jednostki nie była zaplanowana jako świadomy afront. Jednocześnie zasugerował, że gdyby była zaplanowana, świadczyłoby to jeszcze gorzej o intencjach Kijowa. To ostrożna, ale bardzo czytelna sugestia: Warszawa czeka na refleksję, ale nie zamierza traktować sprawy jak drobnej pomyłki.
Pomoc dla Ukrainy ma mieć granice pamięci
Od 2022 roku Polska udzieliła Ukrainie bezprecedensowego wsparcia militarnego, humanitarnego, medycznego i gospodarczego. Bogucki przypomina ten bilans nie po to, by kwestionować samą pomoc, lecz by pokazać, że wsparcie nie może oznaczać zgody na lekceważenie polskich ofiar. To jest sedno obecnego sporu: pomoc dla zaatakowanego państwa nie kasuje pamięci o Wołyniu.
W polskiej debacie coraz mocniej brzmi przekonanie, że prawdziwe partnerstwo musi obejmować także sferę pamięci i godności. Polacy mogą wspierać Ukrainę wobec Rosji, ale jednocześnie oczekiwać, że Kijów nie będzie gloryfikował symboli związanych z krzywdą polskiej ludności cywilnej. Bogucki wyraźnie wpisuje się w ten sposób myślenia.
Spór o ordery pokazuje, jak łatwo symboliczne gesty mogą przykryć praktyczne interesy obu państw. Ukraina potrzebuje Polski jako sojusznika, a Polska potrzebuje stabilnej Ukrainy wobec rosyjskiego zagrożenia. Jednak bez minimalnego porozumienia w sprawach historycznych każdy kolejny gest będzie odczytywany jak prowokacja.
Warszawa czeka na szacunek, nie tylko na rozmowy
Bogucki dał do zrozumienia, że Polska nie zaakceptuje lekceważenia swojej polityki historycznej. Jednocześnie nie zamknął drzwi do dialogu, bo kanały dyplomatyczne nadal działają. To oznacza, że obecny kryzys nie musi prowadzić do trwałego zerwania, ale wymaga od Kijowa ruchu, który zostanie w Polsce odczytany jako realny szacunek.
Najtrudniejsze jest to, że sama rozmowa może już nie wystarczyć. Po oddaniu orderów i ostrych wypowiedziach potrzeba będzie gestów, które pokażą, że ukraińska strona rozumie polską wrażliwość. Bez tego każdy apel o dalsze wsparcie będzie zestawiany z pytaniem o pamięć ofiar Wołynia.
Dlatego słowa Boguckiego są czymś więcej niż komentarzem do bieżącej awantury. To sygnał, że Pałac Prezydencki chce zdefiniować granice polskiej cierpliwości: pomoc Ukrainie tak, ale nie za cenę milczenia o UPA i nie za cenę udawania, że polskie ordery można oddawać bez politycznych konsekwencji.









