Gang miał wyłudzić miliony z tarczy covidowej. Policja zatrzymała 13 osób

Małopolscy policjanci uderzyli w grupę podejrzaną o wyłudzenie co najmniej 2,3 mln zł z programu Tarczy Finansowej Polskiego Funduszu Rozwoju. Sprawa dotyczy pieniędzy, które miały ratować firmy w czasie pandemii, a według śledczych trafiały do spółek istniejących tylko na papierze. Zatrzymano łącznie 13 osób.

Najważniejszą rolę w procederze mieli odgrywać dwaj bracia z Krakowa. Prokuratura prowadzi sprawę pod kątem oszustwa dotyczącego mienia znacznej wartości oraz paserstwa.

Pieniądze z tarczy miały trafiać do fikcyjnych spółek

Śledztwo prowadzone pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Krakowie obejmuje okres od maja 2020 roku do marca 2021 roku. To czas, w którym państwowe programy pomocowe miały chronić przedsiębiorców przed skutkami pandemicznego kryzysu. Według ustaleń śledczych część pieniędzy miała jednak trafić do podmiotów, które nie prowadziły realnej działalności gospodarczej.

Mechanizm miał opierać się na spółkach istniejących formalnie w Krajowym Rejestrze Sądowym. Na papierze mogły wyglądać jak normalne firmy, ale według śledczych w rzeczywistości nie prowadziły działalności. Mimo to miały służyć do składania wniosków o dotacje z tarczy finansowej.

Skala sprawy jest poważna, bo mowa o co najmniej 2,3 mln zł. To środki publiczne przeznaczone na pomoc w jednym z najtrudniejszych okresów dla gospodarki. Jeśli zarzuty się potwierdzą, pieniądze przewidziane dla realnie działających przedsiębiorców zostały wykorzystane przez osoby, które miały stworzyć sztuczny system do ich przejęcia.

Dwaj bracia z Krakowa pod lupą śledczych

Kluczową rolę w całym procederze mieli odgrywać dwaj bracia z Krakowa, obecnie w wieku 40 i 44 lat. Według ustaleń organów ścigania to oni mieli organizować składanie wniosków o dotacje dla spółek istniejących jedynie formalnie. Ten element sprawy pokazuje, że śledczy nie opisują pojedynczego błędu we wniosku, lecz zorganizowany mechanizm.

W proceder miały być zaangażowane również tzw. słupy. To osoby, które zgadzały się figurować jako prezesi zarządów spółek. W zamian miały zyskiwać możliwość korzystania z rachunków bankowych tych podmiotów.

Właśnie na konta takich firm miały wpływać nienależne środki z tarczy. Następnie pieniądze były ukrywane albo przekazywane dalej. Taki schemat jest szczególnie trudny dla śledczych, bo wymaga odtworzenia przepływów finansowych i ustalenia, kto faktycznie decydował o pieniądzach, a kto tylko użyczał nazwiska.

Zatrzymania po działaniach policjantów od przestępczości gospodarczej

Sprawą zajmowali się krakowscy policjanci z Wydziału do Walki z Przestępczością Ekonomiczną. Pod koniec maja oraz w czerwcu przeprowadzili działania, które doprowadziły do zatrzymań łącznie 13 podejrzanych. Zatrzymane osoby miały od 24 do 50 lat.

Podczas przeszukań mieszkań zabezpieczono urządzenia elektroniczne, pieniądze oraz mienie ruchome. Zabezpieczenie majątku ma znaczenie praktyczne, bo może posłużyć na poczet przyszłych kar oraz zwrotu wyłudzonych środków. W takich sprawach sama odpowiedzialność karna to jedno, ale równie ważne jest odzyskanie pieniędzy.

Siedmiu zatrzymanych usłyszało zarzuty dotyczące oszustwa w stosunku do mienia znacznej wartości. Pozostałym przedstawiono zarzuty związane z paserstwem. Taki podział pokazuje, że śledczy różnicują role poszczególnych osób w całym mechanizmie.

Dwa areszty i śledztwo, które może się rozszerzyć

Wobec większości podejrzanych zastosowano środki wolnościowe. Chodzi m.in. o dozór policyjny, poręczenia majątkowe oraz zakaz kontaktowania się. To standardowe narzędzia, które mają zabezpieczyć prawidłowy przebieg postępowania bez konieczności izolowania wszystkich zatrzymanych.

Dwaj podejrzani trafili jednak do tymczasowego aresztu. Decyzją Sądu Rejonowego dla Krakowa-Śródmieścia zostali aresztowani na trzy miesiące. To najmocniejszy środek zapobiegawczy wymieniony w tej sprawie i sygnał, że wobec tych osób sąd uznał izolację za konieczną.

Śledztwo ma charakter rozwojowy, a funkcjonariusze nie wykluczają kolejnych zatrzymań. To oznacza, że obecna lista podejrzanych może nie zamykać sprawy. Przy wyłudzeniach opartych na spółkach, rachunkach bankowych i przepływach pieniędzy kolejne ustalenia często pojawiają się dopiero po analizie zabezpieczonych dokumentów i elektroniki.

Pandemiczna pomoc wraca jako sprawa karna

Ta historia pokazuje, że programy pomocowe z czasu pandemii nadal mogą wracać w postępowaniach karnych. Tarcza finansowa miała być szybkim wsparciem dla firm, ale szybkie procedury zawsze niosą ryzyko nadużyć. Właśnie dlatego śledczy wracają dziś do wniosków, przelewów i spółek, które korzystały z publicznych pieniędzy.

Dla uczciwych przedsiębiorców takie sprawy są szczególnie bolesne. W czasie kryzysu wiele firm walczyło o przetrwanie, a każda złotówka pomocy mogła decydować o utrzymaniu miejsc pracy. Jeśli ktoś wykorzystywał fikcyjne podmioty do wyciągania pieniędzy z systemu, uderzał nie tylko w budżet państwa, ale też w zaufanie do całej pomocy publicznej.

Na razie mówimy o podejrzanych i zarzutach, a o winie zdecyduje sąd. Jedno jest jednak pewne: sprawa z Krakowa pokazuje, że rozliczanie pandemicznych pieniędzy jeszcze się nie skończyło. A kolejne zatrzymania, których nie wykluczają funkcjonariusze, mogą odsłonić szerszą sieć osób korzystających z tego samego mechanizmu.

Udostępnij to 👇