Posłanka KO miała ominąć dwuletnią kolejkę. Szpital w Żywcu odmówił rozliczenia z NFZ

Sprawa Małgorzaty Pępek uderza prosto w nerw każdego pacjenta czekającego miesiącami na badania. Posłanka Koalicji Obywatelskiej miała zostać przyjęta w Szpitalu w Żywcu po zaledwie trzech tygodniach, choć standardowy czas oczekiwania wynosił ponad dwa lata. Po kontroli placówka uznała naruszenie zasad i odmówiła rozliczenia badania z NFZ.

To kolejny medyczno-polityczny konflikt, w którym najważniejsze pytanie brzmi wyjątkowo prosto. Czy publiczna służba zdrowia działa według kolejki i potrzeb pacjenta, czy według znajomości, stanowisk i partyjnych kontaktów?

Trzy tygodnie zamiast ponad dwóch lat

Małgorzata Pępek, posłanka Koalicji Obywatelskiej z powiatu żywieckiego, miała w lutym 2025 roku zostać przyjęta na specjalistyczne badania w Szpitalu w Żywcu znacznie szybciej niż zwykli pacjenci. Według ujawnionych ustaleń od rejestracji do badania minęły zaledwie trzy tygodnie. Standardowa kolejka na takie świadczenie miała tymczasem wynosić ponad dwa lata.

Ten kontrast jest sednem całej sprawy. Dla pacjenta różnica między trzema tygodniami a ponad dwoma latami nie jest drobnym przesunięciem w grafiku, lecz może oznaczać szybszą diagnozę, szybsze leczenie i mniejszy strach o zdrowie. Dlatego każda informacja o polityku przyjętym poza kolejnością działa na opinię publiczną jak zapalnik.

Pomoc w szybkim zapisaniu miała zaoferować pracownica szpitala również związana z Koalicją Obywatelską. To właśnie ten element nadaje sprawie wymiar polityczny, bo nie chodzi wyłącznie o błąd administracyjny, ale o możliwe wykorzystanie relacji i znajomości w publicznej placówce. Gdy w tle jest szpital finansowany ze środków publicznych, takie podejrzenie wymaga szczególnie jasnego wyjaśnienia.

Szpital uznał naruszenie zasad i nie rozliczył badania

Wewnętrzna kontrola w Szpitalu w Żywcu miała potwierdzić naruszenie zasad równego dostępu do świadczeń zdrowotnych. To kluczowa informacja, bo oznacza, że sprawa nie zatrzymała się na medialnym oskarżeniu. Placówka sama przeanalizowała sytuację i uznała, że badanie nie powinno zostać potraktowane jak zwykłe świadczenie rozliczane z publicznych pieniędzy.

Dyrekcja poinformowała posłankę, że badanie nie zostanie rozliczone z Narodowego Funduszu Zdrowia. Taka decyzja jest mocnym sygnałem, bo szpital de facto odcina się od potraktowania tej wizyty jako prawidłowo przeprowadzonego świadczenia w kolejce. Dla pacjentów to ważne: placówka przyznała, że zasady równego dostępu zostały naruszone.

Sprawa nabiera ciężaru także dlatego, że dotyczy zdrowia, a nie przywileju w hotelu czy zaproszenia na wydarzenie. W ochronie zdrowia kolejka ma chronić przejrzystość i poczucie sprawiedliwości. Jeżeli ktoś może ją ominąć dzięki pomocy osoby z wewnątrz, zaufanie do całego systemu natychmiast pęka.

Posłanka tłumaczyła się obowiązkami i składkami

Małgorzata Pępek miała przyznać, że skorzystała z pomocy pracownicy szpitala. Tłumaczyła to obowiązkami poselskimi i brakiem czasu na samodzielne załatwianie formalności. Jednocześnie podkreślała, że opłaca składki i ma prawo do świadczeń, ale żałuje, że nie wybrała prywatnej opieki.

To tłumaczenie może jednak nie przekonać wielu pacjentów. Prawo do świadczeń ma każdy ubezpieczony, ale spór nie dotyczy samego prawa do badania, tylko sposobu dostania się na nie. Dla osób czekających po kilkanaście lub kilkadziesiąt miesięcy najboleśniejsze jest właśnie to, że ktoś z publiczną funkcją mógł otrzymać termin nieporównywalnie szybciej.

Po otrzymaniu pisma ze szpitala posłanka miała skierować do placówki liczne pytania i interpelacje. Według wewnętrznych relacji miało to utrudniać pracę i być odbierane jako forma odwetu, choć ten wątek wymaga ostrożnego traktowania. Pewne jest jednak, że zamiast szybkiego wyciszenia sprawy pojawił się kolejny konflikt między parlamentarzystką a publiczną instytucją.

Kolejny cios w zaufanie do publicznej ochrony zdrowia

Sprawa w Żywcu pojawia się w czasie, gdy opinia publiczna żyje już aferą w Szpitalu Południowym w Warszawie. Tam również padały zarzuty dotyczące uprzywilejowanego dostępu i politycznych powiązań. Dlatego przypadek posłanki KO łatwo wpisuje się w szerszy obraz, nawet jeśli każdą sprawę trzeba oceniać osobno.

Największy problem polega na tym, że pacjenci nie patrzą na takie historie jak na partyjne spory ekspertów od PR-u. Widzą własne skierowania, odległe terminy, telefony do rejestracji i kolejne miesiące oczekiwania. Gdy słyszą, że polityk mógł wejść szybciej, złość nie jest abstrakcyjna, tylko bardzo osobista.

Publiczna służba zdrowia może działać tylko wtedy, gdy ludzie wierzą, że zasady są takie same dla wszystkich. Jeżeli pojawia się podejrzenie osobnej ścieżki dla osób z politycznym zapleczem, nawet pojedynczy przypadek potrafi zniszczyć zaufanie do całej placówki. W Żywcu szpital uznał naruszenie zasad, co jeszcze mocniej pokazuje, że sprawa wymaga publicznej odpowiedzi.

Pacjenci zapamiętają nie tłumaczenia, lecz kolejkę

Polityczne konsekwencje tej historii mogą być poważne, bo dotykają codziennego lęku o zdrowie. Dwa lata oczekiwania na badanie to dla wielu osób ogromny ciężar, a trzy tygodnie dla posłanki brzmią jak świat z zupełnie innymi regułami. Nawet jeśli parlamentarzystka tłumaczy swoje zachowanie obowiązkami i prawem do świadczeń, opinia publiczna może zapamiętać przede wszystkim tę różnicę.

Koalicja Obywatelska musi liczyć się z tym, że kolejne historie ze szpitali będą budować obraz partii konfrontowanej z własnymi hasłami o równości i dostępności usług publicznych. Tu nie wystarczy powiedzieć, że każdy ma prawo do leczenia. Trzeba jeszcze przekonać ludzi, że nikt nie ma prawa przeskakiwać tych, którzy czekają zgodnie z zasadami.

Sprawa Małgorzaty Pępek zostawia więc po sobie jedno pytanie, które będzie wracało przy każdej podobnej aferze. Jeśli zwykły pacjent ma czekać ponad dwa lata, dlaczego osoba z politycznym statusem miała zostać przebadana po trzech tygodniach? Dopóki odpowiedź nie będzie jasna, trudno będzie odbudować zaufanie do kolejki, szpitala i całego systemu.

Udostępnij to 👇