Pellet znów drożeje latem. Hennig-Kloska mówi o boomie i wskazuje powód

Wielu Polaków chciało przygotować się do zimy wcześniej, ale właśnie ten ruch mógł podbić ceny pelletu. Minister Paulina Hennig-Kloska mówi o letnim boomie zakupowym po bardzo surowej zimie. Cena paliwa potrafi sięgać nawet 2100 zł za tonę, co dla domowych budżetów jest poważnym obciążeniem.

Rząd wskazuje na wcześniejsze zakupy, zamknięcie importu drewna z Białorusi i konieczność szukania nowych źródeł dostaw. W tle pojawia się też agropelet ze słomy, słonecznika i innych odpadów rolniczych. Dla rodzin ogrzewających dom pelletem najważniejsze pytanie brzmi jednak prosto: czy przed zimą będzie taniej.

Letni boom zamiast spokojnych zakupów

Według Pauliny Hennig-Kloski główną przyczyną obecnego wzrostu cen jest boom letni na pellet. Po bardzo surowej zimie wiele gospodarstw domowych nie chce czekać do jesieni i kupuje opał wcześniej.

Taki ruch jest zrozumiały z perspektywy rodzin, które boją się mrozów i pustych składów. Gdy jednak tysiące osób robi to jednocześnie, popyt rośnie gwałtownie, a cena idzie w górę.

Minister podkreśla, że jeśli nadchodząca zima będzie łagodniejsza, sytuacja na rynku powinna się unormować. To jednak warunek, na który konsumenci nie mają żadnego wpływu.

Tona potrafi kosztować 2100 zł

Obecnie cena pelletu sięga nawet 2100 zł za tonę. Minister zaznacza, że jest on około 30 procent tańszy niż w szczycie sezonu zimowego, ale dla wielu rodzin to nadal bardzo wysoka kwota.

Problem polega na tym, że na sezon grzewczy często potrzeba kilku ton. Jednorazowy zakup oznacza więc wydatek liczony nie w setkach, lecz w tysiącach złotych.

Pellet zyskał popularność jako czystsze i efektywne paliwo stałe. Pomógł w tym program „Czyste Powietrze”, który wspierał wymianę starych pieców na nowoczesne kotły pelletowe.

Rząd stawia na import i agropelet

Advertisement

Hennig-Kloska wskazuje dwa główne kierunki działań: poszukiwanie nowych rynków importu oraz rozwój produkcji agropeletu. Rząd nie planuje bezpośredniej interwencji w produkcję drewna, ale chce dywersyfikować dostawy.

Agropelet może być produkowany ze słomy, słonecznika i innych odpadów rolniczych. Według minister jego produkcję można uruchomić szybciej niż w przypadku tradycyjnego pelletu drzewnego.

To rozwiązanie ma zmniejszać zależność od importu i zwiększać podaż na rynku. Jeśli rzeczywiście zadziała, mogłoby w kolejnych latach stabilizować ceny.

Zima pokaże, czy uspokojenie było realne

Minister nie podała dokładnych prognoz cenowych na sezon 2026/2027. Wskazała jedynie, że przy łagodniejszej zimie sytuacja powinna wrócić do normy.

Dla gospodarstw domowych taka odpowiedź może być niewystarczająca. Ludzie kupują pellet teraz, bo nie chcą ryzykować, że jesienią będzie jeszcze drożej albo zabraknie towaru.

Rynek pelletu stał się więc testem zaufania do państwa i dostępności opału. Jeśli ceny utrzymają się na wysokim poziomie, hasło o letnim boomie nie wystarczy rodzinom, które będą musiały ogrzać dom.

Advertisement

Udostępnij to 👇