Roman Giertych po raz kolejny zakwestionował status Karola Nawrockiego, odwołując się do wyroku TSUE. Poseł Koalicji Obywatelskiej stwierdził, że Nawrocki pełni funkcję prezydenta, ale nim nie jest. To jedno zdanie wystarczyło, by na nowo rozpalić spór o wybory, Sąd Najwyższy i granice politycznego ataku.
W centrum argumentacji Giertycha znalazł się brak uchwały Sądu Najwyższego o ważności wyborów prezydenckich. Polityk twierdzi, że zaprzysiężenie miało przez to nieusuwalną wadę. Dla jego przeciwników to kolejna próba podważania mandatu głowy państwa, dla zwolenników część szerszej debaty o praworządności.
Wyrok TSUE stał się politycznym paliwem
Punktem wyjścia był czwartkowy wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej dotyczący statusu sędziów Sądu Najwyższego i możliwości podważania orzeczeń w przypadku wadliwego powołania.
Roman Giertych odniósł tę logikę do sprawy Karola Nawrockiego. W mediach społecznościowych zasugerował, że skoro nie było skutecznego stwierdzenia ważności wyborów przez Sąd Najwyższy, to zaprzysiężenie obciążone jest wadą.
To bardzo mocna interpretacja, bo dotyka samego fundamentu urzędu prezydenta. Nie jest to już zwykła krytyka polityczna, lecz spór o prawny status najważniejszej osoby w państwie.
„Pełni funkcję, ale nie jest prezydentem”
Najgłośniejsze stało się zdanie Giertycha, że Nawrocki pełni funkcję prezydenta, ale nim nie jest. Taki komunikat został natychmiast odebrany jako frontalny atak na głowę państwa.
Poseł KO podkreślił przy tym, że nie popiera znieważania kogokolwiek, w tym Nawrockiego. Jednocześnie wskazywał, że takie wypowiedzi nie powinny podlegać odpowiedzialności karnej, skoro jego zdaniem status urzędu jest wadliwy.
Ta konstrukcja tylko zaostrzyła spór. Giertych próbuje rozdzielić osobę od funkcji, ale politycznie jego słowa brzmią jak podważenie całego urzędu.
Sąd Najwyższy w centrum konfliktu
Według Giertycha Konstytucja wymaga stwierdzenia ważności wyborów przez Sąd Najwyższy. Brak takiego stwierdzenia ma być w jego ocenie kluczowy dla oceny zaprzysiężenia.
Polityk przypomniał wcześniejsze spory o status izb Sądu Najwyższego i wadliwe powołania sędziów. Następnie przeniósł ten argument na procedurę wyborczą.
To pokazuje, jak spór o sądownictwo rozlał się na kolejne instytucje państwa. Każdy wyrok europejskiego trybunału staje się natychmiast narzędziem w krajowej walce politycznej.
Spór nie skończy się jednym wpisem
Reakcje na słowa Giertycha są przewidywalnie ostre. Jedna strona widzi w nich konsekwentną obronę praworządności, druga próbę delegitymizacji prezydenta i destabilizacji państwa.
Stawką jest zaufanie do procedur
Największe znaczenie ma jednak to, że podobne wypowiedzi będą wracać. Jeśli status Nawrockiego stanie się stałym tematem politycznej wojny, każdy akt prezydenta może być komentowany nie tylko merytorycznie, ale także pod kątem ważności urzędu.
To spór o wiele większy niż personalny atak. Dotyczy tego, czy państwo potrafi zamknąć procedurę wyborczą w sposób akceptowany przez obie strony politycznej sceny.









