Miały być zdrowsze od cukru. Lekarz wskazał dodatki, których sam by nie tknął

Produkty oznaczane jako fit, sugar-free albo light często mają dawać poczucie bezpiecznego wyboru. Lekarz Tarek Pacha ostrzega jednak przed dodatkami, które dla wielu konsumentów brzmią niewinnie, a jego zdaniem mogą mocno obciążać organizm. Na liście znalazły się poliole, dwutlenek tytanu i kwas cytrynowy.

Najbardziej uderza to, że mowa o substancjach spotykanych w produktach kojarzonych ze zdrowym stylem życia. Zamiast cukru pojawia się obietnica mniejszej liczby kalorii, ale jelita, serce czy zęby mogą reagować zupełnie inaczej. Lekarz mówi ostro, bo chce, żeby konsumenci czytali etykiety, a nie same hasła z frontu opakowania.

Fit etykieta nie zawsze oznacza bezpieczny skład

Dr Tarek Pacha wskazał trzy grupy składników, których jako lekarz sam unika. Chodzi o alkohole cukrowe, czyli poliole, dwutlenek tytanu oraz kwas cytrynowy.

Poliole pojawiają się w produktach bez cukru, batonach proteinowych, gumach, deserach i żywności reklamowanej jako fit. Do tej grupy należą między innymi ksylitol, erytrol i sorbitol.

Ich przewaga marketingowa jest oczywista: mają mniej kalorii i pozwalają pisać na opakowaniu, że produkt nie zawiera tradycyjnego cukru. Problem zaczyna się wtedy, gdy organizm reaguje na nie znacznie gorzej, niż sugeruje reklama.

Jelita mogą mocno zaprotestować

Według ostrzeżeń lekarza poliole mogą fermentować w przewodzie pokarmowym. U wielu osób skutkiem są wzdęcia, gazy, biegunki i bardzo nieprzyjemne dolegliwości jelitowe.

W źródłowym opisie pojawia się także wątek erytrolu i możliwego związku ze zwiększonym ryzykiem zdarzeń sercowo-naczyniowych. To szczególnie ważne, bo konsumenci często traktują taki zamiennik cukru jako automatycznie lepszy wybór.

Lekarz zwraca też uwagę na mężczyzn i możliwe konsekwencje dla układu krążenia. Jeśli substancja wpływa na naczynia, problem nie kończy się na brzuchu i może odbijać się na ogólnej sprawności organizmu.

Dwutlenek tytanu i kwas cytrynowy pod lupą

Advertisement

Drugi składnik to dwutlenek tytanu. W przekazie lekarza pojawia się informacja, że Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności uznał go za niebezpieczny, a substancja została wycofana z żywności w Unii Europejskiej.

Trzecim elementem jest kwas cytrynowy. Choć wielu osobom kojarzy się z czymś naturalnym, lekarz ostrzega przed jego wpływem na pęcherz i zęby, zwłaszcza przy regularnym kontakcie.

Najważniejszy mechanizm jest podobny we wszystkich przypadkach. Składnik może brzmieć technicznie albo niewinnie, ale dopiero realna reakcja organizmu pokazuje, czy produkt faktycznie jest lepszy od klasycznej wersji.

Najprostsza obrona to etykieta

Popularność sztucznych dodatków wynika z prostego pragnienia: jeść słodko i nie płacić za to kaloriami. Producenci świetnie to rozumieją, dlatego hasła o braku cukru trafiają na przód opakowania.

Lekarze przypominają jednak, że prawdziwa informacja jest z tyłu, w składzie. To tam widać, czy produkt opiera się na poliolach, barwnikach, regulatorach kwasowości i substancjach, których organizm może nie tolerować.

Nie każdy musi reagować tak samo, ale ślepa wiara w napis „fit” jest ryzykowna. Jeśli po takich produktach pojawiają się objawy z jelit, warto potraktować je jak sygnał ostrzegawczy, a nie przypadek.

Advertisement

Udostępnij to 👇