Polska gospodarka nadal ma rosnąć, ale najnowsze prognozy nie dają już komfortu szybkiego rozpędu znanego z poprzednich lat. Raport przygotowany przez rekordową grupę 56 ekspertów wskazuje, że tempo wzrostu PKB może stopniowo słabnąć. Najniższy wynik w prognozie przypada na 2029 rok.
To nie jest zapowiedź załamania, lecz ostrzeżenie przed wolniejszym rozwojem. Słabsza dynamika może dotknąć konsumpcji, wynagrodzeń i inwestycji, a w tle coraz mocniej widać demografię oraz problem niewystarczającej innowacyjności.
Eksperci nie widzą katastrofy, ale koniec łatwego rozpędu
Siedemnasta edycja raportu „Makroekonomiczne wyzwania i prognozy dla Polski” została przygotowana przez rekordową grupę 56 ekspertów. Dokument opisuje perspektywy krajowej gospodarki w kolejnych latach. Autorzy nie przewidują gospodarczego załamania, ale wskazują na trend, który może być dla Polski bardzo niewygodny.
Chodzi o stopniową utratę tempa wzrostu. Przez lata szybki rozwój był jednym z głównych atutów polskiej gospodarki i pozwalał nadrabiać dystans wobec bogatszych państw. Jeżeli dynamika zacznie wyraźnie słabnąć, kraj nadal będzie się rozwijał, ale wolniej niż społeczeństwo i biznes mogłyby oczekiwać.
Raport koncentruje się na kluczowych wskaźnikach makroekonomicznych. To one mają wyznaczać kierunek zmian w najbliższych latach. W obrazie przedstawionym przez ekspertów jest miejsce na stabilność, ale nie ma już łatwego optymizmu.
PKB ma rosnąć coraz wolniej
Prognozy pokazują dodatni wzrost produktu krajowego brutto, ale z malejącą dynamiką. W 2026 roku wzrost PKB szacowany jest na 3,53 procent. Rok później tempo ma spaść do 2,99 procent.
W 2028 roku prognozowany wynik wynosi 2,85 procent. Najsłabszy rezultat w przedstawionym okresie przypada na 2029 rok, gdy wzrost gospodarczy może wynieść 2,63 procent. To nadal wzrost, ale wyraźnie słabszy niż wynik oczekiwany w 2026 roku.
Prognozy zostały przygotowane przy założeniu braku poważnych globalnych kryzysów. To ważne zastrzeżenie. Jeżeli światowa gospodarka zostałaby uderzona przez nowe turbulencje, krajowe wyniki mogłyby wyglądać gorzej. Raport pokazuje więc scenariusz stopniowego hamowania nawet bez dodatkowego dużego wstrząsu.
Wolniejszy wzrost może być odczuwalny w portfelach
Eksperci wskazują, że słabszy rozwój nie ograniczy się wyłącznie do wskaźnika PKB. Wolniejsze ma być także tempo konsumpcji, która przez lata była jednym z motorów wzrostu. Jeżeli gospodarstwa domowe będą wydawać ostrożniej, przedsiębiorstwa mogą odczuć to w sprzedaży.
Mniejszej dynamiki można spodziewać się również w przypadku wynagrodzeń. To szczególnie ważne społecznie, bo szybki wzrost płac był jednym z czynników poprawiających poczucie bezpieczeństwa finansowego wielu rodzin. Wolniejsze tempo podwyżek może zmienić oczekiwania pracowników i nastroje konsumentów.
Raport zwraca także uwagę na inwestycje. Ich poziom ma pozostawać zbyt niski, aby skutecznie wzmacniać potencjał gospodarki. Bez mocniejszych inwestycji trudniej zwiększać produktywność, wprowadzać nowe technologie i budować przewagi na bardziej wymagających rynkach.
Inflacja i bezrobocie wyglądają spokojniej
W dokumencie pojawiają się również bardziej optymistyczne elementy. Inflacja ma utrzymywać się na relatywnie niskim poziomie. Podobnie wygląda sytuacja z bezrobociem, które również nie jest przedstawiane jako główne zagrożenie w prognozowanym okresie.
To ważne, bo stabilny rynek pracy i umiarkowana inflacja mogą łagodzić skutki wolniejszego wzrostu. Gospodarka hamująca przy niskim bezrobociu wygląda inaczej niż gospodarka wpadająca w kryzys z masową utratą miejsc pracy. Raport nie kreśli więc czarnego scenariusza.
Problem polega na czymś innym. Jeżeli Polska ma nadal doganiać bogatsze kraje, sam dodatni wzrost może nie wystarczyć. Potrzebne jest tempo, które pozwala zwiększać zamożność szybciej niż konkurenci. Stopniowe hamowanie może utrudniać ten proces.
Demografia zaczyna mocno ciążyć gospodarce
Koordynator prac nad raportem dr Marcin Mrowiec podkreśla, że problemem nie jest sam fakt dodatniego wzrostu, lecz jego stopniowe osłabianie. Ekspert wiąże ten trend przede wszystkim z niekorzystnymi zmianami demograficznymi. Coraz mniejsza liczba osób pracujących ogranicza możliwości dalszego przyspieszania gospodarki.
Demografia działa powoli, ale bardzo konsekwentnie. Jeżeli na rynku pracy jest mniej osób, firmom trudniej się rozwijać, a system finansów publicznych staje przed rosnącą presją. Starzenie się społeczeństwa wpływa także na popyt, usługi publiczne i strukturę wydatków państwa.
To nie jest problem, który da się rozwiązać jedną decyzją. Wymaga długofalowej polityki dotyczącej rynku pracy, produktywności, migracji, aktywności zawodowej i technologii. Raport pokazuje, że bez takich działań Polska może wchodzić w okres wolniejszego rozwoju.
Innowacje zdecydują, czy Polska zostanie podwykonawcą
Dr Mrowiec zwraca uwagę na znaczenie inwestycji i innowacyjności. Według niego kraj powinien mocniej wspierać rozwój produktów i usług o wysokiej wartości dodanej. To oznacza przejście od prostszego modelu wzrostu do gospodarki, która zarabia więcej na wiedzy, technologii i własnych markach.
Ekspert wskazuje, że polskie firmy powinny częściej budować własne przewagi konkurencyjne. Nie mogą ograniczać się do roli podwykonawców w międzynarodowych strukturach, jeśli większa część zysków ma zostawać w kraju. Ten wątek jest kluczowy, bo dotyczy miejsca Polski w globalnym łańcuchu wartości.
Raport nie mówi więc tylko o kilku liczbach PKB. Pokazuje ostrzeżenie przed modelem, który może przestać wystarczać. Polska nadal ma rosnąć, ale jeżeli chce utrzymać ambicje doganiania bogatszych państw, musi znaleźć nowy impuls: więcej inwestycji, więcej innowacji i więcej własnej wartości dodanej.









