Telefony w szkołach znów stały się politycznym polem minowym. Rząd Donalda Tuska szykuje przepisy, które mają dać szkołom jasną podstawę do ograniczania korzystania ze smartfonów. Problem w tym, że kilka lat temu podobny kierunek kojarzony z Przemysławem Czarnkiem był przez polityków Koalicji Obywatelskiej ostro wyśmiewany.
Barbara Nowacka przekonuje dziś, że podejście zmieniło się przez nowe badania i doświadczenia dotyczące wpływu smartfonów na dzieci i młodzież. Pojawił się jednak dodatkowy kłopot: minister edukacji stwierdziła, że nie pamięta, by Czarnek proponował takie rozwiązanie. W sieci wróciło nagranie, które stawia tę sprawę w zupełnie innym świetle.
Szkoły mają dostać nowe narzędzie
Ministerstwo Edukacji Narodowej przygotowuje przepisy dotyczące korzystania z telefonów w szkołach podstawowych. Według zapowiedzi regulacje mają dać placówkom jasne podstawy prawne do ograniczania używania smartfonów przez uczniów.
Nie chodzi jednak o prosty zakaz bez wyjątków. W planowanych rozwiązaniach mają pozostać sytuacje, w których telefon może być potrzebny z powodów zdrowotnych albo wykorzystywany podczas zajęć w celach edukacyjnych.
To ważny szczegół dla rodziców i dyrektorów. Szkoły od lat mierzą się z pytaniem, czy smartfon jest narzędziem, zagrożeniem dla koncentracji, czy jedyną szybką drogą kontaktu ucznia z domem.
Nowacka tłumaczy, skąd zmiana podejścia
Barbara Nowacka odniosła się do zarzutów o polityczną niekonsekwencję. Szefowa resortu edukacji przekonuje, że obecne stanowisko wynika przede wszystkim z nowych badań i doświadczeń związanych z wpływem smartfonów na rozwój dzieci i młodzieży.
Taka argumentacja ma pokazać, że rząd nie robi prostego zwrotu dla politycznego efektu. Ministerstwo chce oprzeć zmiany na aktualnej wiedzy i rosnącej skali problemów, które szkoły obserwują na co dzień.
Jednocześnie Nowacka stwierdziła, że nie pamięta, by Przemysław Czarnek proponował podobne rozwiązanie. To zdanie wywołało reakcję, bo przeciwnicy rządu natychmiast przypomnieli wcześniejsze wypowiedzi polityków Koalicji Obywatelskiej.
Dawne nagranie wróciło w najgorszym momencie
W debacie przypomniano film Aleksandry Gajewskiej z Koalicji Obywatelskiej. Posłanka miała w nim kpić, że pomysł Czarnka oznacza powrót do XIX wieku.
Ten stary film zmienił polityczną temperaturę dyskusji. To, co wcześniej miało być symbolem zacofania, dziś pojawia się jako rozwiązanie przygotowywane przez rząd, który tworzą przeciwnicy poprzedniej władzy.
Właśnie dlatego temat telefonów w szkołach wyszedł poza zwykłą rozmowę o regulaminach. Stał się pytaniem o konsekwencję polityków, którzy jednego dnia wyśmiewają pomysł rywali, a po latach sami idą w podobnym kierunku.
Rodzice i uczniowie czekają na szczegóły
MEN zapowiada, że szczegóły proponowanych regulacji zostaną przedstawione w najbliższych miesiącach. Niewykluczone, że nowe przepisy mogłyby wejść w życie już od początku kolejnego roku szkolnego.
Zwolennicy ograniczeń wskazują, że telefony rozpraszają uczniów i utrudniają naukę. Przeciwnicy podnoszą z kolei prawo do kontaktu z rodzicami oraz potrzebę uczenia odpowiedzialnego korzystania z technologii zamiast wprowadzania całkowitych blokad.
Największe napięcie dopiero przed szkołami i rodzicami. Jeżeli przepisy wejdą w życie, każda placówka będzie musiała znaleźć praktyczny sposób na pogodzenie dyscypliny, bezpieczeństwa, wyjątków zdrowotnych i realnego życia uczniów, którzy od smartfonów są już przyzwyczajeni niemal na stałe.









