Afera wokół Warszawskiego Szpitala Południowego przestała być wyłącznie sprawą jednej placówki. Najnowszy sondaż United Surveys by IBRiS pokazuje, że duża część Polaków widzi w niej problem polityczny dla całego rządu Donalda Tuska. Najwięcej badanych wskazuje wprawdzie władze szpitala, ale różnica jest zaskakująco mała.
To oznacza, że sprawa wysokich zarobków młodego lekarza, doniesień o szybkiej ścieżce dla polityków KO i saloniku VIP zaczyna żyć własnym politycznym życiem. A dla obozu rządzącego takie liczby są ostrzeżeniem.
Najwięcej wskazań na szpital, ale rząd tuż za nim
Respondenci badania United Surveys by IBRiS zostali zapytani, kogo politycznie obciąża afera w Szpitalu Południowym. Najczęściej wybieraną odpowiedzią były wyłącznie władze szpitala. Tak wskazało 36 proc. ankietowanych.
Niewiele mniej osób uznało jednak, że odpowiedzialność ponosi cały rząd Donalda Tuska. Taką odpowiedź wybrało 33,4 proc. badanych. To kluczowy wynik, bo pokazuje, że sprawa nie zamyka się w murach placówki ani w warszawskim samorządzie.
Odpowiedzialność władz Warszawy wskazało 17,4 proc. uczestników badania. Znacznie niższe wyniki uzyskały odpowiedzi dotyczące konkretnych polityków lub struktur: 3,4 proc. wskazało wyłącznie minister zdrowia Jolantę Sobierańską-Grendę, a 2,7 proc. lokalne struktury Koalicji Obywatelskiej. Niezdecydowanych było 7,1 proc.
Sprawa zaczęła się od Kacprzyka i SOR-u
Afera wokół Szpitala Południowego w Warszawie zaczęła się od informacji o wysokich zarobkach 28-letniego lekarza bez specjalizacji, Dawida Kacprzyka. Były już działacz KO pełnił funkcję koordynatora SOR-u. Ten wątek od razu wywołał pytania o mechanizmy awansu i zarządzania placówką.
Później pojawiły się doniesienia o istnieniu szybkiej ścieżki dla polityków Koalicji Obywatelskiej oraz ich rodzin. Opisywano także dostęp do saloniku VIP. Właśnie te elementy sprawiły, że sprawa zaczęła być odbierana nie tylko jako problem kadrowy, lecz jako potencjalna patologia powiązana z polityką.
Politycy KO próbują ograniczać skalę politycznych strat. Donald Tusk zapowiedział kontrolę NIK i sugerował, że podobne praktyki mogą występować w wielu miejscach. Rafał Trzaskowski odwołał zarząd szpitala i zapowiedział zmiany w radzie nadzorczej, jednocześnie twierdząc, że o nieprawidłowościach nie wiedział.
Opozycja widzi winę rządu, wyborcy koalicji bronią szpitalnej wersji
Najmocniejsze różnice widać po rozbiciu wyników na elektoraty. Wśród sympatyków koalicji rządzącej dominuje przekonanie, że odpowiedzialność ponoszą wyłącznie władze szpitala. Tak odpowiedziało 64 proc. badanych z tej grupy.
Tylko 7 proc. wyborców obozu rządowego uznało, że sprawa obciąża cały rząd. To pokazuje, że elektorat koalicji w dużej mierze przyjmuje narrację ograniczającą odpowiedzialność do placówki. Dla rządu to ważna linia obrony, ale niekoniecznie wystarczająca poza własnym zapleczem.
Wśród wyborców opozycji sytuacja jest odwrotna. Aż 67 proc. uważa, że polityczna odpowiedzialność spoczywa na całym rządzie Donalda Tuska. Jedynie 14 proc. wskazuje wyłącznie na władze placówki, co pokazuje, że dla opozycyjnego elektoratu afera stała się symbolem szerszego problemu władzy.
Niezdecydowani patrzą bardziej na Warszawę
Najbardziej zróżnicowane odpowiedzi pojawiły się wśród osób niezdecydowanych oraz nieuczestniczących w wyborach. W tej grupie najwięcej respondentów, 32 proc., wskazało odpowiedzialność władz Warszawy. To może być szczególnie niepokojące dla Rafała Trzaskowskiego i stołecznego ratusza.
Drugą najczęściej wybieraną odpowiedzią w tej grupie były wyłącznie władze szpitala, wskazane przez 28 proc. badanych. Aż 26 proc. przyznało, że nie ma wyrobionej opinii. To oznacza, że ta część opinii publicznej wciąż może zmieniać zdanie w zależności od kolejnych informacji.
W tle pozostają ustalenia, że sygnały o patologiach miały docierać do ratusza już latem 2025 roku. Jeśli ten wątek będzie dalej wracał, odpowiedzialność władz Warszawy może stać się dla części wyborców bardziej oczywista. Na razie sondaż pokazuje, że sprawa jest politycznie otwarta.
Metodologia i polityczny koszt afery
Badanie United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski przeprowadzono 19-20 czerwca 2026 roku na próbie 1000 osób. Błąd oszacowania wynosi 3 proc., a próg ufności 0,95. Zastosowano metodę mieszaną: online oraz telefoniczne standaryzowane wywiady kwestionariuszowe CAWI/CATI.
Najważniejszy wniosek jest dla rządu niewygodny: 33,4 proc. wskazań na cały gabinet Tuska to bardzo dużo jak na sprawę, którą politycy KO chcieliby zamknąć w granicach jednego szpitala. Jeśli pojawią się kolejne ustalenia o szybkiej ścieżce, saloniku VIP albo wcześniejszych sygnałach do ratusza, wynik może jeszcze bardziej ciążyć obozowi władzy. Afera medyczna zaczyna wyglądać jak polityczny test wiarygodności.









