Ewa Zajączkowska-Hernik mocno weszła w spór o polskie ordery zwracane przez ukraińskich polityków. Europosłanka Konfederacji zapytała, czy skoro odznaczenia wracają do Polski, to podobnie będzie z pomocą, pieniędzmi i sprzętem wojskowym. Jej wpis błyskawicznie przeniósł dyskusję z symboli na konkretne koszty ponoszone przez Polskę.
To jedno z najostrzejszych pytań w całej awanturze po decyzji Karola Nawrockiego. W tle są Order Orła Białego, Wołodymyr Zełenski, nazwa jednostki Bohaterów UPA i rosnące zmęczenie części polskiej opinii publicznej.
Ordery wracają, więc padło pytanie o pomoc
Ewa Zajączkowska-Hernik, europosłanka Konfederacji, odniosła się do fali zwracania polskich odznaczeń przez ukraińskich polityków. Zapytała, czy politycy oddający ordery, których jej zdaniem nigdy nie powinni byli otrzymać, zwrócą także pomoc otrzymaną od Polski. To pytanie zadziałało mocno, bo uderza w samą logikę demonstracyjnego oddawania wyróżnień.
Wcześniej Karol Nawrocki ogłosił odebranie Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu. Order został przyznany prezydentowi Ukrainy przez Andrzeja Dudę w 2023 roku. Decyzja Nawrockiego była konsekwencją nadania przez Zełenskiego imienia Bohaterów UPA ukraińskiej jednostce wojskowej.
W sobotę Zełenski przekazał, że odesłał Order Orła Białego. Później pojawiły się kolejne gesty: z polskich odznaczeń rezygnowali albo zapowiadali rezygnację inni ukraińscy politycy. Właśnie w tym momencie Zajączkowska-Hernik postawiła pytanie, czy symboliczny protest obejmie również realne zasoby przekazane Ukrainie.
Europosłanka mówi o pieniądzach, sprzęcie i Starlinkach
Zajączkowska-Hernik zasugerowała, że ukraińscy politycy mogliby „pójść za ciosem” i razem z orderami oddać także polskie pieniądze oraz sprzęt wojskowy. W jej wpisie pojawił się również wątek wielomiliardowej unijnej pożyczki spłacanej wraz z odsetkami. Do tego dołożyła pytanie o płacenie za Starlinki z własnych środków.
To celowo ostra retoryka, ale jej sens jest czytelny. Europosłanka chce pokazać kontrast między publicznym oddawaniem odznaczeń a korzystaniem z pomocy, którą Polska i Polacy przekazali Ukrainie po wybuchu wojny. W takim ujęciu ordery są symbolem, a sprzęt i pieniądze stają się rachunkiem za polityczną niewdzięczność.
Wpis nie był tylko komentarzem do Zełenskiego. Zajączkowska-Hernik wymieniła ukraińskich polityków zwracających polskie odznaczenia i uderzyła w cały mechanizm protestu. Jej przekaz sprowadza się do pytania, czy gest sprzeciwu ma być pełny, czy kończy się tam, gdzie zaczynają się realne koszty.
„Przywykli, że można na nas pluć”
Najostrzejsza część stanowiska europosłanki dotyczyła poczucia upokorzenia Polski w relacjach z Ukrainą. Zajączkowska-Hernik stwierdziła, że ukraińska strona przywykła do sytuacji, w której można obrażać Polaków, a Polska dalej będzie udawać, że nic się nie stało. W ten sposób spór o ordery zamieniła w zarzut wobec całej dotychczasowej polityki wobec Kijowa.
Polityk Konfederacji pisała także o „antypolskiej bezczelności”, atakach i wygrażaniu po reakcji polskich władz. Jej zdaniem decyzja Nawrockiego była odpowiedzią na nadanie siłom zbrojnym Ukrainy imienia Bohaterów UPA. W tym ujęciu polski prezydent nie rozpoczął konfliktu, lecz zareagował na wcześniejszy ruch ukraińskiej strony.
W sprawie pojawił się także Dmytro Jarosz, dowódca Ukraińskiej Armii Ochotniczej, który według relacjonowanego wpisu miał obrażać polskich polityków. To dodatkowo zaostrzyło ton wypowiedzi Zajączkowskiej-Hernik. Jej reakcja miała pokazać, że nie chodzi już tylko o odznaczenia, ale o granice języka używanego wobec Polski.
Uderzenie także w polityków Tuska
Europosłanka Konfederacji skrytykowała nie tylko ukraińskich polityków. Uderzyła również w polityków związanych z Donaldem Tuskiem, zarzucając im obronę Zełenskiego i atakowanie polskiego prezydenta. To przenosi spór o ordery na krajową scenę polityczną.
Zajączkowska-Hernik oceniła, że część polskich polityków zachowuje się tak, jakby Ukraina po odebraniu orderu mogła na złość Polsce przestać walczyć z Rosją. Ten argument ma wyśmiać przekonanie, że Warszawa nie może reagować ostro, bo każda reakcja zaszkodzi relacjom z Kijowem. W jej wersji to właśnie taka ostrożność doprowadziła do uległości wobec Ukrainy.
Najmocniej wybrzmiało stwierdzenie, że kraj pogrążony w wojnie, który wiele zawdzięcza Polsce, traktuje ją jak popychadło. To brutalny język, ale dobrze oddaje emocje części wyborców Konfederacji. Sprawa orderów stała się dla nich dowodem, że dotychczasowy model relacji z Ukrainą wymaga ostrej korekty.
Symboliczny gest zamienił się w rachunek
Zwracanie polskich odznaczeń przez ukraińskich polityków miało być gestem solidarności z Zełenskim. Wypowiedź Zajączkowskiej-Hernik odwraca jednak sens tej demonstracji i pyta o konsekwencję: jeśli ktoś oddaje symbole, czy powinien oddać także to, co miało realną wartość wojskową i finansową. To pytanie jest politycznie niewygodne, bo dotyka pomocy, o której przez długi czas mówiono głównie językiem solidarności.
Dla jednych będzie to mocna obrona polskiej godności, dla innych niebezpieczne podważanie wsparcia dla Ukrainy w czasie wojny. Nie da się jednak ukryć, że po decyzji Nawrockiego i reakcji ukraińskich polityków ta debata przestała być grzeczna. Zajączkowska-Hernik nazwała emocje, które wcześniej narastały po cichu: czy Polska może pomagać bez końca, jeśli w zamian słyszy ataki i widzi demonstracyjne odsyłanie orderów.









