Konferencja po podpisaniu polsko-niemieckiej umowy obronnej miała dotyczyć bezpieczeństwa i współpracy wojskowej. Wystarczyło jednak pytanie reportera TV Republika o pobicie Polaków przez niemiecką policję w Berlinie, by napięcie natychmiast eksplodowało. Władysław Kosiniak-Kamysz odpowiedział ostro i zarzucił stacji budowanie atmosfery, która jego zdaniem nie przystoi dbaniu o bezpieczeństwo.
W tle tej wymiany są bardzo poważne wydarzenia: próba upamiętnienia polskich ofiar II wojny światowej, symboliczny krzyż, interwencja niemieckiej policji i osoby, które miały trafić do szpitala. Dlatego sprawy nie da się sprowadzić do medialnej pyskówki. To polityczny spór o pamięć, bezpieczeństwo i granice publicznego protestu.
Umowa z Niemcami i nagłe pytanie o Berlin
Władysław Kosiniak-Kamysz i Boris Pistorius podpisali w Warszawie nową dwustronną umowę o współpracy obronnej Polski i Niemiec. Dokument dotyczy między innymi wspólnych ćwiczeń, rozwoju infrastruktury, cyberbezpieczeństwa oraz współpracy na Bałtyku.
MON wskazało, że porozumienie ma określać nowe i aktualne ramy wzajemnej współpracy w sprawach obronności. Resort przedstawił je jako inicjatywę porządkującą bieżącą współpracę operacyjną w realiach bezpieczeństwa Europy Środkowo-Wschodniej.
Politycznie konferencja miała więc pokazywać wspólny front Warszawy i Berlina. Ten obraz został jednak natychmiast zderzony z pytaniem o wydarzenia, które dzień wcześniej miały rozegrać się w pobliżu niemieckiego parlamentu.
Krzyż przy miejscu pamięci i interwencja niemieckiej policji
Członkowie Ruchu Obrony Granic przybyli do Berlina w miejsce głazu ustawionego w pobliżu Bundestagu, który ma upamiętniać polskie ofiary II wojny światowej. Chcieli postawić tam symboliczny krzyż, ale niemiecka policja nie zgodziła się na taką formę działania.
Według relacjonowanych wydarzeń po odśpiewaniu Roty uczestnicy ruszyli z krzyżem w kierunku miejsca pamięci ofiar Niemców z czasu II wojny światowej. Wtedy miało dojść do brutalnej interwencji funkcjonariuszy wobec zgromadzonych Polaków.
W opisie zdarzeń pojawiają się zarzuty kopania i bicia pięściami przez policjantów. Część członków ROG miała trafić do szpitala, co sprawia, że sprawa dotyczy nie tylko politycznego gestu, ale również możliwej przemocy wobec obywateli Polski.
Reporter TV Republika zadał pytanie, minister odpowiedział atakiem
Podczas konferencji z udziałem Kosiniaka-Kamysza i Pistoriusa reporter TV Republika zapytał ministra o wydarzenia w Berlinie. Pytanie odnosiło się do tego, czy niemiecka policja zachowałaby się tak samo wobec Żydów chcących upamiętnić ofiary Holokaustu.
Szef MON nie odpowiedział spokojnym komunikatem dyplomatycznym. Zareagował ostro i zwrócił się bezpośrednio do stacji, zarzucając jej budowanie atmosfery, która nie przystoi dbaniu o bezpieczeństwo.
Kosiniak-Kamysz podkreślał, że za bezpieczeństwo Polski odpowiadają nie tylko politycy, żołnierze, policjanci i urzędnicy. W jego ocenie odpowiedzialność spoczywa również na mediach i osobach zajmujących się informacją.
Minister mówił o krzyżu jako symbolu miłości
Najmocniejsza część wypowiedzi ministra dotyczyła samego krzyża. Kosiniak-Kamysz stwierdził, że jeśli ktoś bierze krzyż, symbol miłości, aby używać go do walki, to nie ma dobrych intencji.
Jednocześnie zapewniał, że obsługa konsularna będzie wspierać polskich obywateli na każdym etapie. Dodał, że państwo ma taki obowiązek nawet wtedy, gdy obywatele działają prowokacyjnie i robią, jak to ujął, głupie rzeczy.
Minister przekonywał też, że chrześcijanie nie mogą zgodzić się na traktowanie krzyża jako narzędzia walki. W jego ujęciu upamiętnienie ofiar powinno służyć pamięci, a nie starciu politycznemu.
Nazwisko Bąkiewicza wróciło w samym środku sporu
Kosiniak-Kamysz wskazał również Roberta Bąkiewicza, zarzucając mu organizowanie prowokacji. To przesunęło ciężar odpowiedzi z pytania o działania niemieckiej policji na ocenę intencji osób biorących udział w berlińskiej akcji.
Taka reakcja musiała wywołać polityczne emocje, bo pytanie dotyczyło Polaków, którzy mieli zostać pobici, a odpowiedź ministra uderzyła także w media i organizatorów. W efekcie zamiast jednego komunikatu o pomocy konsularnej pojawił się konflikt o to, kto w tej sprawie przekracza granice.
Sprawa ma więc dwa równoległe poziomy. Pierwszy dotyczy relacjonowanej interwencji niemieckiej policji i stanu osób, które miały trafić do szpitala, drugi ostrej krajowej awantury wokół sposobu upamiętnienia polskich ofiar wojny.
To pytanie będzie wracać po podpisaniu umowy
Podpisana umowa obronna miała pokazać bliskość Warszawy i Berlina w sprawach bezpieczeństwa. Pytanie o pobicie Polaków pokazało jednak, że polityczna współpraca z Niemcami natychmiast zderza się z emocjami dotyczącymi historii i traktowania polskich obywateli.
Kosiniak-Kamysz próbował połączyć zapewnienie o wsparciu konsularnym z mocną krytyką działań, które uznał za prowokacyjne. Dla części opinii publicznej najważniejsza pozostanie jednak odpowiedź na prostsze pytanie: co dokładnie stało się w Berlinie i czy polskie państwo skutecznie stanęło po stronie pobitych obywateli.
Dlatego ta konferencja nie zostanie zapamiętana wyłącznie jako moment podpisania wojskowego porozumienia. W pamięci zostanie także nerwowa wymiana po pytaniu o krzyż, niemiecką policję i Polaków, którzy mieli ucierpieć przy miejscu pamięci.









