Tęcza wraca do sporu o Warszawę. Aktywiści naciskają, a ratusz zasłania się prawami autorskimi

Warszawski Plac Zbawiciela znów stał się symbolem politycznego konfliktu. Aktywiści LGBT+ domagają się powrotu tęczowej instalacji, a władze stolicy tłumaczą, że realizację blokują spory prawne. W tle pojawia się zarzut hipokryzji wobec Rafała Trzaskowskiego.

Chodzi o projekt „Łuk LGBT+”, który wygrał w głosowaniu na projekty z budżetu obywatelskiego. Instalacja miała nawiązywać do słynnej „Tęczy” Julity Wójcik, stojącej na Placu Zbawiciela w latach 2012-2015.

Projekt wygrał, ale nie stanął na placu

Konflikt ciągnie się od połowy 2025 roku, gdy ogłoszono wyniki głosowania w budżecie obywatelskim. Wśród zwycięskich projektów znalazł się właśnie „Łuk LGBT+”, planowany w jednym z najbardziej rozpoznawalnych punktów Warszawy.

Według założeń nowa konstrukcja miała pojawić się w czerwcu 2026 roku. Planowano wykonać ją z materiałów trudnopalnych, aby uniknąć powtórki z incydentów, które towarzyszyły dawnej instalacji. Koszt realizacji oszacowano na 700 tysięcy złotych.

Sprawa jest politycznie wybuchowa, bo łączy pieniądze z budżetu obywatelskiego, symbole światopoglądowe i decyzje warszawskiego ratusza.

Stara „Tęcza” ciągle dzieli

Pierwotna instalacja autorstwa Julity Wójcik stała na Placu Zbawiciela od 2012 do 2015 roku. Budziła skrajne emocje, była kilkukrotnie podpalana, a po serii incydentów i protestów została zdemontowana w nocy z 26 na 27 sierpnia 2015 roku.

Po dekadzie temat wrócił, ale okazało się, że sama decyzja mieszkańców w budżecie obywatelskim nie wystarcza. Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski przypomniało, że „Tęcza” Julity Wójcik jest częścią kolekcji instytucji. Osoba zgłaszająca projekt miała wystąpić o zgodę na wykorzystanie dzieła.

Ratusz nie chce ryzykować

Władze Warszawy nie chcą realizować projektu w sytuacji, w której pojawiają się wątpliwości dotyczące praw autorskich. To formalny argument, ale dla aktywistów brzmi jak wygodna wymówka.

Działacze Homokomanda zarzucają stołecznym samorządowcom hipokryzję. Przypominają, że Rafał Trzaskowski w czasie kampanii prezydenckiej miał schować flagę LGBT, co ich zdaniem pokazuje zmianę tonu wtedy, gdy symbol przestaje być politycznie wygodny.

Ratusz znalazł się więc między oczekiwaniami własnego liberalnego zaplecza a ryzykiem kolejnej awantury o symbol, który od lat dzieli Warszawę.

Budżet obywatelski zderzył się z polityką

Ta sprawa pokazuje słabość mechanizmu, który na papierze ma oddawać głos mieszkańcom. Projekt wygrywa głosowanie, ale później trafia na bariery prawne, instytucjonalne i polityczne.

Dla zwolenników tęczy to dowód, że miasto nie potrafi konsekwentnie wspierać inicjatyw, które samo dopuściło do głosowania. Dla przeciwników to kolejny przykład finansowania ideologicznych symboli z publicznych pieniędzy, zwłaszcza przy koszcie sięgającym 700 tysięcy złotych.

Trzaskowski ma problem z własnym symbolem

Najtrudniejsza część sporu dotyczy Rafała Trzaskowskiego. Prezydent Warszawy od lat budował wizerunek polityka bliskiego środowiskom liberalnym, ale teraz to właśnie z tej strony płynie presja i rozczarowanie.

Jeżeli instalacja nie wróci na Plac Zbawiciela, aktywiści uznają to za wycofanie się z obietnic i gestów. Jeżeli wróci, ratusz musi liczyć się z kolejną falą politycznych emocji wokół miejsca, które już raz stało się ogólnopolskim symbolem sporu.

Warszawska tęcza znów pokazuje, że w stolicy nawet miejska instalacja może stać się testem dla politycznej odwagi, prawnych procedur i granic budżetu obywatelskiego.

Udostępnij to 👇