Mokotowscy policjanci zatrzymali 19-letniego obywatela Uzbekistanu podejrzanego o udział w oszustwach metodami „na pracownika banku” oraz „na policjanta”. Sąd zdecydowal o tymczasowym aresztowaniu go na 3 miesiące. Sprawa jest alarmujaca, bo pokrzywdzone osoby byly wciągane w historie o rzekomym zagrożeniu pieniędzy.
W jednym przypadku z bankomatów w Warszawie i okolicach wypłacono łącznie 40 000 złotych. W kolejnym z rachunku zniknęło ponad 34 000 złotych. Policja przypomina, że funkcjonariusze i pracownicy banków nigdy nie proszą o karty, PIN-y ani instałowanie dodatkowego oprogramowania.
Telefon miał brzmieć wiarygodnie, a kończył się utratą pieniędzy
Sprawcy kontaktowali się telefonicznie z pokrzywdzonymi i podszywali się pod pracowników banku. W niektórych rozmowach pojawiał się też motyw funkcjonariusza Policji. Celem było przekonanie ofiar, że ich pieniądze są zagrożone.
Mechanizm był oparty na presji i zaufaniu do instytucji. Pokrzywdzeni słyszeli, że muszą podjąć działania, aby „zabezpieczyć” swoje środki. W rzeczywistości te działania prowadziły do przejęcia dostępu lub karty bankówej.
Mokotowscy policjanci analizowali zgłoszenia pokrzywdzonych i prowadzili czynności operacyjne oraz procesowe. Sprawa trafiła do funkcjonariuszy Wydziału do walki z Przestępczością Ekonomiczną. To oni zatrzymali 19-letniego obywatela Uzbekistanu podejrzanego o udział w procederze.
Z ustałeń funkcjonariuszy wynika, że podejrzany nie działał sam. Mial działać wspólnie i w porozumieniu z innymi osobami. To ważne, bo telefoniczny scenariusz i późniejsze przejmowanie kart wskazują na podział ról.
Pod koniec lutego zniknęło 40 tysięcy złotych
Jeden z opisanych przypadków wydarzył się pod koniec lutego 2026 roku. Pokrzywdzona została nakłoniona do zainstałowania oprogramowania umożliwiającego zdalny dostęp do urządzenia. To otworzyło drogę do dalszych działań sprawców.
Kobieta przekazała również karte bankówa. Właśnie takie zachowanie policja uznaje za szczególnie niebezpieczne, bo prawdziwy bank ani prawdziwy policjant nie proszą o taki krok. Dla oszustów karta stała się narzędziem do wyprowadzania gotówki.
Po przejeciu karty sprawcy dokonali wypłat z bankomatów. Pieniądze wybierano w Warszawie i okolicach. Łączna kwota wypłat wyniosła 40 000 złotych.
Ta liczba pokazuje, jak szybko telefoniczne kłamstwo może zamienić się w realną stratę. Ofiara miała być przekonana, że chroni swoje środki. W rzeczywistości została wprowadzona w błąd i pozbawiona dużej sumy pieniędzy.
Marcowy scenariusz był podobny i znów kosztowny
Do kolejnego przestępstwa doszło w marcu 2026 roku. Tym razem oszuści podszywali się również pod funkcjonariusza Policji. Pokrzywdzona została doprowadzona do przekazania karty płatniczej.
Po przejeciu karty z rachunku wypłacono ponad 34 000 złotych. To drugi opisany przypadek, w którym karta bankówa trafiła w ręce sprawców. Schemat ponownie opierał się na podszywaniu pod zaufane instytucje.
W obu przypadkach zatrzymany miał pełnić rólę tak zwanego „odbieraka”. Oznacza to, że przejmował karty bankówe od pokrzywdzonych. Następnie miał dokonywać wypłat gotówki.
Śledczy ustałili także inny istotny fakt. Podejrzany posiadał karte bankomatowa należącą do innej osoby i ukrywał ja bez uprawnień. Ten element dołączył do obrazu sprawy, w ktorej cudze instrumenty platnicze byly kluczowe.
Areszt na 3 miesiące i policyjne ostrzeżenie dla każdego
Zgromadzony materiał dowodowy pozwolił przedstawić 19-latkowi zarzuty. Dotyczą one oszustwa oraz posłużenia się cudzym instrumentem płatniczym. Na wniosek prokuratora sprawa trafiła do sądu w zakresie środka zapobiegawczego.
Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa zastosował wobec podejrzanego tymczasowe aresztowanie. Areszt ma potrwać 3 miesiące. To najmocniejszy środek opisany w sprawie na obecnym etapie.
Policja apeluje przy tej okazji o ostrożność. Funkcjonariusze Policji i pracownicy banków nigdy nie proszą o przekazywanie kart płatniczych. Nie proszą też o kody PIN ani instałowanie dodatkowego oprogramowania.
Najbezpieczniejsza reakcja na podejrzany telefon jest przerwanie rozmowy. Potem trzeba skontaktować się bezpośrednio z bankiem albo Policją. Ta sprawa pokazuje, że kilka minut rozmowy może kosztować dziesiątki tysięcy złotych.









