Rosja przeprowadziła nocny zmasowany atak na Ukrainę z użyciem dronów i rakiet. Uderzenia objęły między innymi Kijów, Dniepr oraz Charków. Według ukraińskich władz zginęło 13 osób, a ponad 100 zostało rannych. Celem były obiekty cywilne, w tym bloki mieszkalne, samochody, stacja benzynowa i okolice przedszkola.
Skala ataku była ogromna. Ukraińskie siły powietrzne informowały, że Rosja wystrzeliła w nocy 656 dronów oraz 73 pociski. Obrona powietrzna zestrzeliła lub zneutralizowała 602 drony i 40 pocisków, ale część środków napadu dotarła do celów. W związku z rosyjskimi działaniami polskie wojsko poderwało w nocy myśliwce.
Te liczby pokazują, z jakim obciążeniem mierzy się ukraiński system obrony powietrznej. Nawet wysoka skuteczność przechwyceń nie oznacza pełnego bezpieczeństwa, gdy przeciwnik wysyła jednocześnie setki dronów i dziesiątki rakiet. Wystarczy kilka trafień albo spadających odłamków, aby nocny alarm zamienił się w serię pożarów, zawalonych konstrukcji i akcji ratunkowych.
Najciężej ucierpiał Dniepr i stolica Ukrainy
Szef ukraińskiego MSW Ihor Kłymenko przekazał, że w Dnieprze zginęło dziewięć osób, w tym dziecko. Ranni trafili do szpitali. Na zdjęciach publikowanych przez lokalne władze widać zniszczone budynki mieszkalne, spalone pojazdy i uszkodzony plac zabaw.
W Kijowie ratownicy pracowali niemal we wszystkich dzielnicach. Większość pożarów udało się ugasić, ale działania trwały jeszcze w kilku miejscach. Mer stolicy Witalij Kliczko informował o czterech ofiarach śmiertelnych i 58 rannych, wśród których były dzieci.
Jednym z najpoważniejszych zdarzeń było uderzenie w 24-piętrowy budynek mieszkalny. Według Kliczki doszło tam do zawalenia konstrukcji, a ludzie mogli zostać uwięzieni pod gruzami. Od odłamków zapłonął także dziewięciopiętrowy blok. Pożary objęły również stację benzynową, samochody i teren w pobliżu przedszkola.
„Wszystko było zadymione”
Świadkowie opisywali chaos po uderzeniach. Jedna z mieszkanek Kijowa mówiła, że nie było widać nic poza dymem i gruzami. Takie relacje pokazują, że rosyjski atak nie był wyłącznie wojskową operacją wymierzoną w infrastrukturę. Jego skutki dotknęły zwykłych mieszkańców śpiących w blokach i ludzi próbujących przedostać się w bezpieczne miejsca.
Uderzenia spowodowały także przerwy w dostawach energii. DTEK informował, że około 140 tysięcy mieszkańców stolicy było pozbawionych prądu. Później przywrócono zasilanie do większości gospodarstw, ale dwóch inżynierów zostało rannych.
Ataki dotknęły również Charków i obwód charkowski. Czternaście osób, w tym dziecko, zostało rannych. Płonęły domy, budynki gospodarcze, garaże, samochody i inne obiekty cywilnej infrastruktury.
Polska reakcja i komunikat wojska
W związku z nocnym ostrzałem Ukrainy Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało o poderwaniu myśliwców. Po zakończeniu operowania lotnictwa wojskowego przekazano, że nie odnotowano naruszenia przestrzeni powietrznej RP.
To standardowa, ale poważna procedura. Gdy Rosja przeprowadza naloty na dużą skalę, zwłaszcza gdy atak obejmuje zachodnie lub centralne regiony Ukrainy, Polska musi monitorować sytuację w powietrzu z podwyższoną gotowością. Chodzi zarówno o bezpieczeństwo własnej przestrzeni, jak i o szybką reakcję w razie nieprzewidzianego toru lotu rakiet lub dronów.
Atak z 2 czerwca pokazał, że Rosja nadal jest gotowa uderzać w miasta i obiekty cywilne na masową skalę. Liczba wystrzelonych dronów i pocisków, ofiary wśród mieszkańców oraz nocna reakcja polskiego lotnictwa tworzą jeden obraz: wojna w Ukrainie nie słabnie, a jej konsekwencje stale sięgają także bezpieczeństwa Polski.









