Sakiewicz ostro do szefa policji. „Kryje pan przestępców” po interwencji w mieszkaniu

Tomasz Sakiewicz, prezes Telewizji Republika, w bardzo ostrych słowach odpowiedział komendantowi głównemu policji Markowi Boroniowi. Sprawa dotyczy interwencji w mieszkaniu-biurze Sakiewicza oraz skucia i wyprowadzenia jego asystentki. Policja tłumaczyła działania zgłoszeniem o rzekomej próbie samobójczej dziecka, ale wokół sprawy nadal jest więcej pytań niż odpowiedzi.

Najmocniejsze zdanie padło w mediach społecznościowych. Sakiewicz zarzucił szefowi policji krycie funkcjonariuszy, którzy mieli bez powodu wejść do jego lokalu i pozbawić wolności jego współpracownicę. To już nie jest zwykła polemika o przebieg czynności. To oskarżenie o nadużycie siły państwa wobec osoby związanej z niezależnym od rządu medium.

Interwencja po fałszywym zgłoszeniu

Według opisu sprawy policjanci weszli do mieszkania-biura Tomasza Sakiewicza w związku z fałszywym zgłoszeniem dotyczącym rzekomego zagrożenia życia dziecka. W trakcie interwencji skuto kajdankami asystentkę prezesa Republiki i wyprowadzono ją z lokalu.

Komenda Stołeczna Policji potwierdziła użycie kajdanek, tłumacząc to względami bezpieczeństwa oraz potrzebą zapewnienia prawidłowego przebiegu czynności. Jednocześnie zaznaczono, że zasadność zastosowania środków przymusu bezpośredniego nie została jeszcze definitywnie przesądzona.

To sformułowanie tylko podsyciło spór. Jeżeli policja sama nie przesądza, czy kajdanki były zasadne, to opinia publiczna ma prawo pytać, dlaczego użyto tak ostrego środka wobec kobiety znajdującej się w lokalu objętym interwencją po fałszywym alarmie.

Boroń mówił o problemie z komunikacją

Marek Boroń, komendant główny policji, odniósł się do działań swoich podwładnych w rozmowie telewizyjnej. Przyznał, że widział nagranie z interwencji. Mówiąc o sytuacji z asystentką, stwierdził, że „był problem z komunikacją”.

Szef policji tłumaczył, że funkcjonariusze prosili o dokumenty i o możliwość sprawdzenia pomieszczeń. Według jego relacji początkowo nie zostali wpuszczeni, a później interwencja została przeprowadzona w inny sposób. Zapytany o kajdanki mówił, że chce, aby oceniła to prokuratura.

Boroń wskazywał również, że środki przymusu bezpośredniego stosuje się wtedy, gdy pojawia się czynny albo bierny opór. W jego ocenie sytuację można było kwalifikować jako bierny opór i brak komunikacji z osobą, wobec której policjanci podejmowali działania.

To tłumaczenie nie zamknęło sprawy, bo opinia publiczna nie widziała pełnego zapisu interwencji. Dopóki dostępne są głównie relacje stron, ocena proporcjonalności działań policji pozostaje sporna. Właśnie dlatego nagrania z kamer nasobnych mają w takich sytuacjach zasadnicze znaczenie: pokazują nie tylko finał czynności, ale także ton rozmowy, zachowanie funkcjonariuszy i reakcję osoby, wobec której użyto przymusu.

Sakiewicz odpowiada bez łagodzenia tonu

Sakiewicz uznał te tłumaczenia za nie do przyjęcia. W odpowiedzi napisał, że komendant kryje ludzi odpowiedzialnych za wejście do jego mieszkania i zatrzymanie asystentki. Porównał działania policji do metod znanych z aparatu represji, dodając wyjątkowo obraźliwy komentarz pod adresem funkcjonariuszy.

W tle pozostaje kilka kluczowych pytań. Dlaczego nie opublikowano nagrań z kamer nasobnych? Dlaczego jeden z policjantów miał problem z identyfikatorem? Kto odpowiada za decyzję o użyciu kajdanek? I czy fałszywe zgłoszenie mogło zostać wykorzystane do działań wobec środowiska medialnego?

Ta sprawa będzie wracać, dopóki policja i prokuratura nie pokażą pełnej sekwencji zdarzeń. Bez tego zostaną dwa obrazy: policyjna narracja o problemie z komunikacją oraz oskarżenie Sakiewicza o bezprawne wtargnięcie i pozbawienie wolności jego współpracownicy. Przy tak ostrym konflikcie półodpowiedzi tylko zwiększają podejrzenia.

Udostępnij to 👇