Awantura o służbę zdrowia w Sejmie. Padły liczby, po których pacjenci mogą złapać się za głowę

W Sejmie znów zawrzało, ale tym razem nie chodziło o polityczną przepychankę dla kamer. Przemysław Czarnek uderzył w rząd Donalda Tuska i mówił o dramatycznej sytuacji w ochronie zdrowia. W tle są miliony ludzi czekających na specjalistów, zadłużone szpitale i decyzje NFZ, które mogą wydłużyć drogę do badań.

Najostrzejsze słowa padły przy diagnostyce i nadwykonaniach, za które placówki nie mają już dostawać pełnych pieniędzy. Dyrektor szpitala w Garwolinie ostrzegł, że skutki mogą być śmiertelne. Ten spór dotyka każdego, kto boi się usłyszeć, że termin badania właśnie przesunięto.

Czarnek wszedł na sejmową mównicę i zaczął rozliczać cały rząd

Wtorkowa debata w Sejmie szybko zamieniła się w oskarżenie pod adresem gabinetu Donalda Tuska. Przemysław Czarnek, przedstawiany jako kandydat PiS na premiera, mówił o zapaści publicznego lecznictwa. Nie ograniczył odpowiedzialności do samej minister zdrowia, bo wskazywał na cały rząd.

W jego wystąpieniu zdrowie stało się głównym polem politycznego starcia. Padło przekonanie, że problem nie kończy się na jednej decyzji ani jednym resorcie. Dla pacjentów ważniejsze od partyjnych etykiet pozostaje jednak to, czy dostaną wizytę, badanie i leczenie na czas.

Czarnek przywołał dane, które mają pokazywać skalę przeciążenia systemu. Mówił o prawie 5,4 miliona osób czekających w kolejkach do specjalistów. Podkreślał też, że ponad 1,1 miliona z nich to pacjenci pilni, z bezpośrednim zagrożeniem zdrowia lub życia.

Te liczby brzmią szczególnie mocno, gdy zestawi się je z codziennością poradni i szpitali. Za każdą kolejką stoi ktoś, kto odkłada diagnozę, zabieg albo konsultację. W takim układzie nawet kilka tygodni zwłoki może zmienić zwykły problem medyczny w dramat całej rodziny.

Szpitale powiatowe liczą straty, a spór o nadwykonania wybuchł na nowo

Jednym z najostrzejszych punktów wystąpienia były finanse szpitali powiatowych. Czarnek mówił, że 91 procent z 207 takich placówek zakończyło rok ze stratą na leczeniu pacjentów. Łączna kwota strat miała sięgnąć blisko 1,85 miliarda złotych.

Poseł łączył tę kwotę z pieniędzmi, których NFZ nie dopłacił lecznicom za wykonaną pracę. W praktyce chodzi o zabiegi, konsultacje i świadczenia wykonane ponad kontrakt. Szpital leczy pacjenta, ale potem słyszy, że pełnego finansowania może nie dostać.

Szczególne emocje wzbudziły słowa przypisywane wiceministrowi Wojciechowi Berkowi. Czarnek odnosił się do twierdzenia, że nadwykonania szpitalne miałyby być nieuczciwymi praktykami. Odpowiadał, że placówki leczą ludzi płacących składki i nie powinny być za to karane.

W tej części debaty pojawiło się także żądanie dymisji minister Sobierańskiej-Grendy, premiera i całego rządu. Czarnek zarzucał władzy oszukiwanie obywateli, którzy wpłacają pieniądze do Funduszu. Dla pacjentów najważniejsze pozostaje pytanie, czy polityczny nacisk przełoży się na jakąkolwiek poprawę w kolejkach.

PiS zapowiada własny zespół, a Kaczyński mówi o kryzysie w NFZ

Po sejmowym uderzeniu pojawiła się zapowiedź politycznej ofensywy wokół ochrony zdrowia. Czarnek ogłosił na platformie X powołanie zespołu ekspertów do przygotowania nowych zasad działania systemu. Na czele grupy mają stanąć Stanisław Karczewski i Katarzyna Sójka.

Deklarowany cel tej inicjatywy jest jasny: oddzielenie publicznych pieniędzy od prywatnych interesów. Czarnek mówił też o blokowaniu prywatyzacji systemu. Zaznaczał, że dostęp do leczenia nie może zależeć od grubości portfela pacjenta.

Jarosław Kaczyński poparł tę inicjatywę i uderzył w rząd Tuska. Prezes PiS wskazywał na dziurę budżetową w NFZ, ograniczony dostęp do świadczeń oraz rosnące kolejki. Zarzucał władzy, że nie chce rozmawiać ze środowiskiem medycznym.

Kaczyński określił taką postawę jako znieczulicę albo całkowitą nieodpowiedzialność. Zapewniał, że jego partia ma plan naprawy i że zespół Czarnka pokaże konkretne propozycje. Na razie pacjenci widzą jednak przede wszystkim konflikt, w którym każda strona mówi o ich zdrowiu, a kolejki nadal stoją.

NFZ zmienił zasady finansowania badań i to już uderza w diagnostykę

Od 1 kwietnia zmieniły się zasady refundowania nadwykonań w badaniach diagnostycznych. NFZ ma pokrywać gastroskopię i kolonoskopię tylko w 60 procentach. Rezonans i tomografia mają być finansowane zaledwie w połowie.

Wcześniej Fundusz pokrywał pełne koszty tych procedur. Różnica jest ogromna, bo diagnostyka często decyduje o tym, czy chorobę uda się wykryć odpowiednio wcześnie. Im mniej pieniędzy dostaje placówka za wykonane badanie, tym większa pokusa przesuwania terminów i ograniczania liczby przyjęć.

Resort zdrowia zapowiada również kolejne cięcia w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej. To szczególnie niepokojące dla pacjentów z mniejszych miejscowości. Tam nawet bez dodatkowych ograniczeń dostęp do tomografii, rezonansu czy specjalisty bywa trudniejszy niż w dużych ośrodkach.

Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w Gdańsku poinformowało chorych o przesunięciu terminów tomografii i rezonansu. Placówka przepraszała pacjentów i tłumaczyła, że decyzje wynikają z działań ministerstwa oraz NFZ. Zastrzegła przy tym, że zmiany nie dotyczą pacjentów onkologicznych z ustalonym planem terapii.

Dyrektor szpitala mówi o zgonach, a pacjenci zostają z najgorszym pytaniem

Najmocniejsza ocena przyszła ze strony dr. Krzysztofa Żochowskiego. Dyrektor Szpitala Powiatowego w Garwolinie i wiceprezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych ocenił nowe regulacje bardzo ostro. Stwierdził, że ich efektem będą zgony pacjentów.

Żochowski mówił też, że rząd najwyraźniej wkalkulował takie ofiary w koszty rozpadu finansów publicznych. To dramatyczne sformułowanie, ale właśnie ono pokazuje temperaturę sporu w środowisku szpitali powiatowych. Dla dyrektorów placówek problem nie jest abstrakcyjną tabelą, tylko codziennym wyborem, komu i kiedy zapewnić badanie.

Gdy jedna z dużych klinik publicznie przeprasza za przesunięte terminy, trudno traktować sprawę jak lokalne potknięcie. Dotyczy ona diagnostyki, czyli momentu, w którym pacjent może dowiedzieć się, czy jego stan wymaga pilnej terapii. Każdy opóźniony rezonans albo tomografia może oznaczać kolejne dni niepewności.

Spirala jest prosta i groźna. Mniej pieniędzy za wykonane świadczenia oznacza większą ostrożność szpitali, dłuższe kolejki i narastające napięcie wśród chorych. Właśnie dlatego sejmowa awantura o NFZ nie kończy się na politycznych przemówieniach, tylko wraca do poczekalni, oddziałów i telefonów z informacją o nowym terminie badania.

Udostępnij to 👇