Zwycięstwo partii TISZA na Węgrzech natychmiast uruchomiło w Brukseli temat, który od lat budzi ogromne emocje. Ursula von der Leyen wezwała do odejścia od prawa weta w unijnej polityce zagranicznej. Marek Pęk ostrzega, że taki ruch może oznaczać hegemonię Brukseli, Berlina i największych graczy w Unii.
To nie jest techniczna zmiana procedur, lecz spór o realną władzę nad decyzjami państw członkowskich. Dla Polski i Węgier stawka jest znacznie większa niż jedno głosowanie w Brukseli.
Von der Leyen wykorzystuje moment po zmianie na Węgrzech
Kilka godzin po zwycięstwie centroprawicowej TISZY Pétera Magyara Ursula von der Leyen wezwała do przejścia na głosowanie większością kwalifikowaną w polityce zagranicznej UE. Szefowa Komisji Europejskiej argumentowała, że ma to pomóc uniknąć systematycznych blokad znanych z poprzednich lat. Wskazała, że nowy rząd w Budapeszcie tworzy szansę na wzmocnienie jedności UE.
Von der Leyen mówiła o kluczowych i wrażliwych obszarach, takich jak obrona i sankcje. Jej zdaniem nie należy czekać na kolejny kryzys, aby przeprowadzać zmiany traktatowe. W praktyce oznaczałoby to ograniczenie możliwości blokowania unijnych decyzji przez pojedyncze państwa.
Taki mechanizm miałby ogromne znaczenie dla polityki zagranicznej państw członkowskich. Głosowanie większością kwalifikowaną pozwoliłoby Brukseli łatwiej forsować kierunek działań nawet przy sprzeciwie jednego lub kilku krajów. Dlatego sprawa natychmiast została odczytana jako konflikt o suwerenność.
Pęk ostrzega przed hegemonią Brukseli i Berlina
Senator Marek Pęk ocenił, że słowa szefowej Komisji Europejskiej pokazują stawkę wyborów na Węgrzech. Podkreślił, że rządy prawicowe i konserwatywne mocno akcentowały suwerennościowy wymiar członkostwa w UE. W jego ocenie zasada jednomyślności jest jednym z filarów równości państw członkowskich.
Polityk PiS stwierdził, że jednomyślność od lat przeszkadza unijnej biurokracji i brukselskiemu establishmentowi. Według niego tam, gdzie to możliwe, ta zasada jest stopniowo likwidowana. Ma to uderzać szczególnie w interesy takich krajów jak Polska i Węgry.
Najostrzejsze ostrzeżenie dotyczyło dominacji największych graczy. Pęk mówił o planie na hegemonię niemiecko-brukselską i przejmowanie kompetencji kosztem państw narodowych. W jego ocenie Komisja Europejska chce doprowadzać do takich zmian rządów, które pozwolą pogłębiać agendę zakamuflowanego państwa europejskiego.
Traktaty, propaganda i pytanie o nowy Budapeszt
Zmiana zasady jednomyślności wymagałaby zmian traktatowych. Pęk przyznaje, że nie jest to proste, ale przewiduje, że zwolennicy reform będą mówić o usprawnianiu działania Unii. Jego zdaniem taka narracja ma przedstawiać centralizację jako zmianę na lepsze.
Jednocześnie senator studzi entuzjazm tych, którzy widzą w zmianie władzy na Węgrzech pełny zwrot Budapesztu ku Brukseli. W jego ocenie wypowiedzi przyszłego premiera Magyara nie oznaczają, że Węgry nagle zmieniły się o 180 stopni. To ważne, bo Bruksela może próbować interpretować wynik wyborów jako otwarte zaproszenie do głębokich reform.
Spór o jednomyślność wraca więc w momencie szczególnie korzystnym dla Komisji Europejskiej. Węgry wychodzą z epoki Orbána, a Bruksela chce kuć żelazo, póki gorące. Dla mniejszych i średnich państw UE pytanie brzmi brutalnie: czy bez prawa weta nadal będą mogły realnie bronić własnych interesów.









