Afera Zondacrypto zatacza coraz szersze kręgi a w tle pojawia się wątek Romana Giertycha. Poszkodowanych ma być 30 tysięcy osób a szacowane straty wynoszą co najmniej 350 milionów złotych. Prezes giełdy Przemysław Kral oświadczył że nie ma dostępu do 4,5 tysiąca bitcoinów wartych ponad miliard złotych.
Zamiast sprawnego zabezpieczenia dowodów pojawiły się opisy chaosu i prokuratorskich roszad. Najwięcej pytań budzi prokurator Marek Wełna wcześniej łączony ze sprawą Polnordu. To właśnie ten cień sprawy Giertycha nadaje aferze nowy polityczny wymiar.
Zondacrypto stało się sprawą o gigantycznej skali
Według opisywanych informacji w aferze Zondacrypto poszkodowanych jest 30 tysięcy osób. Szacowane straty mają wynosić co najmniej 350 milionów złotych. To wystarczy by sprawa stała się jednym z najpoważniejszych tematów finansowych ostatnich dni.
Dodatkowo prezes giełdy Przemysław Kral oświadczył że nie ma dostępu do 4,5 tysiąca bitcoinów. Ich wartość ma przekraczać miliard złotych. Taka informacja natychmiast podnosi temperaturę całej afery.
Premier Donald Tusk mówił w Sejmie o złowrogich korzeniach afery. Minister Waldemar Żurek poinformował o wszczęciu śledztwa w sprawie oszustwa i prania pieniędzy. Na poziomie deklaracji państwo wyglądało więc na gotowe do działania.
Problem w tym że realne czynności służb miały zostać zablokowane na szczeblu prokuratorskim. Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości nie mogło wejść do biur Zondy w Katowicach i Krakowie. To właśnie ta zwłoka stała się jednym z najcięższych zarzutów.
Dowody miały zostać wyczyszczone zanim wkroczyli śledczy
Funkcjonariusze mieli czekać na porozumienie z prokuraturą. W tym samym czasie pracownicy giełdy otrzymali polecenie dotyczące służbowych laptopów i telefonów. Jedna z byłych menedżerek miała przyznać że urządzenia zresetowano do ustawień fabrycznych.
Jeśli na sprzęcie nie zostały dane śledztwo może mieć poważny problem dowodowy. W sprawach finansowych cyfrowe ślady bywają kluczowe. Ich utrata oznacza konieczność szukania innych dowodów i może wydłużyć całe postępowanie.
Najbardziej obciążający politycznie jest moment w którym miało dojść do resetowania urządzeń. Służby czekały a dane mogły znikać. To obraz który bardzo trudno będzie prokuraturze wytłumaczyć opinii publicznej.
Z tej perspektywy afera Zondacrypto nie jest już tylko historią o giełdzie kryptowalut. To także historia o tym czy instytucje państwa potrafią zadziałać zanim dowody przepadną. Właśnie dlatego temat wszedł na poziom polityczny.
Marek Wełna i sprawa Polnordu wracają w centrum uwagi
W tle pojawia się prokurator Marek Wełna. Od lutego pełni funkcję naczelnika śląskiego wydziału do spraw przestępczości zorganizowanej Prokuratury Krajowej. To on jest wskazywany przy opisie zamętu i decyzji kadrowych.
Wełna był wcześniej związany z nadzorem nad sprawą wyprowadzenia pieniędzy ze spółki Polnord. W tej sprawie zarzuty usłyszał mecenas Roman Giertych. Później postępowanie wobec Giertycha zostało umorzone.
Według ujawnionych informacji pod koniec października 2024 roku do prokuratury w Lublinie trafiło pismo podpisane przez Wełnę. Miała w nim paść sugestia że śledztwo przeciwko Giertychowi powinno zostać umorzone bo dowody są wątłe. Ostatecznie umorzenie nastąpiło w styczniu 2025 roku.
Teraz to nazwisko wraca w kontekście Zondacrypto. Dla opinii publicznej taki splot spraw może wyglądać jak polityczny znak zapytania. Dlatego cień sprawy Giertycha stał się jednym z najważniejszych elementów nowej afery.
Czystki w wydziale mogą mieć konsekwencje dla całego postępowania
Po przejściu na Śląsk Wełna miał rozpocząć działania uderzające w ważne śledztwa. Na liście do odwołania miał znaleźć się prokurator Marcin Rodzaj. To śledczy który od lat badał rynek kryptowalut i prowadził sprawę zaginięcia Sylwestra Suszka.
Suszek był twórcą giełdy BitBay poprzedniczki Zondacrypto i zniknął w tajemniczych okolicznościach w 2022 roku. Taki wątek wymaga wiedzy doświadczenia i ciągłości pracy. Odwołanie osoby znającej sprawę może więc budzić poważne pytania.
Wełna miał również próbować odwołać prokurator Gabrielę Cichońską. To ona rozpracowywała bojówkę kibiców GieKSy i doprowadziła do zatrzymania Daniela D. o pseudonimie Romek. Według opisu utrzymywał on dobre relacje z zaginionym Sylwestrem Suszkiem.
Takie roszady w środku ważnych postępowań wyglądają wyjątkowo niepokojąco. Jeśli śledztwo w sprawie Zondacrypto ma być skuteczne potrzebuje stabilności i sprawnego zabezpieczenia dowodów. Na razie jednak w centrum debaty są chaos zwłoka i pytania o decyzje prokuratury.









