Dorota Gawryluk weszła w spór o Andrzeja Szeptyckiego bez miękkich półtonów. W programie Polsat News padły słowa, które natychmiast przenoszą całą awanturę z historycznego komentarza na pytanie o skład polskiego rządu. Dziennikarka wskazała, że ministrowie w Polsce powinni reprezentować polską rację stanu.
To uderza w samo centrum sporu po wypowiedziach wiceministra nauki o UPA. Gawryluk zestawiła deklaracje Donalda Tuska z tym, jak Szeptycki mówi o historii i Wołyniu.
Jedno zdanie zmieniło temperaturę całej dyskusji
Dorota Gawryluk komentowała sprawę Andrzeja Szeptyckiego w programie „Kalejdoskop Wydarzeń” na antenie Polsat News. Najmocniejszy fragment jej wypowiedzi dotyczył tego, kto powinien zasiadać w polskim rządzie i czy taka osoba powinna patrzeć na historię przez pryzmat polskiej racji stanu.
Dziennikarka zastanawiała się, jak możliwe jest, że człowiek o pochodzeniu ukraińskim, który według jej oceny reprezentuje ukraińskie interesy, pełni funkcję wiceministra w polskim rządzie. Następnie dodała, że w polskim rządzie powinni być polscy ministrowie widzący historię taką, jaka była.
To nie była uwaga rzucona na marginesie. Gawryluk mówiła wprost o stanowisku państwowym, sporze o Wołyń i osobie, która jako wiceminister nauki ma także znaczenie symboliczne w debacie o edukacji i pamięci.
W tle wróciły słowa o UPA i żołnierzach niezłomnych
Punktem wyjścia była wcześniejsza wypowiedź Andrzeja Szeptyckiego na antenie TOK FM. Wiceminister mówił, że UPA była formacją walczącą o niepodległość Ukrainy, przede wszystkim z Sowietami, i określał tę walkę jako beznadziejną.
Największe emocje wywołało porównanie członków Ukraińskiej Powstańczej Armii do ukraińskich żołnierzy niezłomnych. Szeptycki podkreślał przy tym, że używa tego sformułowania ze wszystkimi pozytywnymi i negatywnymi konotacjami oraz wskazywał na możliwość odwoływania się do tej historii przez Ukraińców walczących z Rosją od 2014 roku.
W tle wróciła także jego wcześniejsza krytyka decyzji prezydenta o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Ten wątek wzmocnił polityczny kontekst, bo sprawa Szeptyckiego nie została przedstawiona jako pojedyncza niezręczność, lecz jako ciąg wypowiedzi i postaw budzących sprzeciw.
Gawryluk odpowiada Tuskowi: historia jednak poróżni
Dziennikarka odniosła się również do słów Donalda Tuska z samolotu, że nikt w Polsce nie poróżni Polaków od oceny historii. Gawryluk odpowiedziała temu stanowisku wprost, stwierdzając, że jednak poróżni, po czym wskazała na wiceministra nauki Szeptyckiego.
W jej ocenie Szeptycki widzi historię inaczej niż historycy i Polacy. To zdanie wybrzmiało szczególnie ostro, bo zostało połączone z funkcją wiceministra nauki, wykładowcy i osoby uczącej młodzież na dziennikarstwie.
Gawryluk wskazała także, że chodzi o człowieka ze Związku Ukraińców w Polsce. W tej części jej wypowiedź przestała być tylko krytyką historycznej oceny UPA, a stała się pytaniem o polityczną reprezentację w polskim państwie.
Spór nie skończy się na jednym komentarzu
Największy ciężar tej historii leży w tym, że wypowiedzi Gawryluk dotyczą urzędnika państwowego, a nie publicysty stojącego z boku debaty. Szeptycki jest wiceministrem nauki i szkolnictwa wyższego, więc jego słowa natychmiast zostają czytane jako coś więcej niż prywatna opinia.
Dziennikarka przypomniała też, że Szeptycki miał wcześniej sprzeciwiać się podnoszeniu kwestii Wołynia na poziom stosunków polsko-ukraińskich oraz gloryfikować UPA. Te zarzuty sprawiają, że presja na rząd może rosnąć, bo przeciwnicy ministra dostali kolejny mocny cytat do politycznego sporu.
Po wystąpieniu Gawryluk pytanie nie brzmi już wyłącznie, czy słowa Szeptyckiego były kontrowersyjne. Coraz ostrzej wraca kwestia, czy Donald Tusk będzie chciał bronić takiego wiceministra w momencie, gdy publicznie padają zarzuty o polską rację stanu.









