Sprawa Romana Giertycha znów wraca w wyjątkowo ciężkim wydaniu, bo chodzi o pieniądze, Liechtenstein i wątek Polnordu. W centrum są przelewy po 120 tysięcy złotych miesięcznie oraz spółka Utriusque Iuris Anstalt, która pojawiła się w materiałach przekazanych prokuraturze. Najmocniejsze napięcie budzi jednak to, kto miał obsługiwać tę konstrukcję i z jakimi międzynarodowymi sprawami łączono te osoby.
Prokuratura wskazuje, że analiza dowodów nie pozwoliła potraktować tych zdarzeń jako elementu prania pieniędzy, a sam Giertych stanowczo odrzuca zarzuty związane z Polnordem. Mimo to ujawnione szczegóły tworzą politycznie wybuchową historię, w której każdy detal będzie teraz oglądany pod lupą.
Liechtensteińska spółka wróciła jak polityczna bomba
Utriusque Iuris Anstalt została przedstawiona jako spółka z Liechtensteinu, z której wykonywano przelewy na konto kancelarii Romana Giertycha. W tej samej sprawie pojawia się Polnord oraz współpracownik mecenasa, Sebastian J., określany pseudonimem „Foka”. Według opisanych ustaleń giełdowa firma miała przelewać mu po 120 tysięcy złotych miesięcznie.
Ta sama kwota, czyli 120 tysięcy złotych miesięcznie, miała w 2013 roku wielokrotnie trafiać z konta Utriusque Iuris Anstalt na konto kancelarii Giertycha. To zestawienie nadaje sprawie ciężar, którego nie da się sprowadzić do zwykłego sporu politycznego. Liczby są konkretne, a ich powtarzalność sprawia, że wokół sprawy narosło wyjątkowo dużo pytań.
Dokumenty dotyczące spółki miał złożyć w prokuraturze Generalny Inspektor Informacji Finansowej. Powodem było podejrzenie prania przez ten podmiot pieniędzy wyprowadzanych z Polnordu. To nadal wymaga ostrożnego języka, bo mowa o podejrzeniach i materiałach, a nie o sądowym rozstrzygnięciu wobec Giertycha.
Sama forma prawna Anstalt została opisana jako narzędzie utrudniające ustalenie realnego beneficjenta. Liechtenstein pojawia się tu jako raj podatkowy, w którym można tworzyć struktury trudne do prześwietlenia. Właśnie ten element sprawia, że historia o pieniądzach nabiera międzynarodowego tonu.
W zarządzie pojawiły się nazwiska, które podniosły temperaturę
Utriusque Iuris Anstalt miała zostać założona w kwietniu 2012 roku. W jej zarządzie znalazła się pracownica kancelarii Romana Giertycha, oznaczona inicjałami J.K. Jej rola została opisana jako ograniczona do złożenia notarialnie potwierdzonego podpisu na dokumentach rejestrowych.
Drugą postacią była Wiktoria Olegowna Kriażewa, Rosjanka urodzona w Pietrozawodsku i posiadająca francuski paszport. Reprezentowała podmiot Swiss Protecta z Panamy, czyli kolejnego raju podatkowo-finansowego. To właśnie ona stała się jednym z najbardziej elektryzujących nazwisk w nowej odsłonie sprawy.
Kriażewa została powiązana z obsługą rosyjskiego finansisty Jakowa Szlaposznika, którego pieniądze miały być trzymane w Lexor Foundation zarejestrowanej na Bermudach. W 2014 roku była członkiem zarządu tej fundacji i reprezentowała ją w postępowaniu przed amerykańską CFTC. W tej historii znów wraca więc motyw struktur finansowych rozciągniętych poza Polską.
Wątek Kriażewej obejmuje także szwajcarską spółkę Tangem działającą w branży kryptowalut. Założycielami tej firmy mieli być menedżerowie koncernu Sibur, opisanego jako strategiczny dla reżimu Władimira Putina. To nie jest zarzut wobec Giertycha, lecz element pokazujący, jak szerokie tło miały osoby pojawiające się przy liechtensteińskiej spółce.
Frank Zindel i trop prowadzący przez wielkie afery offshore
Jeszcze większe emocje wywołuje Frank Zindel, prawnik z Vaduz i partner w kancelarii Schreiber & Zindel Treuhand-Anstalt. Kancelaria ta miała specjalizować się w tworzeniu i zarządzaniu strukturami offshore oraz obsłudze międzynarodowych klientów. Zindel pełnił funkcje trust managera, reprezentanta i członka rad fundacji w wielu podmiotach.
Jednym z tych podmiotów była Utriusque Iuris Anstalt. To właśnie z tej firmy miały wychodzić przelewy do kancelarii Giertycha, a GIIF miał nabrać podejrzeń co do możliwości prania pieniędzy. W takim układzie nazwisko prawnika z Vaduz staje się kluczowe dla zrozumienia całej konstrukcji.
Nazwisko Zindla i nazwa jego kancelarii pojawiają się przy aferach Pandora Papers i Panama Papers. W Panama Papers miał występować jako pośrednik w spółkach z lat 90. i pierwszej dekady XXI wieku. W Pandora Papers wymieniono między innymi spółkę Marysdale Investments Limited z Brytyjskich Wysp Dziewiczych.
W tle pojawia się również HREF Foundation zarejestrowana pod adresem kancelarii Zindla. Fundacja ta została opisana jako znaczący akcjonariusz spółki powiązanej z interesami rosyjskiego miliardera Siergieja Gordiejewa. Zindel miał pełnić w niej funkcję trust managera i członka rady fundacji.
Wojna na Ukrainie, Al-Kaida i obowiązkowe zastrzeżenia
Gordiejew został opisany jako główny udziałowiec grupy PIK, największego dewelopera w Rosji. Według ustaleń dziennikarzy śledczych i amerykańskiego Departamentu Skarbu spółki powiązane z PIK miały kontraktować ochotników do oddziałów walczących przeciwko Ukrainie. W lutym 2024 roku Gordiejew i część spółek z grupy PIK zostali objęci sankcjami USA za materialne i organizacyjne wspieranie wojny.
W grudniu 2024 roku Gordiejew wraz ze swoimi głównymi spółkami został dodany do listy sankcyjnej Unii Europejskiej. Wcześniej znalazł się także na liście ukraińskiej. To nadaje sprawie dodatkową ostrość, choć nadal dotyczy powiązań osób obsługujących struktury finansowe, a nie automatycznego przypisania odpowiedzialności Giertychowi.
Najbardziej obciążający historycznie wątek dotyczy pozwu rodzin ofiar zamachów z 11 września 2001 roku. Frank Zindel oraz jego kancelaria mieli pojawić się w nim w kontekście usług trustowych i finansowych związanych z siecią Al-Taqwa. Powodowie zarzucali, że usługi te miały pomagać w ukrywaniu, transferowaniu i praniu pieniędzy.
W tej części szczególnie ważne jest ostrożne przypisanie, bo mowa o zarzutach i oskarżeniach formułowanych przez powodów oraz rząd Stanów Zjednoczonych wobec innych podmiotów. Ahmed Idris Nasreddin i Al-Taqwa zostali oskarżeni przez rząd USA o finansowanie Al-Kaidy. Te informacje pokazują ciężar tła, ale nie zastępują stanowiska organów w polskiej sprawie.
Prokuratura umorzyła sprawę, a Giertych mówi o legalnym działaniu
Prokuratura Regionalna w Lublinie przekazała, że Utriusque Iuris Anstalt występowała w dowodach sprawy jako jeden z wielu podmiotów. Według stanowiska rzeczniczki Beaty Syk-Jankowskiej analiza dowodów nie pozwoliła uwzględnić tych zdarzeń jako elementu prania brudnych pieniędzy. To zdanie jest kluczowe, bo wyznacza granicę między sensacyjnym tłem a procesową oceną śledczych.
W 2025 roku sprawa Romana Giertycha, będąca częścią śledztwa dotyczącego wyprowadzania pieniędzy z Polnordu, została umorzona. Lubelscy śledczy uznali, że postąpiono zgodnie z prawem i zasadami sztuki. Prokuratura zapewniła także, że Giertych nie wywierał na nią żadnych nacisków.
Roman Giertych konsekwentnie zaprzecza wszystkim zarzutom stawianym mu w związku ze sprawą Polnordu. Twierdzi, że działania prokuratury przeciwko niemu miały charakter polityczny. W jego wersji spółka w Liechtensteinie została założona przez Barbarę Giertych, która chciała przenieść działalność dotyczącą sporów małżeńskich również na teren Roty Rzymskiej.
Giertych podkreśla, że wszystko odbyło się legalnie, a spółka przyniosła straty. To zamyka tekst nie odpowiedzią, lecz ostrym konfliktem dwóch porządków: sensacyjnych ustaleń o międzynarodowych strukturach i formalnego stanowiska o umorzeniu sprawy. Dlatego każdy kolejny dokument oraz każda publiczna reakcja w tej historii będą miały dla czytelników ogromne znaczenie.









