Głosowanie nad prezesem IPN podzieliło koalicję. PSL idzie inaczej niż ludzie Tuska

Wybór nowego prezesa Instytutu Pamięci Narodowej stał się testem spójności koalicji rządzącej. Kandydatura Mateusza Szpytmy ma poparcie PiS i Konfederacji, ale także PSL oraz części Polski 2050. Koalicja Obywatelska jest przeciw i ostrzega przed kontynuacją linii kojarzonej z Karolem Nawrockim.

Piątkowe głosowanie w Sejmie może więc pokazać pęknięcie w obozie władzy w sprawie polityki historycznej. Formalnie chodzi o obsadę jednej funkcji, ale w praktyce spór dotyczy kierunku działania IPN. Ostateczne powołanie prezesa i tak będzie wymagało jeszcze zgody Senatu.

IPN stał się kolejnym polem napięcia w koalicji

Atmosfera przed głosowaniem w Sejmie jest wyjątkowo napięta. Wybór prezesa Instytutu Pamięci Narodowej nie jest techniczną decyzją kadrową. To instytucja, która od lat wywołuje ostre emocje i ma ogromne znaczenie dla polityki historycznej państwa.

Koalicja rządząca nie mówi w tej sprawie jednym głosem. To najbardziej kłopotliwy element całej układanki. Rządzący mogą mieć większość w wielu głosowaniach, ale przy IPN różnice ideowe wychodzą na powierzchnię.

Mateusz Szpytma jest obecnym zastępcą prezesa IPN. Jego kandydatura została wskazana przez Kolegium Instytutu. Dla części polityków to argument za ciągłością i doświadczeniem, dla innych powód do obaw przed utrwaleniem dotychczasowej linii.

Spór nie dotyczy więc wyłącznie nazwiska. Dotyczy pytania, czy IPN ma zmienić kurs po latach silnego kojarzenia z prawicową polityką historyczną. Właśnie dlatego głosowanie stało się tak drażliwe.

PSL i część Polski 2050 gotowe poprzeć Szpytmę

Mateusz Szpytma może liczyć nie tylko na PiS i Konfederację. Poparcie dla jego kandydatury deklaruje także PSL. Ludowcy wskazują, że traktują go jako gwaranta odpowiedniej polityki historycznej.

Takie stanowisko potwierdziła poseł Urszula Pasławska. Dla PSL kwestie pamięci historycznej mają własną wagę i nie zawsze układają się zgodnie z linią Koalicji Obywatelskiej. To kolejny przykład, że wspólny rząd nie usuwa różnic światopoglądowych.

Bardziej niejednoznaczna jest sytuacja w Polsce 2050. Poseł Piotr Strach przyznał, że ma zastrzeżenia do obecnego funkcjonowania IPN. Wskazał również, że Instytut pozostaje silnie kojarzony z politykami PiS.

Jednocześnie w klubie nie ma obowiązywać dyscyplina. To oznacza, że część posłów Polski 2050 może poprzeć Szpytmę, a część zagłosować inaczej. Dla koalicji to bardzo niewygodny obraz publiczny, bo pokazuje brak wspólnego stanowiska w symbolicznej sprawie.

Koalicja Obywatelska stawia sprawę ostro

Koalicja Obywatelska ocenia kandydaturę Szpytmy zdecydowanie krytycznie. Politycy KO przekonują, że jego wybór oznaczałby kontynuację obecnego sposobu działania IPN. W ich oczach to nie jest neutralny kandydat administracyjny.

Poseł Patryk Jaskulski stwierdził, że Szpytma byłby kontynuatorem linii prowadzonej wcześniej przez Karola Nawrockiego. Ten argument jest dla KO szczególnie ważny. Nawrocki pozostaje dla obozu Tuska symbolem politycznego IPN i prawicowego sposobu opowiadania historii.

KO podnosi także problem politycznego charakteru działań Instytutu. W tej narracji IPN wymaga zmiany, a nie płynnej sukcesji. Dlatego poparcie koalicjantów dla Szpytmy odbierane jest jako poważne odstępstwo od oczekiwanej linii.

Spór pokazuje granice przywództwa Donalda Tuska nad całym obozem rządzącym. Premier może wyznaczać kierunek polityczny, ale partnerzy koalicyjni mają własne kalkulacje. Przy sprawach historycznych te kalkulacje bywają silniejsze niż dyscyplina rządowa.

Procedura rozpoczęła się kilka tygodni wcześniej

Proces wyboru prezesa IPN ruszył już wcześniej. 14 kwietnia odbyło się posiedzenie Kolegium IPN. Przeprowadzono wtedy rozmowy z kandydatami ubiegającymi się o stanowisko.

Po przesłuchaniach członkowie Kolegium uznali, że najlepszym kandydatem jest dr Mateusz Szpytma. Jego nazwisko zostało oficjalnie rekomendowane Sejmowi. To formalnie otworzyło drogę do głosowania parlamentarnego.

Dokument z rekomendacją przekazał prof. Wojciech Polak, przewodniczący Kolegium IPN. Trafił on do Jerzego Woźniaka, zastępcy szefa Kancelarii Sejmu działającego z upoważnienia marszałka Włodzimierza Czarzastego. Procedura ma więc jasny urzędowy bieg.

Sam wybór przez Sejm nie kończy jednak sprawy. Zgodnie z przepisami potrzebna jest jeszcze zgoda Senatu. To oznacza, że nawet po piątkowym głosowaniu polityczny konflikt może trwać dalej.

Głosowanie pokaże, ile naprawdę znaczy jedność obozu władzy

Dla KO najwygodniejszy byłby wspólny front przeciw kandydatowi kojarzonemu z dotychczasowym IPN. Taki scenariusz pokazałby, że koalicja potrafi narzucić zmianę w instytucji symbolicznie ważnej dla prawicy. Problem w tym, że PSL i część Polski 2050 mają inną ocenę.

Jeżeli Szpytma uzyska poparcie dzięki głosom części koalicji, PiS będzie mógł mówić o sukcesie ponad podziałami. Dla Tuska byłby to niewygodny sygnał, że nie każdą sprawę da się ustawić według linii KO. Szczególnie wtedy, gdy dotyczy pamięci historycznej.

Jeżeli kandydatura przepadnie, konflikt i tak nie zniknie. Wtedy PSL i część Polski 2050 będą musiały tłumaczyć swoim wyborcom, dlaczego ich stanowisko nie przełożyło się na decyzję. IPN pozostanie zaś instytucją bez nowego prezesa wybranego w spokojnym trybie.

To głosowanie jest więc czymś więcej niż sprawą personalną. Pokazuje, gdzie koalicja ma wspólne interesy, a gdzie zaczynają się osobne tożsamości polityczne. W sprawie IPN te różnice właśnie wyszły na światło dzienne.

Udostępnij to 👇