Tusk postawił koalicjantom ultimatum. Jedno głosowanie może wysadzić rząd

W obozie władzy zrobiło się gorąco, bo Donald Tusk miał postawić sprawę na ostrzu noża. Jeśli Polska 2050 poprze wniosek o odwołanie Pauliny Hennig-Kloski, koalicja może przestać istnieć w dotychczasowym kształcie. To nie jest już zwykła różnica zdań, lecz test lojalności całego ugrupowania.

Stawką są teki, wpływy i przyszłość rządzącej większości. Najbliższe głosowanie może pokazać, czy koalicja naprawdę trzyma się razem.

Godzinna rozmowa miała zamienić napięcie w ultimatum

Donald Tusk spotkał się z Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz, liderką Polski 2050 i ministrą funduszy. Rozmowa trwała około godziny i dotyczyła także bieżących spraw rządowych, w tym Krajowego Planu Odbudowy. Najważniejszy wątek był jednak polityczny.

Premier miał ostrzec, że poparcie wniosku o odwołanie Pauliny Hennig-Kloski będzie oznaczało wyjście Polski 2050 z koalicji. W praktyce taka decyzja uderzyłaby w pozycję partii w rządzie. Chodziłoby nie tylko o jedną ministerkę, ale o cały układ władzy.

Pełczyńska-Nałęcz miała zapewnić, że jej klub nie zagłosuje razem z PiS i Konfederacją. Ta deklaracja nie kończy jednak napięcia. Wewnątrz ugrupowania nastroje mogą być bardziej skomplikowane niż oficjalny komunikat.

Wniosek przeciwko Hennig-Klosce stał się zapalnikiem

Do Sejmu wpłynął formalny wniosek o odwołanie ministry klimatu i środowiska. Pod dokumentem podpisało się około stu posłów, głównie z Konfederacji i PiS. Sprawa ma zostać rozpatrzona na posiedzeniu zaplanowanym między 28 a 30 kwietnia.

Autorzy wniosku zarzucają resortowi bierność wobec skutków unijnej polityki klimatycznej. Krytyka dotyczy zwłaszcza systemu handlu emisjami ETS i spraw energetycznych. Dla opozycji to wygodny punkt nacisku na pęknięcia wewnątrz koalicji.

Dla Tuska głosowanie jest czymś więcej niż oceną jednej ministerki. To próba sprawdzenia, czy partnerzy z Polski 2050 będą działać z rządem, czy przeciw niemu. Dlatego premier miał postawić tak twarde warunki.

Koalicja wisi na arytmetyce i nerwach

Rządząca większość formalnie nadal istnieje, ale polityka nie opiera się wyłącznie na liczbach. Jeśli koalicjanci zaczną głosować z opozycją w sprawach personalnych, cały gabinet traci stabilność. Każdy kolejny spór może wtedy wyglądać jak zapowiedź większego kryzysu.

Polska 2050 stoi przed trudnym wyborem. Z jednej strony musi pokazać własną podmiotowość, z drugiej nie może wyglądać jak partia wysadzająca rząd, którego jest częścią. To napięcie może wracać przy kolejnych głosowaniach.

Najbliższe posiedzenie Sejmu będzie więc politycznym egzaminem. Jeśli klub zachowa dyscyplinę, kryzys zostanie chwilowo zażegnany. Jeśli nie, ultimatum Tuska może zamienić się w realny początek końca obecnej układanki.

Udostępnij to 👇