Sprawa polskich wątków afery Jeffreya Epsteina miała wywołać mocne ruchy prokuratury, a po dwóch miesiącach ujawniono bardzo niewiele. Postępowanie nadal toczy się „w sprawie”, czyli nikomu nie przedstawiono zarzutów. Najmocniej brzmi informacja, że żadna osoba dotąd nie zgłosiła się z zawiadomieniem o przestępstwie.
W tle są dokumenty z USA, specjalny zespół i pytania o realny postęp prac. Prokuratura wskazuje na analizę danych, ale jednocześnie przyznaje, że na obecnym etapie nie pokazuje rezultatów tych działań.
Śledztwo ruszyło w marcu, ale zarzutów wciąż nie ma
11 marca 2026 roku Prokuratura Krajowa wszczęła śledztwo dotyczące dopuszczenia się handlu ludźmi. Chodzi o okres od 2009 roku do 2019 roku oraz o terytorium Polski i innych państw. Sprawa została powiązana z tak zwaną aferą Jeffreya Epsteina.
Minister Waldemar Żurek powołał specjalny zespół analityczno-koordynacyjny do polskich wątków tej afery. Już sama nazwa sprawy budzi ogromne emocje, bo dotyczy jednego z najgłośniejszych skandali ostatnich lat. Tym bardziej uderza fakt, że po dwóch miesiącach śledztwo pozostaje na bardzo wczesnym etapie.
Postępowanie ma charakter „w sprawie”. To oznacza, że dotychczas nikomu nie przedstawiono zarzutów. W języku zwykłego czytelnika brzmi to prosto: prokuratura bada możliwe zdarzenia, ale nie wskazała jeszcze konkretnej osoby jako podejrzanej.
Największe napięcie wywołuje informacja o braku zawiadomienia o przestępstwie. Dotychczas żadna osoba nie zgłosiła się i nie złożyła takiego zawiadomienia. Przy sprawie o tak ciężkim ciężarze gatunkowym ta odpowiedź natychmiast rodzi pytania o dalsze efekty prac.
Trzech prokuratorów tworzy zespół do polskich wątków
W skład zespołu wchodzi prokurator Prokuratury Krajowej Krzysztof Karsznicki. Pełni on funkcję zastępcy dyrektora Biura Prezydialnego. To nazwisko pojawia się przy najważniejszym organizacyjnym elemencie całej sprawy.
Drugą osobą jest prokurator Joanna Jackowska z Prokuratury Okręgowej w Płocku. Została delegowana do Prokuratury Krajowej. Jej obecność pokazuje, że zespół nie ogranicza się wyłącznie do prokuratorów stale pracujących w centrali.
Trzecim członkiem zespołu jest prokurator Michał Kurowski. To prokurator Prokuratury Regionalnej w Łodzi delegowany do Prokuratury Krajowej. Tak wygląda personalny skład grupy, która ma zajmować się polskim tropem w tej sprawie.
Prokuratura zastrzega jednak, że na obecnym etapie może informować tylko w ograniczonym zakresie. To ograniczenie samo w sobie nie przesądza o efektach śledztwa. Sprawia jednak, że opinia publiczna dostaje głównie szczątkowe informacje i bardzo mało konkretów o wykonanych czynnościach.
Dokumenty z USA są teraz kluczowym tropem
W ramach śledztwa uzyskiwane i analizowane są dokumenty udostępnione przez Departament Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych. Chodzi o pakiet określany jako Epstein Files. Prokuratura wskazuje między innymi na korespondencję e-mailową z osobami, które mogły być współpracownikami albo pokrzywdzonymi.
To ważne rozróżnienie, bo nie każda osoba pojawiająca się w korespondencji musi mieć ten sam status. Część danych może prowadzić do potencjalnych pokrzywdzonych. Inne mogą dotyczyć osób, które pozostawały w kontakcie z Epsteinem lub jego współpracownikami.
Ustalono dane kilku osób prowadzących korespondencję e-mailową z Epsteinem i jego współpracownikami. Nie wyjaśniono jednak dotąd, czy osoby te były pokrzywdzonymi. Ten szczegół mocno studzi każdą próbę przedstawiania sprawy jako już rozpoznanej.
Na podstawie analiz kierowane są zapytania do różnych instytucji. Mają one pozwolić na dalsze ustalenia dotyczące identyfikacji ofiar i osób zaangażowanych w werbowanie. Prokuratura analizuje także dostępne dane cyfrowe, w tym komunikację mailową.
Wniosek do USA pokazuje, że sprawa nadal jest w toku
27 kwietnia 2026 roku prokurator z Prokuratury Krajowej skierował do Stanów Zjednoczonych wniosek o pomoc prawną. We wniosku poproszono między innymi o nadesłanie niezanonimizowanych dokumentów z Epstein Files. Chodzi o dokumenty dotyczące wszelkich polskich wątków.
Ten ruch pokazuje, że prokuratura potrzebuje pełniejszych danych. Bez niezanonimizowanych dokumentów identyfikacja osób może być utrudniona. Jednocześnie sam wniosek oznacza, że część najważniejszych informacji nadal znajduje się poza polskimi aktami.
Badane są przypadki, w których przestępstwo mogło zostać popełnione na terytorium Polski. Chodzi na przykład o możliwe werbowanie pokrzywdzonych. Sprawdzane są też sytuacje, w których sprawcy albo pokrzywdzeni mogli być obywatelami Polski.
To szeroki zakres, ale na razie nie przełożył się na zarzuty. Równolegle prowadzone są czynności własne ukierunkowane na identyfikację potencjalnych pokrzywdzonych. O rezultatach tych czynności prokuratura na tym etapie nie informuje.
Największy ciężar ma dziś brak pokrzywdzonych w aktach
Po dwóch miesiącach od wszczęcia śledztwa prokuratura nie potwierdza, że ustaliła pokrzywdzonych. To nie oznacza końca sprawy, ale wyznacza jej aktualny stan. Przy tak głośnym temacie różnica między podejrzeniem a ustaleniem jest kluczowa.
Brak zawiadomienia o przestępstwie jest informacją, której nie da się przykryć samą nazwą afery. W sprawach dotyczących handlu ludźmi głos pokrzywdzonych albo ich identyfikacja mają ogromne znaczenie. Tutaj ten element pozostaje nierozstrzygnięty.
Prokuratura opiera się dziś przede wszystkim na dokumentach, korespondencji i zapytaniach do instytucji. To ścieżka analityczna, a nie etap publicznego wskazywania sprawców. Dlatego każde mocniejsze twierdzenie wymagałoby faktów, których na razie nie przedstawiono.
Polskie wątki afery Epsteina pozostają więc śledztwem z dużym ciężarem politycznym i bardzo ograniczonym zestawem ujawnionych ustaleń. Są trzy nazwiska prokuratorów, są dokumenty z USA i jest wniosek o pomoc prawną. Nie ma natomiast zarzutów, zawiadomienia ani potwierdzonych pokrzywdzonych.









