Ta historia wraca jak najgorszy koszmar, bo człowiek nazywany „Łomiarzem” wyszedł z więzienia 28 kwietnia. Przez lata atakował przede wszystkim starsze kobiety, uderzając je tępym narzędziem w głowę. Pięć ofiar zmarło po takich uderzeńiach, a teraz pojawia się pytanie, kto realnie ochroni kolejne kobiety.
Sąd zdecydował o całodobowym dozorze elektronicznym i terapii, lecz opinie psychiatrow mówią o bardzo wysokim ryzyku kolejnego ataku. W tle są dawne przepustki, obniżane wyroki i powroty do przestępstw po wyjściu na wolność. Ta sprawa uderza w poczucie bezpieczeństwa mocniej niż zwykła informacja o zakończeniu kary.
Wolność po serii brutalnych napadów budzi najgorsze pytania
„Łomiarz” wyszedł z więzienia kilka dni przed opisaniem sprawy i od razu stał się symbolem strachu. W przeszłości atakował kobiety, używając tepych narzędzi takich jak łom albo młotek. Po uderzeńiu zabierał ofiarom torebki, kiedy leżały bez świadomości na ziemi.
Najbardziej porażający jest bilans tej historii, bo piec kobiet zmarło w wyniku uderzeń. To nie jest opowiesc o jednym wybryku ani o jednorazowym napadzie. Mowa o człowieku, który wielokrotnie wracał do przemocy wobec kobiet.
Sprawa od początku dotyczy nie tylko kary, lecz także tego, co dzieje się po jej odbyciu. Skoro ryzyko kolejnego ataku oceniono jako bardzo wysokie, sama informacja o wyjściu z więzienia staje się alarmem. Najbardziej narazone w tej historii były starsze kobiety, więc strach ma bardzo konkretny adres.
Publiczny niepokoj wzmacnia fakt, że system już kilka razy miał z nim do czynienia. Były wyroki, apelacje, aresztowania i kolejne powroty za kraty. Mimo tego po 28 kwietnia trzeba znów pytać, czy zabezpieczenia wystarczą przed nastepnym dramatem.
Dawne przepustki i obniżone wyroki wracają jak akt oskarzenia
W 1993 roku został oskarzony o 29 napadów, których miał dokonywać podczas przepustek z więzienia w Łowiczu. Odbywał wtedy wyrok 4,5 roku za poprzednie napady na kobiety. To jeden z najbardziej wstrząsających fragmentów tej sprawy, bo przemoc miała wracać w czasie, gdy formalnie nadal byl więźniem.
Później zapadł wyrok 25 lat pozbawienia wolności za 3 napady. W 1996 roku po apelacji kara została obniżona do 15 lat i dotyczyła już tylko jednego napadu. Ta zmiana do dziś budzi emocje, bo dalsze wydarzenia pokazały, że zagrożenie nie zniknęło.
We wrześniu 2008 roku opuścił więzienie, ale nie zakończył swojej kryminalnej drogi. Został ponownie aresztowany za rozbój, a w 2012 roku skazany na 7 lat. W praktyce nie byl to koniec sprawy, lecz kolejny etap historii, która znów miała uderzyc w kobietę.
W 2016 roku wyszedł na wolność po skróceniu kary. Niedługo potem zaatakował 71-letnią kobietę i ponownie stanął przed sądem. Tym razem usłyszał wyrok 10 lat, po którym wyszedł z więzienia 28 kwietnia.
Psychiatrzy ostrzegali, a sąd wybrał bransoletkę i terapie
Rzecznik sądu w Łowiczu, po zapoznaniu się z opiniami lekarzy psychiatrow, ocenił ryzyko bardzo ostro. Według tej oceny istnieje bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że „Łomiarz” zaatakuje znów. To zdanie sprawia, że decyzja o kontroli po wyjściu brzmi jak test dla państwa.
Szczególnie mroczne są słowa, które miał powiedzieć policjantom w 2009 roku. Brzmiały one: „Nienawidzę kobiet, to silniejsze ode mnie. Jak widzę kobietę, to myślę: jest do eliminacji”.
Sąd objął go całodobowym dozorem elektronicznym. Bransoletka pozwala policji stałe kontrolować miejsce jego pobytu. Problem polega na tym, że kontrola lokalizacji nie jest tym samym, co fizyczne powstrzymanie napadu.
Drugim elementem decyzji jest nakaz podjęcia terapii mającej hamować agresywne zachowania. To rozwiązanie rodzi jednak bolesne pytanie, dlaczego skuteczna terapia nie zadziałała w czasie poprzednich lat za kratami. Jeśli teraz ma byc tarcza dla potencjalnych ofiar, musi udźwignąć ogromny ciężar.
Gostynin, luka w prawie i poczucie bezradności
Najbardziej niepokojący jest wątek ośrodka w Gostyninie. Według mediów „Łomiarz” nie kwalifikuje się do takiego miejsca, bo jego wcześniejsze czyny nie wyczerpywały znamion szczególnego okrucienstwa. Przy historii śmiertelnych uderzeń w głowę brzmi to dla wielu osób jak luka trudna do przyjęcia.
Decyzje sądu komentowała w TOK FM prof. Renata Szczepanik, zajmująca się pedagogika resocjalizacyjna. Zwracała uwagę, że osoby podejmujace takie decyzje czyms się kierują i nie robią tego pochopnie. Ten argument nie usuwa jednak strachu przed człowiekiem, który po kolejnych wyjsciach wracał do przestępstw.
W tej sprawie zderzaja się dwie rzeczywistości: formalne zakonczenie kary i realne poczucie zagrozenia. Prawo przewidzialo bransoletkę, terapie i policyjna kontrole miejsca pobytu. Nie daje jednak pewności, że starsza kobieta spotkana na ulicy będzie bezpieczna.
Dlatego wyjście „Łomiarza” uderza tak mocno w zaufanie do wymiaru sprawiedliwości. Po pięciu śmiertelnych ofiarach, kolejnych napadach i opinii o bardzo wysokim ryzyku społeczeństwo oczekuje czegoś więcej niż sygnału z nadajnika. Dopóki nie ma gwarancji powstrzymania ataku, pytanie o obrone kobiet pozostaje otwarte.









