Magyar miał zerwać z Moskwą. Pierwsze deklaracje studzą wielkie oczekiwania

Zmiana władzy na Węgrzech miała oznaczać polityczne trzęsienie ziemi, ale pierwsze sygnały w sprawie energii nie są tak ostre, jak wielu oczekiwało. Péter Magyar zapowiada dywersyfikację ropy i gazu, lecz nie mówi o natychmiastowym odcięciu od Rosji. To szczegół, który może rozczarować najbardziej radykalnych krytyków dawnej polityki Budapesztu.

W grze są ceny, bezpieczeństwo i relacje z Unią Europejską. Nowy lider Węgier musi więc balansować między zmianą kursu a brutalną geografią.

Nowy premier Węgier nie sięgnął po polityczny topór

Péter Magyar po wyborczym zwycięstwie odniósł się do dostaw ropy i gazu. Zapowiedział, że jego partia Tisza zrobi wszystko, by zdywersyfikować źródła energii. Uzasadniał to bezpieczeństwem energetycznym oraz względami ekonomicznymi.

Magyar tłumaczył sens dywersyfikacji na prostym przykładzie pomarańczy. Jeśli kraj sprowadza towar z kilku kierunków, ma większą szansę na ciągłość dostaw w kryzysie. Ta sama logika ma dotyczyć ropy i gazu.

Nie padła jednak deklaracja natychmiastowego zerwania z rosyjskimi surowcami. Lider Tiszy zaznaczał, że dywersyfikacja nie oznacza pełnego odseparowania się. Budapeszt ma nadal szukać najtańszych dostawców, niezależnie od ich pochodzenia.

Węgry są zależne od Moskwy bardziej, niż chcieliby wyborcy zmian

Eksperci zwracają uwagę, że program Tiszy zakłada pełne odejście od rosyjskich surowców dopiero do 2035 roku. To termin znacznie ostrożniejszy niż unijne plany pożegnania się z surowcami z Rosji do 2027 roku. Dla części obserwatorów to kubeł zimnej wody.

Węgry pozostają jednym z najbardziej uzależnionych energetycznie od Moskwy krajów Unii Europejskiej. Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę Budapeszt nie ograniczył tej zależności w sposób, którego oczekiwała Bruksela. Wręcz przeciwnie, według krytyków miała się ona jeszcze pogłębić.

Magyar przejmuje więc państwo z bardzo trudnym energetycznym bagażem. Deklaracje z kampanii muszą teraz zderzyć się z kontraktami, infrastrukturą i cenami. To właśnie dlatego jego ostrożniejszy język budzi tak dużo emocji.

Bruksela będzie patrzeć na każdy ruch Budapesztu

Nowa władza w Budapeszcie chce odbudowy relacji z Unią Europejską. Energetyka będzie jednym z pierwszych testów wiarygodności Magyara. Jeśli zapowiedzi pozostaną zbyt miękkie, krytycy szybko uznają, że zmiana jest bardziej polityczna niż realna.

Z drugiej strony nagłe przecięcie wszystkich więzi z rosyjskimi surowcami mogłoby uderzyć w gospodarkę i portfele Węgrów. Magyar próbuje więc pokazać, że wybiera drogę kontrolowaną. Taki kurs jest mniej efektowny, ale może być łatwiejszy do przeprowadzenia.

Najbliższe miesiące pokażą, czy nowy premier faktycznie odwróci politykę poprzedników. Na razie widać jedno: koniec ery Orbána nie oznacza automatycznie energetycznej rewolucji z dnia na dzień. A to dla wielu w Europie może być pierwsze poważne rozczarowanie.

Udostępnij to 👇