Mąka ze świerszcza na etykietach. Te nazwy mają zdradzić, co naprawdę jest w produkcie

Produkty z dodatkiem owadów są dopuszczone na rynku Unii Europejskiej, a konsumenci muszą uważnie czytać składy. Od stycznia 2023 roku można stosować mąkę ze świerszcza domowego jako składnik żywności. Na etykietach warto szukać nazw takich jak Acheta domesticus, Tenebrio molitor i Locusta migratoria.

Temat budzi ogromne emocje, bo wiele osób nie chce nieświadomie kupować żywności z takim dodatkiem. Źródło wskazuje, że składniki z owadów mogą pojawiać się między innymi w pieczywie, batonach, płatkach, makaronowych przekąskach, krakersach, chipsach, jogurtach i czekoladzie. Kluczowa zasada jest prosta: bez sprawdzenia składu konsument oddaje kontrolę producentowi.

Dopuszczenie nowych składników zmieniło sklepowe półki

Unia Europejska dopuściła mąkę ze świerszcza domowego od stycznia 2023 roku. Może być stosowana jako element produktów spożywczych. To nie oznacza, że każdy produkt nagle zawiera taki składnik, ale oznacza, że konsument powinien umieć go rozpoznać.

Na rynku obecne są produkty oparte na trzech owadach. Wcześniej stosowano mąkę pochodzącą z larw mącznika młynarka. Później na listę trafiła także mąka z mielonej szarańczy wędrownej.

Świerszcz domowy dołączył do tej grupy jako kolejny dopuszczony składnik. W praktyce oznacza to, że owady mogą występować w żywności w różnych formach. Mogą być mrożone, suszone, sproszkowane albo wykorzystywane jako dodatek do gotowych produktów.

Największy problem dla wielu kupujących nie dotyczy samego dopuszczenia, lecz przejrzystości informacji. Jeżeli ktoś nie chce jeść takich składników, musi mieć możliwość łatwego sprawdzenia etykiety. Właśnie dlatego nazwy łacińskie stały się tak ważne.

Te nazwy na etykiecie powinny zwrócić uwagę

Najważniejsza nazwa to Acheta domesticus. Oznacza świerszcza domowego. Jeżeli pojawia się w składzie produktu, konsument ma sygnał, że użyto składnika pochodzącego właśnie z tego owada.

Druga nazwa to Tenebrio molitor. Dotyczy mącznika młynarka. W źródle wskazano, że mąka z larw tego gatunku była stosowana wcześniej.

Trzecia nazwa to Locusta migratoria. Oznacza szarańczę wędrowną. Również ona może pojawiać się w kontekście składników dopuszczonych do żywności.

W praktyce trzeba szukać tych nazw w sekcji skład. Nie wystarczy spojrzeć na front opakowania, hasło marketingowe albo grafikę. Najbardziej konkretne informacje znajdują się zwykle drobnym drukiem na odwrocie produktu.

Lista produktów jest szersza, niż wielu konsumentów zakłada

Źródło wskazuje, że składniki z owadów mogą pojawiać się w produktach kojarzonych ze zbożami. Chodzi między innymi o batony zbożowe, chleb, bułki, płatki śniadaniowe i owsianki. To produkty kupowane często, szybko i bez długiej analizy składu.

Na liście są także gotowe dania na bazie zboża i makaronowe przekąski. To ważne, bo tego typu żywność trafia do koszyków osób, które szukają wygody. Im bardziej przetworzony produkt, tym większe znaczenie ma etykieta.

W źródle wymieniono również masło orzechowe, jogurty, czekolady, chipsy i krakersy. Dla wielu osób to zaskakujące kategorie, bo nie kojarzą ich ze składnikami owadzimi. Właśnie dlatego sam wygląd produktu nie daje żadnej pewności.

W restauracjach wskazano przede wszystkim pizze. Jeżeli lokal używa nietypowej mąki lub mieszanek, konsument powinien zapytać o skład. W gastronomii etykieta nie leży przed oczami, więc kontrola wymaga bezpośredniego pytania.

Czytanie składu staje się jedyną realną ochroną

Osoby, które nie chcą wprowadzać takich składników do diety, nie muszą polegać na domysłach. Najprostsze narzędzie to uważne czytanie etykiet. Dotyczy to zresztą nie tylko owadów, ale całej żywności wysoko przetworzonej.

Producent powinien ujawnić skład produktu. Konsument musi jednak wiedzieć, czego szukać. Łacińskie nazwy nie są intuicyjne, dlatego łatwo je przeoczyć podczas szybkich zakupów.

Jeżeli na etykiecie pojawia się symbol lub nazwa, której kupujący nie rozumie, warto sprawdzić ją przed zakupem. To szczególnie ważne przy produktach nowych, importowanych albo opisywanych ogólnymi hasłami. Wątpliwości lepiej wyjaśnić przed włożeniem produktu do koszyka.

Nie każdy potraktuje takie składniki jako problem. Część konsumentów może je akceptować, a część będzie ich zdecydowanie unikać. Kluczowe jest jednak to, aby decyzja była świadoma, a nie przypadkowa.

Spór o żywność będzie tylko narastał

Temat owadów w żywności rozgrzewa opinię publiczną od wielu miesięcy. Dla jednych jest elementem zmian w produkcji żywności i szukania alternatywnych źródeł białka. Dla innych jest symbolem narzucania konsumentom kierunku, którego nie chcą.

Źródło wskazuje, że takich produktów może być z czasem więcej. Jeżeli producenci uznają składniki za opłacalne, będą testować kolejne zastosowania. To oznacza, że sama świadomość nazw na etykietach będzie coraz ważniejsza.

Największy błąd to zakładać, że problem nas nie dotyczy, bo kupujemy zwykłe produkty. Właśnie zwykłe kategorie, takie jak pieczywo, batony czy przekąski, są najłatwiejszym miejscem na dodatek mąki i proszków. Konsument może nie zauważyć zmiany, jeśli nie patrzy w skład.

Dlatego w tej sprawie nie potrzeba paniki, tylko kontroli. Kto chce unikać takich składników, powinien zapamiętać trzy nazwy i sprawdzać etykiety. Acheta domesticus, Tenebrio molitor i Locusta migratoria to hasła, które mogą przesądzić o tym, co naprawdę trafia na talerz.

Udostępnij to 👇