Leszek Miller ostro ocenił wizytę Kyryła Budanowa w Polsce i nazwał ją prowokacją numer dwa. Były premier mówił o tym w programie „Prezydenci i premierzy” w Polsat News, łącząc sprawę z napięciami po nazwaniu ukraińskiej jednostki wojskowej imieniem „Bohaterów UPA”. Najmocniej wybrzmiała jego ocena, że Budanow reprezentuje twardą linię probanderowską.
W tle nie chodzi tylko o jedną wizytę w Warszawie. To kolejny etap sporu, w którym historia, dyplomacja i wojskowe symbole zaczęły uderzać w relacje Polski z Kijowem.
Budanow przyjechał łagodzić napięcia, a wyszła nowa awantura
Kyryło Budanow przybył do Warszawy w piątek. Jego wizyta miała złagodzić napięcia między Polską a Kijowem po decyzji Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek wojskowych imienia „Bohaterów UPA”.
Według opisywanego przebiegu rozmowy nie przyniosły efektów, jakich oczekiwała strona ukraińska. Polska miała pozostać asertywna, co w komentarzach zaczęto przedstawiać jako możliwy przełom w podejściu do Ukrainy.
To właśnie w takim momencie Leszek Miller użył wyjątkowo mocnego określenia. Były premier uznał, że jeśli samo nazwanie jednostki imieniem „Bohaterów UPA” traktować jako prowokację, to przysłanie Budanowa do Polski jest prowokacją numer dwa.
Miller wskazał na twardą linię probanderowską
Miller przekonywał, że gdyby Zełenski chciał uzyskać postęp albo kompromis, mógł wysłać do Polski kogoś innego. W jego ocenie naturalnym wyborem byłby minister albo wiceminister spraw zagranicznych, a nie Budanow.
Najostrzejszy fragment dotyczył poglądów ukraińskiego wysłannika. Były premier stwierdził, że Budanow jest znany na Ukrainie ze swoich poglądów i należy do twardej linii probanderowskiej.
Miller dodał też, że Budanow sam opowiada o nieśmiertelności Bandery. W takim ujęciu sama osoba wysłannika staje się komunikatem, a nie tylko technicznym wyborem do rozmów z polską stroną.
Brak konferencji miał mówić więcej niż komunikaty
Były premier zwrócił uwagę, że po rozmowach nie było konferencji prasowej i opinia publiczna nie wie, o czym dokładnie rozmawiano. Jego zdaniem taki brak jawnego finału oznacza, że strony nie doszły do żadnego porozumienia.
To ważny element całej sprawy, bo przy politycznie trudnej wizycie milczenie potrafi być odczytywane jak sygnał porażki. Jeśli rozmowy miały uspokoić sytuację, to według Millera brak widocznego przełomu działa odwrotnie.
Miller ocenił również, że nie widzi obecnie rozwiązania kompromisowego. Stwierdził, że nawet gdyby Zełenski chciał teraz zmienić zdanie, musiałby tłumaczyć, że to żołnierze zmienili zdanie, co były premier uznał za komiczne.
Komorowski widział w tej misji sondowanie pola
W programie głos zabrał także Bronisław Komorowski. Były prezydent przekonywał, że Budanow nie miał niczego załatwiać w Warszawie, lecz sprawdzić, czy w ogóle istnieje pole do rozmów.
Komorowski bronił przy tym środowiska szefa Ukrainy, zgadzając się, że to żołnierze chcieli nazwania jednostki od nazwy ludobójczej formacji. Ocenił też, że gdyby zajmowali się tym doradcy prezydenta od polityki zagranicznej, nie dopuściliby do takiego rozwoju wydarzeń.
Jednocześnie były prezydent przyznał, że zbrodnie UPA są dla Polaków bolesne i nie do zaakceptowania. To pokazuje, że nawet próba łagodniejszej interpretacji nie usuwa głównego problemu: nazwa jednostki i osoba wysłannika nadal są dla polskiej debaty zapalnikiem.
Spór z Kijowem wszedł na bardzo trudny poziom
Wizyta Budanowa miała być ruchem uspokajającym, ale wypowiedź Millera nadała jej odwrotny wydźwięk. Zamiast sygnału zbliżenia pojawiła się teza o kolejnej prowokacji.
Największy ciężar tej sprawy polega na tym, że dotyczy ona jednocześnie pamięci o UPA, decyzji Zełenskiego i rozmów prowadzonych za zamkniętymi drzwiami. Każdy z tych elementów osobno budzi emocje, a razem tworzą polityczny problem, którego nie da się przykryć jednym komunikatem.
Jeśli polska strona rzeczywiście pozostanie asertywna, wizyta Budanowa może zostać zapamiętana jako moment, w którym Kijów nie dostał oczekiwanej zgody na zamknięcie sprawy. A słowa Millera o prowokacji numer dwa będą wracać przy każdej kolejnej rozmowie o UPA i relacjach z Ukrainą.









