Minister finansów wraca do akcyzy na alkohol. Eksperci chcą szybszych podwyżek, a Polacy mogą odczuć to w portfelach

Spór o ceny alkoholu i papierosów znów wraca na polityczne czołówki. Po wecie prezydenta Karola Nawrockiego rządowy plan wyższej akcyzy nie wszedł w życie w pierwotnej formie. Teraz ujawnione opinie ekspertów pokazują, że presja na szybsze podwyżki wcale nie zniknęła.

Niemal 8 na 10 ankietowanych specjalistów opowiedziało się za przyspieszeniem zmian. Dla budżetu to dodatkowe wpływy, dla konsumentów wyższe ceny, a dla polityków kolejny gorący konflikt.

Weto prezydenta zatrzymało ostrzejszy plan rządu

Ministerstwo Finansów chciało, aby od początku 2026 roku akcyza na napoje alkoholowe wzrosła o 15 procent. Rok później stawki miały pójść w górę o kolejne 10 procent. Byłby to wyraźny skok względem wcześniejszej mapy drogowej.

Dotychczasowy plan zakładał coroczne podnoszenie akcyzy o 5 procent w latach 2023-2027. Po decyzji prezydenta Nawrockiego to właśnie skromniejsza pięcioprocentowa podwyżka weszła w życie na początku roku. Rządowy pomysł ostrzejszego przyspieszenia został zablokowany.

Decyzja prezydenta nie zakończyła jednak debaty. Portal money.pl przeprowadził ankietę wśród 49 ekspertów. Aż 38 z nich, czyli blisko 78 procent, opowiedziało się za szybszym podnoszeniem akcyzy na alkohol.

Argumenty dotyczą nie tylko budżetu państwa. W tle są także kwestie zdrowotne i społeczne. Zwolennicy zmian przekonują, że obecne ceny nie nadążają za wzrostem zarobków Polaków.

Alkohol stał się relatywnie tańszy

Najmocniejszy argument zwolenników podwyżek dotyczy dostępności alkoholu. Od początku 2010 roku przeciętna pensja w Polsce wzrosła prawie trzykrotnie. Płaca minimalna poszła w górę jeszcze mocniej, bo ponad trzy i pół razy.

W tym samym okresie ogólny poziom cen wzrósł o 75 procent, a żywność podrożała o 98 procent. Ceny napojów alkoholowych zwiększyły się jednak tylko o 51 procent. To oznacza, że alkohol drożał wolniej niż wiele podstawowych produktów.

W praktyce dla przeciętnego pracownika alkohol jest dziś relatywnie łatwiej dostępny niż kilkanaście lat temu. Taki wniosek może zaskakiwać, bo konsumenci widzą przede wszystkim nominalne ceny na półkach. Ekonomiści patrzą jednak na relację cen do wynagrodzeń.

Dr Radosław Piwowarski z Uniwersytetu Łódzkiego wiązał rosnącą dostępność z problemem nadmiernego spożycia. Wskazywał między innymi na plagę pijanych kierowców. Dla zwolenników wyższej akcyzy to jeden z najważniejszych argumentów.

Papierosy też są w centrum sporu

Debata nie ogranicza się tylko do alkoholu. Papierosy podrożały od 2010 roku mocniej, bo o 165 procent. Mimo to również one nie nadążyły za wzrostem wynagrodzeń.

W 2025 roku za jedną pensję minimalną można było kupić 225 paczek papierosów. Dla porównania średnia z ostatnich dwóch dekad wynosi 162 paczki. Były lata, gdy ten wskaźnik spadał do 133 paczek.

Dr Piwowarski zwracał uwagę, że cena paczki papierosów w Polsce należy do najniższych w Unii Europejskiej. To kolejny argument za korektą polityki akcyzowej. Zwolennicy podwyżek widzą w tym nie tylko źródło wpływów, lecz także narzędzie ograniczania szkodliwych zachowań.

Dla konsumentów oznacza to jednak prosty skutek: wyższe ceny. W polityce podatkowej właśnie ten moment zawsze jest najbardziej ryzykowny. Społeczne poparcie dla zdrowotnych argumentów może szybko osłabnąć przy kasie.

Budżet zyska, ale konflikt będzie większy

Akcyza odpowiada za niecałe 6 procent dochodów sektora finansów publicznych. Największą część wpływów generują paliwa silnikowe, później wyroby tytoniowe, a alkohol zajmuje trzecie miejsce. Według szacunków resortu proponowana podwyżka miała przynieść dodatkowe 1,8 mld zł łącznie z nowym podatkiem od wygranych.

Dr Mateusz Dadej z firmy Coface wskazywał, że korzyści fiskalne to tylko część równania. Ważniejsze mogą być skutki zdrowotne i społeczne. Taka argumentacja ma przekonać, że podwyżki nie są wyłącznie sposobem łatania budżetu.

Przeciwnicy będą jednak pytać, czy państwo nie sięga zbyt łatwo do kieszeni obywateli. Alkohol i papierosy są politycznie wygodnym celem, bo można uzasadniać podwyżki troską o zdrowie. Nie zmienia to faktu, że miliony ludzi odczują je jako kolejne obciążenie.

Rząd może więc wrócić do tematu, ale musi liczyć się z ostrą reakcją. Eksperci wyraźnie pchają debatę w stronę szybszych podwyżek. Teraz pytanie brzmi, czy politycy odważą się zapłacić za to cenę w sondażach.

Udostępnij to 👇